Specjalnie dla NaTematChin Kathleen E. McLaughlin, amerykańska dziennikarka, która opublikowała niedawno cykl reportaży z Tanzanii i Ugandy o podrabianych lekach trafiających na rynki afrykańskie, które – ze względu na wizerunek Chin w Afryce – wywołały wątpliwości co do jakości leków trafiających do państw afrykańskich z tego kraju.

NaTematChin: Z roku na rok Chiny coraz intensywniej stawiają na współpracę z państwami afrykańskimi. Podczas pierwszej oficjalnej podróży zagranicznej przewodniczący Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jinping odwiedził Tanzanię, Republikę Południowej Afryki oraz Republikę Konga. Kto bardziej korzysta na tej współpracy?

Kathleen E. McLaughlin: Moim zdaniem jest dwóch wygranych. Jednym z nich jest chiński rząd, drugim – zazwyczaj – władze państw afrykańskich. Tracą na niej jednak sami mieszkańcy Afryki. Nie jest to zatem kwestia tego, czy na tej współpracy traci Afryka. Rządy państw afrykańskich nie byłyby zainteresowane współpracą z Chinami, gdyby nie czerpały z niej korzyści. I korzystają na niej. Na tym etapie nie jestem pewna, po której stronie jest większy bilans zysków. Powoli zaczyna się jednak zmiana percepcji tych relacji. Niektóre państwa afrykańskie zaczynają wyrażać przekonanie, że to one są na przegranej pozycji. Związane jest to z niezadowoleniem społecznym w tych krajach.

NTCh: Z czego wynika to niezadowolenie z bilansu relacji z Chinami?

KEMcL: Odpowiem na to pytanie podając pewien przykład. Kilka tygodni temu władze Ghany odkryły, że partia 25 mln prezerwatyw dostarczonych do tego kraju z fabryk w chińskiej prowincji Henan nie spełniała norm jakościowych. Prezerwatywy były uszkodzone, rwały się lub po prostu były za małe. Rząd Ghany zdołał wycofać część z nich, ale na rynku wciąż pozostało około 20 milionów sztuk. Ponad 20% mieszkańców Ghany zarażonych jest wirusem HIV. Uszkodzone prezerwatywy to nie tylko ryzyko posiadania niechcianego potomstwa, ale przede wszystkim zarażenia się śmiertelnym wirusem. Dochodzimy do momentu, w którym ludzie mieszkający w Afryce zaczynają zdawać sobie sprawę z tego, że wiele produktów pochodzących z Chin jest nie tylko słabej jakości, ale też potencjalnie może spowodować uszczerbek na zdrowiu.

NTCh: To wynika z braku kontroli jakości w Chinach?

KEMcL: Wyprodukowane w Chinach towary o niskiej jakości zazwyczaj trafiały na chiński rynek. Jednak rynek wewnętrzny stał się o wiele bardziej wymagający i coraz lepiej regulowany. Wpłynęły na to skandale związane z bezpieczeństwem żywności i niską jakością produktów. Firmy i ludzie odpowiedzialni za produkcję towarów o niskiej jakości, którzy  sprzedawali je Chińczykom, teraz szukają innych rynków zbytu. Także w Afryce. Udawało im się je tam dostarczać, bo konsumenci w Afryce potrzebują towarów, tak jak i w każdym innym zakątku świata. Moim zdaniem, Zachód wystarczająco długo ignorował Afrykę. Rynek konsumencki w Afryce jest nieomal dziewiczy, a Chiny wyrażały chęć wejścia na niego. Problem polega na tym, że często chińskie produkty sprzedawane w Afryce to te same, które nie zostały dopuszczone na rodzimy, chiński rynek ze względu na problemy z jakością. Z jednej strony wynika to z braku odpowiedniej kontroli w Chinach, ale trzeba też mieć świadomość tego, że część winy leży po stronie władz państw afrykańskich i panującej tam korupcji.

NTCh: Na łamach brytyjskiego „The Guardian” opublikowała Pani cykl reportaży z Tanzanii i Ugandy, gdzie trafiają podrabiane leki (http://www.guardian.co.uk/world/2012/dec/23/malaria-fake-medicines-africa-china). Chodzi o bardzo ważne dla mieszkańców tych państw leki przeciwmalaryczne. Czy ludzie, których Pani spotkała w tych krajach (dystrybutorzy, właściciele aptek), mieli świadomość tego, że sprzedają podrabiane produkty?

KEMcL: Wszyscy są świadomi istnienia tego problemu. Jednakże jego sedno zawiera się w tym, że najczęściej bez specjalistycznych urządzeń laboratoryjnych nie da się jednoznacznie stwierdzić, czy lek jest prawdziwy, czy nie. To jeden z poważnych problemów – podróbki wizualnie niczym nie różnią się od oryginału. Spotkałam lekarkę, która zachorowała na malarię i zażywała leki, które okazały się być podróbkami. Oczywiście wówczas nie zdawała sobie z tego sprawy. Podrabiane leki trafiają bowiem do oficjalnego systemu dystrybucji leków. Istnieje globalna sieć handlu podrabianymi lekami. Aptekarze, pacjenci i lekarze nie potrafią rozpoznać, który lek jest prawdziwy, a który nie. Ja na swojej drodze nie spotkałam nikogo, kto miał świadomość tego, że akurat sprzedawane przez niego leki są podrabiane. Spotykałam za to farmaceutów, którzy nie bardzo chcieli rozmawiać o tym problemie. Spotkałam też aptekarza, który bardzo chciał zaangażować się w walkę z podróbkami, ale nie miał ku temu narzędzi.

NTCh: Pani artykuły wywołały zdecydowaną reakcję chińskiego MSZ. Chińska dyplomacja protestowała przeciwko oczernianiu Chin, a to nie zdarza się aż tak często po publikacjach w zachodnich mediach. Skąd tak silne emocje?

KEMcL: Moim zdaniem z dwóch powodów. Przede wszystkim zwróciłam uwagę na to, że prawdopodobnie chińskie władze miały świadomość istnienia problemu substandardowych produktów chińskich trafiających na rynki afrykańskie, ale nie chciały, żeby został on ujawniony. Chiny mają obecnie ogromny problem wizerunkowy w Afryce Wschodniej. Każdy, z kim rozmawiałam, czy to zwykli ludzie na ulicy, czy też przedstawiciele lokalnych władz, w jakiś sposób zwracał uwagę na to, że chińskie produkty, w szczególności leki przeciwmalaryczne, mogą stanowić zagrożenie. Nie wiemy, czy akurat podrabiane leki trafiają do Afryki z Chin, bo tego nikt nie jest w stanie udowodnić, ale istnieje problem w percepcji produktów pochodzenia chińskiego. Do Afryki trafiały bowiem z Chin podrabiane telefony czy ubrania, które rozpadały się po jednym praniu. Chińskim władzom zależy na pokazaniu światu, że pomagają Afryce, i to w taki sposób, w jaki Zachód nigdy temu kontynentowi nie pomagał. Po drugie, czego wówczas nie wiedziałam, a co stało się jasne zaledwie kilkanaście tygodni temu, nowy przewodniczący ChRL Xi Jinping podczas pierwszej zagranicznej podróży, po wizycie w Rosji, udał się właśnie do Tanzanii. To musiało być planowane na długo przed publikacją mojego cyklu reportaży stamtąd. Artykuły o kryzysie wizerunkowym Chin w państwach afrykańskich trafiły na główną stronę „The Guardian” w grudniu. Potencjalnie śmiertelne, podrabiane leki przeciwmalaryczne to nie jest coś, dyskusję o czym chińskie władze chciałyby widzieć na trzy miesiące przed pierwszą zagraniczną podróżą nowego szefa państwa.

DSC07815Kathleen E. McLaughlinamerykańska dziennikarka mieszkająca od ponad dekady w Chinach. W swoich artykułach porusza szeroki wachlarz tematów dotyczących Państwa Środka – od problemów rynku pracy, poprzez tematy polityczne i gospodarcze, aż po przemiany społeczne. Publikowała na łamach wiodących amerykańskich czasopism, takich jak „Foreign Policy”, „Christian Science Monitor” czy „San Francisco Chronicle”. Jej materiały były też emitowane w „PBS NewsHour”. Pod koniec 2012 roku jej cykl reportaży z Tanzanii i Ugandy opublikował brytyjski „The Guardian”.



Jeden Komentarz

  1. jean-christophe raynal mówi:

    doskonaly artykul

Skomentuj