David Bandurski z China Media Project odpowiada na pytania NaTematChin dotyczące kondycji chińskich mediów i kierunków ich rozwoju, jak również reacji na linii władza-media (chińskie i zagarniczne).

NaTematChin: Czy rozpoczynające się rządy nowego chińskiego kierownictwa przynoszą nadzieję na poluzowanie kontroli nad mediami?

David Bandurski: Ogólny obraz sytuacji wskazuje zasadniczo na brak zmian. Uważam, że naiwne byłoby oczekiwanie w najbliższych miesiącach, czy nawet latach, jakiejkolwiek istotnej zmiany podstawowej koncepcji mediów w Chinach i ich traktowania przez władze. Koncepcja ta przypisuje mediom rolę „przewodnika opinii publicznej” – to oficjalne określenie, które tak naprawdę oznacza kontrolę nad mediami w celu zapewnienia społecznej i politycznej stabilności. Jest to dziedzictwo pozostałe po stłumieniu prodemokratycznych demonstracji 4 czerwca 1989 roku. Jednym z zarzutów stawianych Zhao Ziyangowi [ówczesnemu sekretarzowi generalnemu KPCh – red.] po jego usunięciu ze stanowiska było zachęcanie przez niego do większej otwartości mediów w czasie trwania tych protestów. Uważano bowiem [wewnątrz partii – red.], że było to dla przywództwa źródłem problemów. Taki model myślenia nadal się utrzymuje i nie powinniśmy się tu spodziewać żadnych znaczących zmian.

NTCh: Co w takim razie z mediami społecznościowymi, które wydają się być ważną i coraz ważniejszą platformą publicznej dyskusji w Chinach, a jednocześnie (choćby ze względów technicznych) trudniejszą do kontrolowania?

DB: Z całą pewnością media społecznościowe są nowym obiektem, na którym skupia się kontrola nad mediami w Chinach. Wiąże się z tym szereg praktycznych problemów dla przywództwa, gdyż media te są tak bardzo zdecentralizowane i tak niełatwo poddają się kontroli. To dotyczy zresztą internetu w ogóle, na którym wysiłki na rzecz utrzymania kontroli skupiały się zwłaszcza w latach 2003-2004. Teraz jednak zdecydowanie uwaga przesunęła się w kierunku weibo [„mikroblogów”, przypominających Twittera – red.]. Od 2004 roku internet, weibo i inne platformy blogowe stały się priorytetem w kontroli mediów przez władze. Spełniają one jednak bardzo ważną rolę. Mamy teraz do czynienia w Chinach z o wiele bardziej ożywioną dyskusją o kwestiach politycznych i społecznych niż ta tocząca się wcześniej. Media internetowe są bardziej nieprzewidywalne. W okresie takim, jak niedawno zakończona sesja chińskiego parlamentu, weibo może być źródłem zupełnie nieprzewidywalnych tematów, które podchwytywane są potem przez internet. Tematów bardzo dla władz niewygodnych. Mieliśmy w tym roku np. informację o kolejnym dużym proteście w sprawie wywłaszczeń gruntów na wsi – tego typu informacje mogą być dystrybuowane w mediach społecznościowych, a prawie nieobecne w tradycyjnych mediach, które nie relacjonują tych wydarzeń, gdyż są zbyt drażliwe, aby o nich informować.

NTCh: Co wynika ze styczniowych protestów w sprawie zastąpienia noworocznego wstępniaka w liberalnym tygodniku „Weekend Południa” tekstem propagandowym? Były to największe od ponad 20 lat tego rodzaju protesty w Chinach – jakie miały znaczenie?

DB: Moim zdaniem, protesty w sprawie „Weekendu Południa” były próbą powiedzenia, że organy kontrolujące media posunęły się za daleko, zbyt mocno, agresywnie i arogancko ingerując w tę ograniczoną przestrzeń swobody, jaką media miały. Z jednej strony bowiem chińskie media utrzymywane są w jednym z najbardziej rygorystycznych reżimów kontroli na świecie, a z drugiej zmieniły się bardzo w ciągu ostatnich 20 lat. Uległy komercjalizacji, działają w celu wypracowania zysku, niewiele z nich korzysta z państwowych dotacji, a więc utrzymują się ze sprzedaży reklam. Oznacza to przesunięcie punktu ciężkości w mediach. Nie liczy się już bowiem wyłącznie przywództwo partii, ale również czytelnicy, których trzeba sobie pozyskiwać, aby się utrzymać na rynku. Czytelnicy oczekują z kolei ciekawych treści, dziennikarstwa śledczego itp. Spodziewamy się kontynuacji tego trendu, pomimo utrzymującej się kontroli nad mediami. W przypadku „Weekendu Południa” mieliśmy do czynienia z zacieśnianiem kontroli od kilku lat, w tym bezprecedensowymi działaniami, jak np. cenzura prewencyjna.

NTCh: Czy władze mają jakiś pomysł na pokonanie trudności w kontrolowaniu mediów w dobie internetu i wszechobecnych mediów społecznościowych?

Wydziały propagandy [komitetów partyjnych różnych szczebli – red.] są wprawdzie w stanie wydawać dyrektywy dotyczące pewnych informacji z wyprzedzeniem, np. zakazując relacjonowania jakiegoś protestu, jeśli sprawa jest z wyprzedzeniem znana. Pojawia się jednak wiele tematów, nad którymi nie są w stanie zapanować, szczególnie w dobie mediów społecznościowych. Zdarza się nierzadko, że zanim jeszcze władze są w stanie zareagować, zakazując relacjonowania jakiejś sprawy, staje się ona już powszechnie dyskutowanym tematem. Media to wykorzystują, aby o takich sprawach pisać. W celu poradzenia sobie z tym problemem władze zaczęły instalować w redakcjach wiodących mediów redaktorów naczelnych lojalnych wobec partii. Niektórzy z nich tworzyć zaczęli nowe mechanizmy cenzury wewnątrz kierowanych przez siebie redakcji, np. zastrzegając sobie prawo do zatwierdzania z wyprzedzeniem tematów, które mają być poruszane.

NTCh: Porozmawiajmy zatem o chińskich dziennikarzach. Czy słuszne jest twierdzenie, że przechodzą oni istotną ewolucję, stając się coraz bardziej profesjonalni i zaangażowani w swoją pracę?

DB: Tak, nie ma wątpliwości co do tego, że chińskie media się profesjonalizują. Dziennikarze są coraz bardziej otwarci, coraz bardziej „niepokorni”, mają zawodowe ambicje. Wielu z nich chce odgrywać aktywną rolę, uprawiając dziennikarstwo śledcze lub solidne dziennikarstwo informacyjne. Dużą rolę odgrywają tu też odbiorcy, na których potrzeby dziennikarze starają się reagować. Odbiorcy coraz więcej wiedzą i chcą coraz więcej wiedzieć. Zaspokojenie popytu na informację w Chinach odbywa się w dużym stopniu w mediach społecznościowych, gdzie tysiące, a wręcz miliony ludzi, dyskutują na wszelkie tematy. Informacji o wielu sprawach nie znajdzie się bowiem w tradycyjnych mediach, ale są dostępne w mediach społecznościowych właśnie. W przypadku niektórych spraw, które wymagają pogłębionych relacji i ciągłego śledzenia rozwoju wydarzeń, nadal trzeba jednak sięgać po media tradycyjne, gdyż internet i media społecznościowe nie mają narzędzi i środków potrzebnych do takiej formy relacjonowania wydarzeń. Postrzegamy czasem internet w sposób utopijny, jako alternatywę dla klasycznych mediów, co wydaje mi się zbytnim uproszczeniem. Nadal bardzo wiele dzieje się w gazetach i czasopismach. W Chinach są naturalnie dziennikarze zarówno dobrzy, jak i kiepscy. W środowisku dochodzi często do korupcji. Coraz więcej jest jednak świetnych dziennikarzy, którzy chcą wykonywać profesjonalną robotę. Przykładem takim jest Wang Keqin – czołowy chiński dziennikarz śledczy. Został on zresztą niedawno zmuszony do odejścia z gazety, w której pracował, a zdarzyło mu się to już drugi raz w ciągu ostatnich kilku lat. Nie mam jednak żadnych wątpliwości, że znajdzie dla siebie miejsce w jakiejś innej redakcji, gdzie kontynuować będzie swoją działalność jako dziennikarz śledczy. Jest to możliwe wyłącznie dzięki trendom występującym w tradycyjnych chińskich mediach.

NTCh: Na zakończenie jeszcze pytanie o pracę zagranicznych dziennikarzy w Chinach. Jak wiemy, nie jest ona łatwa, a w dodatku coraz częściej słyszymy o przypadkach fizycznych wręcz ataków na pracujących w Chinach korespondentów. Z czego to wynika? Czy wprowadzenie jakichś ograniczeń dla chińskich dziennikarzy, swobodnie teraz działających w państwach zachodnich, czego o ich zagranicznych kolegach w Chinach powiedzieć nie można (zdarzają się nawet odmowy akredytacji), byłoby skutecznym sposobem na skłonienie chińskich władz do zapewnienia korespondentom światowych mediów lepszych warunków pracy?

DB: To z pewnością bardzo trudny problem. Ogólnie rzecz biorąc, należy domagać się w większym zakresie wzajemności. Pojawiają się głosy sugerujące nałożenie ograniczeń na działalność chińskich dziennikarzy np. w Stanach Zjednoczonych. Voice of America ma tylko jednego korespondenta w Chinach, podczas gdy Agencja Xinhua ma ich w Ameryce wielu. W dodatku niektórzy z nich, jak wiemy, nie pracują wcale w Stanach Zjednoczonych (czy innych krajach) jako dziennikarze, bo nie dostarczają żadnych medialnych treści – pozostańmy przy tym stwierdzeniu. Musimy jednak przy tym uważać, aby nie poświęcić tu naszych własnych wartości, takich jak otwartość czy dostęp dla mediów. Chiny powinny zdać sobie sprawę z tego, że bycie odpowiedzialnym aktorem na scenie globalnej wiąże się z respektowaniem pewnych zasad: większej otwartości i przejrzystości. Nawet wewnątrz Chin pojawiają się apele o bardziej poważne traktowanie międzynarodowych standardów. Niedawno grupa chińskich intelektualistów wezwała w liście otwartym do ratyfikacji podpisanej przez Chiny lata temu konwencji ONZ dotyczącej praw politycznych, czyli tych właśnie kwestii. Przypadki brutalnych zachowań wobec zagranicznych dziennikarzy zdarzają się w Chinach dość regularnie. W ostatnich latach chyba nawet częściej niż dawniej. Myślę, że głównym powodem tego stanu rzeczy jest rozszerzająca się korupcja, zwłaszcza na szczeblu lokalnym, choć dotykająca tak naprawdę wszystkich szczebli administracji. Na szczeblu lokalnym, gdzie silne są powiązania między urzędnikami a biznesem, zainteresowanie ze strony zagranicznych dziennikarzy budzi szczególne obawy – lokalne władze nie wiedzą po prostu, jak na to zareagować. Nie potrafią zresztą zareagować odpowiednio także na zainteresowanie ze strony dziennikarzy chińskich, a pamiętajmy, że to im częściej zdarza się być ofiarami takich ataków. Uważam zatem, że większa częstotliwość ataków na dziennikarzy wynika z ich większej aktywności, jak również z coraz większej skali lokalnych interesów i powiązań między władzą a biznesem. Dlatego mamy do czynienia z lokalnymi urzędnikami, którzy starają się utrudniać pracę dziennikarzom i w ten sposób zapobiec negatywnym relacjom ze swojego terenu. Wydaje mi się, że chińscy przywódcy nadal próbują wypracować model interakcji z mediami. Słyszymy od kilku lat bardzo wiele dyskusji o tym, jak władze powinny reagować na informacje medialne i działanie mediów, jak skuteczniej się z nimi komunikować. Nadal jednak częste są autorytarne reakcje władz na działalność mediów.

david bandurskiDavid Bandurskiredaktor strony internetowej China Media Project (afiliowanego przy Uniwersytecie Hongkongu), znawca chińskich mediów, publikował m.in. w „Far Eastern Economic Review”, „Wall Street Journal”, „Index on Censorship” i „South China Morning Post”, nagradzany za swoje reportaże śledcze i działalność komentatorską.



Skomentuj