Wzrastająca aktywność Polski w Chinach powoduje konieczność podejmowania nie tylko tematów związanych ze współpracą gospodarczą, ale również promowania dokonań (rzecz jasna, różnie w kraju ocenianych) polskiej transformacji. W tym kontekście rodzi się podstawowe pytanie o znajomość i ocenę przeprowadzonych w Polsce zmian politycznych w Chinach.

Zainteresowanie chińskich badaczy polskimi przemianami jest coraz większe. Pomijając Pekin czy Szanghaj, również i mniejsze ośrodki (Wuhan, Nanchang) starają się tworzyć podstawy dla prowadzenia studiów poświęconych Europie Środkowej. Pojawiają się głosy, że rynek ekspertów zajmujących się Ameryką jest już od dawna przesycony, podczas gdy znających się na państwach byłego bloku radzieckiego można policzyć na palcach jednej ręki. Niewątpliwie, dla chińskich analityków i dla włodarzy Chińskiej Republiki Ludowej podstawowym zagadnieniem jest analiza wydarzeń z przełomu lat 80. i 90. XX wieku. Należało pragmatycznie poszukiwać i definiować mechanizmy, które w określonych okolicznościach warunkowały upadek systemu jednopartyjnego.

Pozytywne oceny pokojowej transformacji

W latach 80. ubiegłego wieku ze szczególną uwagą analizowano wydarzenia zachodzące w Polsce. W ocenach dominowały tony pozytywne, czy wręcz głosy poparcia dla niezależnych związków zawodowych. Z sympatią wyrażano się o Lechu Wałęsie, którego do dziś (głównie starsi) mieszkańcy Pekinu wspominają jako działacza walczącego o słuszną sprawę. Należy pamiętać, że oceny takie wynikały zasadniczo w dwóch przesłanek: rywalizacji z Moskwą na tle obrania własnej, a nie narzuconej przez ZSRR, drogi socjalistycznych reform, a także z nastrojów prodemokratycznych w samych Chinach.

Te dyskusje o kwestiach politycznych doprowadziły do usunięcia z zajmowanych stanowisk sekretarza generalnego KC KPCh Hu Yaobanga (w 1987 r.), a później zajść na Placu Tian’anmen w czerwcu 1989 r. oraz usunięcia i osadzenia w areszcie domowym Zhao Ziyanga (następcy Hu). W tych okolicznościach nakładem jednego z wydawnictw z prowincji Sichuan ukazała się w 1988 roku książka „Polski kryzys”, autorstwa Wang Yizhou (aktualnie prodziekan Wydziału Stosunków Międzynarodowych na Uniwersytecie Pekińskim) i Su Shaozhi (głównego filozofa marksizmu lat 80. ubiegłego wieku).

Po krótkim historycznym wprowadzeniu do historii Polski w XIX wieku, autorzy skupili się na omówieniu ruchów robotniczych i inteligenckich po powstaniu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Na szczególną uwagę zasługuje bardzo dokładne omówienie postaci Władysława Gomułki, który swoim powrotem do polityki w 1956 r. zapewnił państwu stabilizację. Z punktu widzenia analizy zachodzących w Polsce zmian, najważniejszy wydaje się rozdział poświęcony NSZZ „Solidarność”. Powstanie niezależnych związków zawodowych było, jak wskazywali autorzy, nową odsłoną polskiego kryzysu, który jednak miał cechę wspólną z poprzednimi – zaczynał się od wzrostu cen, w tym przede wszystkim cen mięsa. Przyczyn kryzysu dopatrywano się zatem w czynnikach ekonomicznych, które miały warunkować pozytywne bądź negatywne nastroje społeczne.

Wang Yizhou i Su Shaozhi skrupulatnie przedstawili kolejne strajki, w tym przede wszystkim w Stoczni im. Lenina, gdzie protestom przewodzili Lech Wałęsa i Anna Walentynowicz. Z analizy sytuacji w Polsce wyłaniał się obraz wspólnoty: oto strajkujących robotników popierają intelektualiści, studenci, chłopi i Kościół katolicki. Na fali protestów każda z tych grup wysuwała własne żądania, a to potęgowało kryzys. Zdaniem chińskich badaczy, to głównie prymas Stefan Wyszyński odgrywał rolę mediatora – osoby, która tonowała rewolucyjne nastroje protestujących i nawoływała do pokojowego rozwiązywania problemów społecznych.

Dodatkowo w pracy przedstawiono rolę Kościoła jako ostoi „suwerenności”, „wolności” i „oporu wobec zaborcy rosyjskiego i radzieckiego”. Takie postawy antyradzieckie, zdaniem chińskich obserwatorów, były idealnie dopasowane do propracowniczych postulatów związków zawodowych. Tym samym „Solidarność” i Kościół katolicki stawały się sojusznikami w walce ze „wspólnym wrogiem” – narzuconym systemem polityczno-społecznym.

Ważnym elementem rozpadu bloku socjalistycznego, zdaniem innego chińskiego badacza Pan Qilina, było wsparcie Watykanu, a przede wszystkim Jana Pawła II osobiście, papieskie pielgrzymki do Polski oraz pomoc płynąca do związków zawodowych z państw zachodnich. Guo Zenglin (Marek) z kolei przedstawia w swojej analizie ewolucję stanowiska generała Jaruzelskiego od momentu wprowadzenia stanu wojennego i zanegowania roli „Solidarności”, aż po pokojowe negocjacje „okrągłego stołu”. Te jednak nie byłyby możliwe, gdyby nie zmiany w Moskwie i reformy Michaiła Gorbaczowa – uważał Guo.

Ważne jest również pytanie, dlaczego to właśnie Polska stała się forpocztą reform w Europie Środkowej i Wschodniej. Prócz wskazywanych przemian w obozie socjalistycznym, przyczyn upadku systemu akurat w naszym kraju Guo Zenglin upatrywał w trzech czynnikach: (1) w Polsce, jako jedynym z państw obozu, działała bardzo aktywna opozycja oparta na związkach zawodowych; (2) w łonie PZPR frakcją dominującą byli zwolennicy rozmów i reform; (3) społeczeństwo nie było zadowolone z metod rządzenia państwem. Z uwagi na koncyliacyjną postawę generała Jaruzelskiego, zwłaszcza w II połowie lat 80., cieszył się on, jak twierdzi Guo, dużym prestiżem w chińskim społeczeństwie.

Na początku 1989 roku na łamach periodyku poświęconego studiom nad ZSRR i obozem socjalistycznym Cheng Zhang z uznaniem pisał, że zmiany w Polsce to nie tylko „puste slogany”. Uznawał przy tym suwerenność narodu za bogatą i pełną ważnych treści koncepcję. Ta mogła być realizowana na co najmniej dwa sposoby, zależnie od rozmiarów terytorium i liczby ludności: w mniejszych państwach można było brać pod uwagę bezpośredni udział, gwarantujący klasie robotniczej czynne prawo wyborcze. Jednak ogromna powierzchnia i liczba ludności (możemy się domyślać: tak jak w Chinach) bardzo rzecz komplikowała – przekonywał Cheng Zhang.

Lekcja dla Komunistycznej Partii Chin

Przywoływane tu przychylne głosy, mimo że nie należały do odosobnionych, nie reprezentują oficjalnego dyskursu, bardziej analitycznie podchodzącego do problematyki przemian i updaku komunizmu w naszej części Europy. Wolne związki zawodowe, jak wskazywał Ge Ming z Instytutu Marksizmu Chińskiej Akademii Nauk Społecznych, przyniosły destabilizację, brak kontroli partyjnej nad nimi doprowadził do wywrócenia systemu politycznego w 1989 r., a brak przewodniej roli partii doprowadził do „wkroczenia na drogę kapitalistyczną”. Jednak podstawową przyczyną upadku systemu, zdaniem Ge, była kontynuacja modelu stalinowskiego przyjętego po powstaniu Polski Ludowej, który nie baczył na rozwój gospodarczy.

Ten sposób postrzegania wydarzeń w Polsce można uznać za pochwałę autora dla drogi obranej przez Deng Xiaopinga po 1978 r. Chiński wzrost gospodarczy zapewnił legitymację władzy Komunistycznej Partii Chin. W tym kontekście krytycznie oceniano w Chinach zupełne odrzucenie „kapitalistycznej” drogi, bez próby jej godzenia z rozwojem „socjalistycznym” (jak to uczyniono w Chinach). To właśnie kondycja ekonomiczna państw Europy Środkowo-Wschodniej oraz Związku Radzieckiego była pierwotną przyczyną rozpadu i zmian w 1989 r. – konkluduje Ge Ming. W przedstawianej analizie pojawiło się sporo wątków natury bardziej teoretycznej niż mających związek z realnym funkcjonowaniem państwa. Źródłem przewagi niezależnych związków zawodowych miał być przerost „biurokracji” i brak sprawnego aparatu łagodzącego napięcia społeczne. W obliczu ich narastania również w kierownictwie partii dochodziło do podziałów, które potęgowały konflikt. Tak właśnie było w PZPR, która stanęła przed dylematem: rozmawiać z opozycją czy siłowo radzić sobie z chaosem i destabilizacją?

Analizie poddawano w Chinach przyczyny rozpadu rządzących partii komunistycznych, a także konsekwencje tego procesu. Przywołując Mieczysława Rakowskiego, Guo Zenglin pisał o przegranej nie tyle członków partii komunistycznych, co bankructwie całej ideologii. Stąd też płynęła nauka dla Chin: żeby unowocześniać teoretyczne aspekty socjalizmu, należy stworzyć mniej restrykcyjną atmosferę w polityce wewnętrznej. Do tego dochodził wątek rozwoju „polskiego socjalizmu” w cieniu Związku Radzieckiego, który nie pozwalał na dostosowanie ideologii do lokalnych uwarunkowań.

Inną interpretację wydarzeń z lat 80. XX wieku przedstawiał Wang Defeng, który uznawał powołanie Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego z ugrupowaniami katolickimi w 1983 r. za nieudaną próbę ograniczenia wpływów Kościoła na demontaż systemu politycznego. Z drugiej jednak strony, władze PZPR chciały kontrolować proces zmian w Polsce. W tym celu organizowano liczne konsultacje społeczne, próbując przywrócić zaufanie obywateli do władz. Wskazane tendencje miały uchronić Polskę przed rewolucyjnym chaosem i prowadzić do zmian ewolucyjnych, opartych na negocjacjach i kompromisie.

Pisząc o kosztach, Wang Defeng uznał, że w takich warunkach podstawowe aspekty socjalizmu zostały wykluczone, a wykreowane grupy interesów i klasy, których interesy nie były zbieżne, co prowadziło do socjalistycznego pluralizmu. Ten, paradoksalnie, zamiast być ratunkiem dla obozu rządzącego, prowadził do jego dekompozycji, a decyzje podjęte na X Plenum KC PZPR tylko przypieczętowały proces rozkładu. Takie podejście dawało szansę na realizację własnych ambicji politycznych m.in. przywódcom de facto satelickich związków zawodowych. Takim przykładem w Polsce, również w ocenie M. Rakowskiego, był Alfred Miodowicz – lider Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. Pluralizm, konkludował Wang, prowadził do upadku systemu zarówno w Związku Radzieckim, jak i państwach Europy Środkowo-Wschodniej.

Dekadę po rozpoczęciu transformacji Guo Zenglin przedstawił ocenę dorobku polskich przemian. Na łamach czasopisma „Europa Wschodnia i Azja Środkowa” opisał zmiany, jakie zaszły w Polsce. Zachłyśnięcie się demokracją ocenił raczej negatywnie. Powstała niezliczona mnogość partii politycznych, w tym takie jak Polska Partia Przyjaciół Piwa, która miała w Sejmie 16 posłów – z niedowierzeniem pisał Guo Zenglin. Ta sytuacja wymogła nowelizację ustawy o partiach politycznych, które od 1997 r. musiały posiadać minimum 1000 członków. Co ważne, art. 13 nowej konstytucji z 1997 r. zakazał istnienia partii komunistycznych, nacjonalistycznych czy faszystowskich. Dla obserwatora z Chin dziwnym wydawał się fakt, że konstytucja ta podpisana została przez byłego członka PZPR, ówczesnego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.

 ***

Rozmawiając o polskim przełomie 1989 r., należy pamiętać, że w Chinach analiza dorobku zmian w Europie Środkowo-Wschodniej służy wysnuwaniu pragmatycznych wniosków służących podtrzymywaniu systemu jednopartyjnego. System wielopartyjny, czego dowody mieliśmy w Polsce na początku lat 90. ubiegłego stulecia, niesie za sobą chaos i destabilizację na szczytach władzy, a te łatwo mogą stymulować szersze protesty i niepokoje. Rzecz jasna, należy pamiętać również o ewolucji chińskiego systemu. Jednak, jak mówią sami Chińczycy, powielając leninowskie spostrzeżenie, przecież to w okresach chaosu i zmian poziom wolności w społeczeństwach, bez względu na ich status, jest najwyższy, a myśli i idee stają się bardzo wyraźne, czasem wręcz radykalne. Tego właśnie Komunistyczna Partia Chin najbardziej pragnie uniknąć.



4 Komentarze

  1. YLK mówi:

    Podziekowania za ciekawy artykul, zawsze interesujaco poznac opinie innych o swoim kraju i zachodzacych w nim zmianach. Ciekaw jestem, czy autor trafil w Chinach na artykuly dot. Polski o nieco bardziej przyziemnych sprawach typu „smrod i miod”…;)

  2. Wojciech Jakóbiec

    Wojciech Jakóbiec mówi:

    Ja pamiętam z ubiegłego roku artykuł reporterki „Xin Jing Bao”, która przebywała w Polsce z okazji EURO 2012.
    Opisywała w nim Polskę jako kraj, w którym nie ma praktycznie przystojnych mężczyzn, a jedynie piękne kobiety.

  3. Dominik Mierzejewski mówi:

    brak przystojniaków potwierdzają debaty internetowe: nie jesteśmy tak przystojni jak Niemcy, ani tak romantyczni jak Hiszpanie czy Włosi. Do tego nie przywiązujemy wagi do higieny osobistej a dziwactwo wyssaliśmy z mlekiem matki.

  4. NIE TE CHINY mówi:

    Cóż, głoszona na prawo i lewo wolność w demokracji to pic na wodę. Zakaz istnienia parti komunistycznych czy promowania komunizmu tylko to potwierdza. W Polsce „wolność” panuje, pod warunkiem, że jesteś za demokracją, żadnym innym systemem.

    W tekście „Mit Placu Tiananmen w Polsce żywy.” pisałem na blogu NIE TE CHINY o tym jak polskie media mijają się z prawdą pisząc o protestach na Placu Tiananmen w 1989.
    http://nietechiny.weebly.com/mit-placu-tiananmen-w-polsce-zywy.html

Skomentuj