Relacje z Koreą Północną są dla Chin, jak już pisaliśmy w naszym portalu, kwestią niezwykle trudną i pod wieloma względami niewygodną. Wynika to ze splotu czynników historycznych, (geo)politycznych, społeczno-ekonomicznych, a także – nazwijmy to – symboliczno-ideologicznych. Temat ten należy zatem w Chinach niewątpliwie do bardzo „delikatnych”, co nie znaczy, że nie ujawniają się w publicznej dyskusji (czasem w dość specyficzny, aluzyjny sposób) kontrowersje dotyczące niesfornego sąsiada.

Oficjalna przyjaźń

Przedstawiciele chińskich władz podtrzymują w swoich gestach i oficjalnych wypowiedziach obraz przyjaznych, sojuszniczych wręcz, relacji z KRLD. Po śmierci Kim Jong-ila do północnokoreańskiej ambasady udali się osobiście z kondolencjami najwyżsi rangą chińscy przywódcy, z ówczesnym sekretarzem generalnym KPCh Hu Jintao na czele. Był to gest wyjątkowy, którego znaczenie docenić można choćby w zestawieniu z rangą delagacji składającej w polskiej ambasadzie w Pekinie kondolencje po śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Przewodniczyła jej Chen Zhili – ówczesna wiceprzewodnicząca Stałego Komitetu OZPL i członkini Komitetu Centralnego KPCh, ale nie Biura Politycznego (a więc osoba usytuowana o co najmniej dwie rangi niżej).

Nawet wtedy, gdy Pekin jest ewidentnie poirytowany działaniami Pyeongyangu, daje o tym publicznie znać jedynie w ostrożnie sformułowanych oświadczeniach MSZ, wyrażających „zaniepokojenie”.

Nie oznacza to, że „z okolic” władzy nie dochodzą sygnały o znacznie niższej temperaturze chińskich uczuć wobec Korei Północnej. Głosy wpływowych chińskich ekspertów, którzy postulują znaczącą rewizję polityki swojego kraju wobec nieobliczalnego sąsiada, pojawiają się w publicznym obiegu (choć, przyznać trzeba, bardzo ostrożnie) już od mniej więcej dekady. Ostrożność ta jest przy tym zrozumiała, jeśli weźmie się pod uwagę, czym publiczne dzielenie się takimi pomysłami może się skończyć. W 2004 roku, po publikacji artykułu o konieczności zmiany chińskiej polityki wobec Korei Północnej, zawieszono na kilka lat wydawanie bardzo poważnego i wpływowego periodyku „Startegia i Zarządzanie” (《战略与管理》). W ubiegłym tygodniu pojawiła się z kolei informacja o zawieszeniu w obowiązkach służbowych zastępcy redaktora naczelnego gazety wydawanej przez Centralną Szkołę Partyjną, który opublikował w „Financial Times” artykuł wzywający Chiny do „porzucenia Korei Północnej i parcia do zjednoczenia Półwyspu Koreańskiego”. To, trzeba przyznać, postulat w warunkach chińskich bardzo radykalny.

Cytowanie taktyczne

Nie należy jednak sądzić, że w chińskich mediach znaleźć można jedynie utrzymane w przyjaznym tonie artykuły i komentarze na temat Korei Północnej. Istotna jest jednak, jak się wydaje, kwestia sposobu wyrażania dezaprobaty dla „przyjaciół” zza Rzeki Yalu. Żadnych problemów nie sprawia bowiem chińskim mediom np. przytaczanie napływających z zagranicy (głównie z Korei Południowej) informacji i opinii, które stawiają KRLD w co najmniej wątpliwym świetle.

Za południowokoreańskimi mediami podawano w Chinach choćby informację o próbie zamordowania najstarszego syna Kim Jong-ila (i przyrodniego brata aktualnego przywódcy Korei Północnej Kim Jong-una), Kim Jong-nama. Zamach ten miał przeprowadzić agent Pyeongyangu, aresztowany jednak w Korei Południowej zanim miał okazję spróbować wykonać swoją misję.

Pikanterii dodaje sprawie fakt, że Kim Jong-nam mieszka od połowy lat 90. w Chinach (kursując regularnie między Makau a Pekinem). Chińskie media, znowu „przytaczając tylko” południowokoreańskie doniesienia, rozpisują się chętnie o jego ekstrawaganckim stylu życia, cytując skwapliwie (południowokoreańskie oczywiście) komentarze w stylu: „nie ma pracy, ale wiedzie bardzo wygodne życie” , wyliczając wartość jego domów i mieszkań, jak również publikując listy jego byłych żon (jedna w Pekinie, druga w Makau).

Nieco bardziej zróżnicowaną strategię pisania o Korei Północnej przyjmuje zazwyczaj wiodący chiński liberalny tygodnik „Weekend Południa” (《南方周末》). Pismo to również zamieszcza czasem teksty stanowiące – jak utrzymuje redakcja – „pozbawione komentarza dla większego obiektywizmu” – zagraniczne opinie o trudnym sąsiedzie. W „Weekendzie Południa” ukazał się np. wywiad z japońskim dziennikarzem Yoji Gomi, który opublikował książkę „Mój ojciec Kim Jong-il i ja” -  napisaną na podstawie prowadzonej przez kilka lat korespondencji z Kim Jong-namem, jak również fragmenty tejże książki. Czytelnicy tego bardzo popularnego w Chinach tygodnika mogli się m.in. dowiedzieć, że starszy brat północnokoreańskiego przywódcy uważa wpływy armii w swoim kraju za zbyt duże i ocenia, że to ona przechwyci władzę, gdyby proces sukcesji okazał się nieudany.

Sami z siebie się śmiejecie

Bardzo ciekawy był także tekst opublikowany przez „Weekend Południa” przy okazji ostatniej wizyty Kim Jong-ila w Chinach. Trzeba przy tym pamiętać, że zwyczajowo oficjalne informacje o takich podróżach publikowane były dopiero po powrocie północnokoreańskiego gościa do Pyeongyangu. W trakcie tych wizyt wiadomości o nich (siłą rzeczy, w formie spekulacji) pojawiały się jedynie w mediach zagranicznych, które donosiły a to o wstrzymaniu na kilka godzin ruchu kolejowego przy granicy chińsko-północnokoreańskiej (Kim Jong-il nie latał samolotem, przemieszczając się na duże odległości wyłącznie specjalnym pociągiem), a to o pojawieniu się osoby „łudząco przypominającej Kim Jong-ila” w licznej obstawie pod jakimś hotelem w jakimś chińskim mieście.

„Weekend Południa” opublikował podczas ostatniej wizyty (na kilka miesięcy przed śmiercią) Kim Jong-ila artykuł, w którym pozornie drwił z zagranicznych mediów rzucających się z entuzjazmem na wszelkie tego rodzaju pogłoski (te o pociągach i hotelach). Dziennikarze tygodnika opisywali z udawanym rozbawieniem „polowania” zagranicznych mediów na Kim Jong-ila w Chinach. Przedmiotem drwin było tu jednak w rzeczywistości nie zachowanie południowokoreańskich i zachodnich dziennikarzy, ale wręcz odwrotnie – dziwaczny i paranoiczny zwyczaj utajniania podróży przywódcy KRLD. „Weekend Południa” nie mógł sobie pozwolić na otwarte nabijanie się z nominalnego bliskiego sojusznika Chin, więc zastosował tu prostą, ale (nie mam co do tego wątpliwości) czytelną dla swoich odbiorców metodę odwrócenia ostrza krytyki (czy satyry). Formalnie nie można było tygodnikowi niczego zarzucić, a każdy i tak wiedział, o co naprawdę chodzi.

Opowieść o muzycznym geniuszu

Jeszcze bardziej frapujący był reportaż zamieszczony na pierwszej stronie „Weekendu Południa” tuż po śmierci Kim Jong-ila. Tygodnik bynajmniej nie relacjonował żałoby w Pyeongyangu (tak jak to uczynił w znakomitym reportażu z Polski po katastrofie smoleńskiej, żeby znowu odwołać się do bliskiego nam przykładu) ani nie podsumowywał politycznej biografii zmarłego przywódcy KRLD. Zamiast tego „Weekend Południa” pisał o… tournée północnokoreańskiej trupy operowej, którą wiadomość o śmierci „Wielkiego Generała” zastała w Chinach.

Artykuł napisany jest „bez mrugnięcia okiem”, bez komentarza, tonem (nomen omen) śmiertelnie poważnej relacji. Czytelnicy dostają zwięzły opis scen rozpaczy, jaka wybuchła wśród północnokoreańskich artystów na wieść o śmierci Kim Jong-ila. Potem jest już tylko obraz absurdalnego reżimu, misternie utkany z przytaczanych dosłownie wypowiedzi członków trupy (z reguły zaczynających się od frazy „jak nauczał Wielki Generał Kim Jong-il…”, cytowanej w tekście za każdym razem) i genezy prezentowanej przez nich w Chinach opery („osobiście zaadoptowanej z dramatu autorstwa Przewodniczącego Kim Il-sunga przez Wielkiego Generała Kim Jong-ila” i „zainscenizowanej pod osobistym kierunkiem Wielkiego Generała Kim Jong-ila”), która zresztą stanowić miała „rewolucję w historii północnokoreańskiej opery”. Uzupełnieniem są wypisy z oficjalnych biografii Kim Jong-ila – hagiograficzne opowiastki o jego „muzycznym geniuszu, ujawnionym już we wczesnym dzieciństwie”.

Jedyną formą komentarza w całym reportażu jest lakoniczne stwierdzenie, że Pięć Wielkich Oper (północnokoreańskich), jednej z których poświęcony jest artykuł, „przypomina ‘opery wzorcowe’ (样板戏, yangban xi)”. To jednak w zupełności wystarczy jako klucz do odczytania intencji autorów tekstu (gdyby nie były one jeszcze dla kogokolwiek jasne). Owe „wzorcowe opery” (w liczbie ośmiu) kojarzą się w Chinach nieodłącznie z Rewolucją Kulturalną. Stworzone pod kierunkiem Jiang Qing, żony Mao Zedonga, miały być „rewolucją w chińskiej operze”. Wystawiane i odtwarzane na okrągło z radiowęzłów w całych Chinach, kompletnie wyparły w tamtym okresie inne formy sztuk widowiskowych (w tym tradycyjną operę chińską, potępianą wówczas jako szkodliwy i obcy klasowo staroć). Rewolucja Kulturalna jest we współczesnych Chinach uważana nie tylko za okres kulturalno-artystycznego wyjałowienia i spustoszenia, ale w ogóle zdecydowanie najgorszy etap w historii ChRL, który ma ona (szczęśliwie) daleko za sobą. Tak przynajmniej myślą ci Chińczycy, którzy czytają „Weekend Południa”.

Feudalizm i Chruszczow

Lektura komentarzy dodawanych przez czytelników pod internetową wersją omówionego powyżej i innych artykułów na temat Korei Północnej potwierdza, że przedstawiona interpretacja idzie właściwym tropem. Owszem, zdarzają się wpisy z wyrazami poparcia dla „sojusznika” – trudno powiedzieć, czy pisanymi na poważnie, czy ironicznie, ale i tak są one nieliczne. Przeważają głosy krytyczne wobec Pyeongyangu. „Taką epokę i my przeżyliśmy” – pisze jeden z internautów w komentarzu do tekstu o trupie operowej. Inny (pod innym artykułem) wprawdzie nostalgicznie: „Korea Północna to wspomnienie dziecięcych lat Chin; trzeba chronić dzieciństwo”, ale w odpowiedzi kolejna osoba pisze: „A co ty tak naprawdę wiesz o tym dzieciństwie?”.

Dość często widuje się znacznie ostrzejsze oceny. „Przerażająca Korea Północna” – to w tej kategorii komentarz stonowany. KRLD jest przez wielu chińskich internautów określana mianem kraju „feudalnego”, którym rządzi „królewska dynastia Kim”, pada też epitet „największy na świecie zamknięty teren wojskowy”. Powszechna jest krytyka północnokoreańskiego reżimu za złe warunki życia obywateli tego kraju. To są wszystko oczywiście komentarze anonimowe, zamieszczane na forach dyskusyjnych czy pod artykułami publikowanymi w internecie. Znamienny jest jednak fakt, że nikt ich nie usuwa (zacytowane tu pochodzą sprzed 1,5-3 lat), mimo że chińskie władze mają takie możliwości i korzystają z nich (w innych przypadkach) regularnie.

Mocniejsze (o wiele) słowa znaleźć można na chińskich blogach, których autorstwo nie jest przecież technicznie trudne do ustalenia (o ile w ogóle prowadzone są anonimowo), a blokowanie jeszcze łatwiejsze. Wpisy te są jednak bez problemu dostępne, pojawiając się w czołówce wyników w najpopularniejszej chińskiej wyszukiwarce Baidu (百度 – „chiński Google”) po wpisaniu nazwy „Korea Północna” czy nazwiska jej zmarłego przywódcy.

Pewien bloger ocenia, że północnokoreańskie próby rakietowe to „wymierzane Chinom co i raz policzki”, a stosunek Korei Północnej do Chin porównuje do stosunku Mao do Chruszczowa. Ostrzega przy tym, aby nie ufać Pyeongyangowi, który może – jego zdaniem – w każdej chwili dokonać wolty w stylu Mao właśnie i dogadać się z Waszyngtonem (przeciw interesom Pekinu). Miałoby to przypominać antyradzieckie zbliżenie Chin i Stanów Zjednoczonych z początku lat 70.

Kim Jong-il poszedł do Piekła?

Inny z kolei chiński bloger komentuje niemal równoczesną śmierć Vaclava Havla i Kim Jong-ila (zmarli w odstępie jednego dnia). O byłym czeskim prezydencie pisze tu i ówdzie „Pan Havel” (używając słowa 先生, xiansheng – to w języku chińskim wyraz wyjątkowego szacunku), cytuje jego pisma, chwali przywiązanie do idei wolności i konsekwencję w dążeniu do jej realizacji.

„Nie chcę osobiście oceniać wielkiego, wspaniałego i mającego zawsze rację Kim Jong-ila, więc przytoczę parę wypowiedzi z mikroblogów” – pisze ten sam autor, po czym cytuje taki oto dowcip:

„Ostatnią w życiu rozmowę Kim Jong-il odbył z pewnym słynnym chińskim komikiem. Gwiazdor chwalił się w niej: ‘Potrafię rozbawić do łez wszystkich Chińczyków.’ ‘Też mi coś’ – odrzekł Kim – ‘ja potrafię wywołać radość i wesołość na całym świecie’, a następnego dnia umarł. Zdruzgotana północnokoreańska telewizja skomentowała: ‘Wielki Przywódca nigdy nie rzucał słów na wiatr.’”

Żarty (dyskusyjnej jakości) na bok, autor tekstu o śmierci Havla i Kima nieco poważniej pisze: „Jeśli Bóg miałby zachować równowagę, jednego powinien posłać do Nieba, a drugiego do Piekła.” Asekuracyjnie nie precyzuje (bo „nie ma takiej potrzeby”), kto dokąd ma trafić – rzeczywiście, werdykt tego prywatnego Sądu Ostatecznego jest oczywisty. Bloger spekuluje, że ten wysłany do Nieba spotka tam m.in. Waszyngtona, Reagana, Jelcyna i Jiang Jingguo (inicjatora reform demokratycznych na Tajwanie). W czeluściach piekielnych spotkać można będzie z kolei, zdaniem autora tekstu, Hitlera, Stalina, Pol Pota i Kadafiego.

Komentarze innych internautów zamieszczone pod omówionym tu wspisem nie pozostawiają wątpliwości, że Chińczycy (nie wszyscy oczywiście, w końcu to internet, ale liczni) miejsce Kim Jong-ila widzą bynajmniej nie w kryształowej trumnie.



Skomentuj