Nawet pobieżna lektura referatu partyjnego, wygłoszonego przez ówczesnego sekretarza generalnego Hu Jintao na XVIII Zjeździe w listopadzie 2012 r., wskazuje na nowe kierunki chińskiej aktywności międzynarodowej. Przede wszystkim uwagę przykuwa fragment poświęcony chińskiej strategii morskiej. Po raz pierwszy w swojej historii w oficjalnym dokumencie Komunistyczna Partia Chin uznaje strategię morską i uczynienie z Chin „mocarstwa morskiego” za jeden z priorytetów politycznych państwa. Za kwestie istotne uznano przy tym eksplorację podmorskich złóż surowców naturalnych oraz ochronę i utrzymanie chińskich praw do eksploracji akwenów morskich. Pierwszy z tych priorytetów to zielone światło dla coraz silniejszego w Chinach lobby naftowego, drugi – dla Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej.

Nowe tendencje w chińskim procesie decyzyjnym?

Proces decyzyjny w chińskiej polityce to temat na niezwykle złożoną dyskusję. Proces ten kształtować się może bardzo różnie, w zależności od zmieniających się ocen otoczenia międzynarodowego Chin oraz zastosowanych do zmieniającej się rzeczywistości mechanizmów doboru narzędzi. Często jednak zależy przede wszystkim od układu personalnego w centralnym kierownictwie oraz struktury zbudowanych w jego ramach instytucji. Z punktu widzenia instytucjonalnego, najważniejszą rolę odgrywa Stały Komitet Biura Politycznego oraz członkowie podległych mu tzw. „grup kierowniczych” (lingdao xiaozu, 领导小组), wśród których są m.in. grupa ds. polityki finansowej i gospodarczej oraz grupa ds. polityki zagranicznej. Do kompetencji tej drugiej zalicza się: analizę kluczowych zagadnień międzynarodowych, podejmowanie decyzji, nadzór, wskazywanie głównych kierunków polityki, implementację podjętych decyzji na każdym szczeblu administracji oraz koordynację aktywności zagranicznej państwa. Instytucjonalny wymiar chińskiej polityki zagranicznej dopełniają organy ją koordynujące i implementujące: Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Ministerstwo Handlu, Wydział Łączności z Zagranicą KC KPCh, Drugi Wydział Sztabu Generalnego, a także (w zakresie dostarczania informacji i analiz): Agencja Prasowa Nowe Chiny (Xinhua), Drugi i Trzeci Wydział Sztabu Generalnego, Ministerstwo Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwa.

W nadchodzących latach sytuacja międzynarodowa i międzynarodowe otoczenie Chin, zdaniem chińskich analityków, będą w coraz większym stopniu wymagały zaangażowania dyplomatycznego i wojskowego Pekinu. Takie spojrzenie znalazło wyraz w partyjno-wojskowych awansach. Po XVIII Zjeździe zauważalne jest przesunięcie procesu decyzyjnego w kierunku sił zbrojnych. Skład Centralnej Komisji Wojskowej oraz dwie nominacje: Fan Changlonga (byłego szefa Okręgu Wojskowego Jinan) orazXu Qilianga (byłego dowódcy sił lotniczych ChAL-W oraz byłego zastępcy szefa Sztabu Generalnego) na wiceprzewodniczących Centralnej Komisji Wojskowej. Taki dobór osób piastujących najwyższe stanowiska w wojskowej hierarchii, wśród których nie znalazł się żaden reprezentant sił lądowych, świadczą o reorientacji chińskiej polityki wobec sąsiadów, w tym zwłaszcza na Morzu Południowochińskim oraz Morzu Wschodniochińskim. W ścisłym kierownictwie, tj. Stałym Komitecie Biura Politycznego, nie ma polityków związanych z „cywilnym” wymiarem polityki zagranicznej, a to świadczy o marginalnej wręcz roli biurokracji państwowej i partyjnej, tj. Ministerstwa Spraw Zagranicznych czy nawet Wydziału Łączności z Zagranicą KC.

Trudno zatem wskazać jednoznacznie, kto podejmuje decyzje w sprawach najważniejszej wagi międzynarodowej. Z uwagi na rozproszenie ciał decyzyjnych, szersze zaangażowanie wojskowych może być rozumiane jako próba stworzenia mechanizmów koordynujących chińską politykę zagraniczną, a także konieczność wzmocnienia kontroli nad siłami zbrojnymi po aferze politycznej wokół Bo Xilai’a. Jak się dość powszechnie przyjmuje, sekretarz z Chongqingu miał mieć bliskie związki z wyższymi oficerami Okręgu Wojskowego Guangdong. Prócz wchodzących na scenę polityczną generałów z Centralnej Komisji Wojskowej, należy wskazać liczących się „cywilnych aktorów” (nie będących urzędnikami MSZ), do których zalicza się Wang Huninga, profesora związanego z Szanghajskim Uniwersytetem Pedagogicznym i Uniwersytetem Fudan w Szanghaju, będącego jednocześnie dyrektorem Biura Badań Politycznych przy KC KPCh, oraz Li Zhanshu, byłego gubernatora prowincji Heilongjiang oraz byłego sekretarza komitetu prowincjonalnego Guizhou.

Awanse w kręgach ministerialnych  

Yang Jiechi, odchodzący ze stanowiska minister spraw zagranicznych, zastąpi Dai Bingguo na stanowisku radcy stanu (stanowisko o randze między „szeregowym” ministrem a wicepremierem) zajmującego się polityką zagraniczną. Będzie zatem odpowiedzialny za prowadzenie dialogu strategicznego z Waszyngtonem w jego politycznym wymiarze oraz za główne decyzje strategiczne w polityce zagranicznej. To wybór przemyślany. Yang Jiechi, jeszcze przed objęciem teki ministra spraw zagranicznych, karierę dyplomatyczną zaczynał w Waszyngtonie, gdzie w latach 2000-2004 był ambasadorem. Co ważne, jest absolwentem uczelni brytyjskich – w latach 70. ubiegłego wieku studiował w Bath, a także w London School of Economics.

Stanowisko ambasadora w Waszyngtonie, jak prognozują media, zajmie Cui Tengkai – aktualnie wiceminister spraw zagranicznych. Istotne jest tu jego doświadczenie w strukturach ONZ, począwszy od tłumacza, a skończywszy na stanowisku radcy w chińskiej delegacji przy tej organizacji. W połowie lat 80. odbył roczny staż na Johns Hopkins University w Waszyngtonie, a w latach 2007-2009 był ambasadorem w Tokio. Co warte uwagi, w swojej wypowiedzi w kuluarach sesji chińskiego parlamentu stwierdził, że podstawowym zadaniem chińskiej dyplomacji jest uniknięcie konfliktu i niedopuszczenie do głosu wojskowych. Głośno jest też o awansie Ma Zhaoxu, którego określa się mianem „przyszłego ministra spraw zagranicznych”. Jest to dyplomata związany zawodowo z państwami europejskimi: Belgią i Wielką Brytanią oraz Unią Europejską.

Najbardziej znaczącym jest jednak awans Wang Yi, który został ministrem spraw zagranicznych w nowym rządzie Li Keqianga. To również symptomatyczna nominacja. Po okresie „rewolucji kulturalnej”, którą spędził na północy, w prowincji Heilongjiang, Wang Yi ukończył w 1982 r. japonistykę na Pekińskim Uniwersytecie Języków Obcych. Następnie rozpoczął pracę w Departamencie Azji chińskiego MSZ. Od września 1989 r. pracował na placówce dyplomatycznej w Tokio, by po pięciu latach awansować w strukturach ministerialnych. Pod koniec lat 90. odbył roczny staż na waszyngtońskim Georgetown University. Następnie rozpoczął studia magisterskie w Instytucie Dyplomatycznym – kuźni chińskich kadr dyplomatycznych. W 2001 r. awansował na stanowisko wiceministra odpowiedzialnego za region azjatycki. W pierwszych trzech rundach negocjacji sześciostronnych (w sprawie północnokoreańskiego programu atomowego) reprezentował Chiny, by następnie zostać ambasadorem w Japonii. Kolejnym szczeblem kariery było szefostwo Biura ds. Tajwanu Rady Państwowej. Nowy minister to zatem wytrawny dyplomata, doświadczony w trudnych i kryzysowych problemach Azji Wschodniej. Ocenia się, że nowy szef MSZ ma „otwarty umysł” i skłonny jest do przyjmowania nowych pomysłów. Taka nominacja niewątpliwie wzmocni „azjatycki kierunek” w chińskiej dyplomacji.

***

W całej tej personalnej układance pytaniem w dalszym ciągu pozostającym bez odpowiedzi jest to, kto i w jakich kwestiach posiada decydujący głos. Czy MSZ ma realny wpływ na chińską politykę zagraniczną? Z punktu widzenia doboru personalnego, wszyscy politycy związani ze strukturami ministerstwa to specjaliści w dziedzinie relacji ze Stanami Zjednoczonymi i regionem Azji Wschodniej, głównie Japonią. Co ważne, biegle władają językiem angielskim, a Wang Yi – japońskim. Doświadczenie merytoryczne może okazać się jednak w formułowaniu decyzji zaledwie pomocne, ale raczej nie kluczowe. Nowy układ niewątpliwie wskazuje priorytetowe dla chińskiej dyplomacji kierunki, dla której podstawą będzie trójkąt Waszyngton-Pekin-Tokio. W tym kontekście MSZ używany będzie raczej do „gaszenia pożarów” niż do kreowania polityki zagranicznej.

Takie, a nie inne decyzje są konsekwencją rosnącej roli Chin na arenie międzynarodowej. Te okoliczności uzasadniają budowanie mechanizmu decyzyjnego ze sprawnym i profesjonalnym aparatem biurokratycznym (o charakterze raczej „wykonawczym”, nie „sprawczym”). Z drugiej jednak strony, wraz z rozszerzającymi się obszarami interesów Chin, w procesie decyzyjnym pojawiły się nowe, nieznane dotąd grupy interesu. Tym samym, kolejne decyzje są albo wynikiem kompromisu między kilkoma kręgami, albo też nie ma w Chinach jednego ośrodka decyzyjnego.

Akademicka dyskusja na ten temat jest bardzo zażarta. Jak wskazuje Yan Xuetong, profesor Uniwersytetu Qinghua, w Chinach istnieje paląca potrzeba stworzenia jednego ośrodka decyzyjnego w polityce zagranicznej. Bolączką chińskiej dyplomacji jest bowiem np. brak odpowiednika w kontaktach z amerykańskim Departamentem Stanu. Przy złożoności wzajemnych relacji nie ułatwia to dialogu. Wzorem mogłaby być amerykańska Rada Bezpieczeństwa Narodowego. Przy próbie stworzenia porównywalnej struktury w Chinach doszłoby jednak niewątpliwie do zatargów między grupami interesu, a to mogłoby z kolei prowadzić do niekontrolowanej walki o wpływy. Status quo zostałoby naruszone, a to chyba nie jest niczyją intencją.



Skomentuj