Jak już wspominałem dwa tygodnie temu, OZPL obsadza wszystkie najwyższe stanowiska w państwie. Czyni to od nowa na początku każdej swojej kadencji (chyba że z jakichś powodów dokonywane są zmiany w trakcie kadencji – następuje wówczas wybór uzupełniający). Tak stało się i podczas zakończonej właśnie I sesji OZPL XII kadencji. Największe zaintersowanie budziła naturalnie obsada stanowisk „pierwszego garnituru”, czyli przewodniczącego ChRL i premiera. Na te stanowiska wybrano jednak osoby, które już od co najmniej paru lat traktowane były jako żelazni kandydaci. Powiedziano i napisano na ten temat zatem bardzo wiele.

Ja chciałbym zwrócić uwagę na kogoś innego, a mianowicie nowego prezesa Najwyższego Sądu Ludowego. Nazywa się Zhou Qiang (周强), przy czym jego imię (强, Qiang) znaczy dosłownie „mocny”. Stąd tytuł tego wpisu, w którym zastanwiać się będę, czy „Mocny” Zhou jest nadzieją na wzmocnienie chińskiego wymiaru sprawiedliwości.

Zhou był do tej pory szefem partyjnych struktur w prowincji Hunan, czyli tej, z której pochodził Przewodniczący Mao. To jednak nie daje szefowi tego regionu szczególnego miejsca w partyjnej hierarchii (w odróżnieniu od analogicznego stanowiska w znacznie ważniejszej gospodarczo prowincji Guangdong, nie daje np. miejsca w Biurze Politycznym). Urodzony w 1960 roku, a więc młody wiekiem (jak na warunki najwyższych kręgów partyjnych w Chinach), Zhou Qiang uważany był przed XVIII Zjazdem za polityka o świetnych perspektywach. Jego wybór na prezesa Najwyższego Sądu Ludowego niektórzy komentatorzy oceniają jednak jako zawód dla samego zainteresowanego i formę delikatnego odstawienia na boczny tor. Wydaje mi się, że nie musi to być trafna ocena, a nawet jeśli Zhou liczył na coś ważniejszego i bardziej prestiżowego (szefowanie sądowi najwyższemu realnie nie wiąże się z wielką władzą), to – paradoksalnie – może to wyjść na dobre chińskiemu sądownictwu.

Przede wszystkim, ze względu na wiek, Zhou Qiang może jeszcze aspirować do wyższych stanowisk w hierarchii partyjno-państwowej na XIX, XX, a nawet XXI Zjeździe. Możliwość wejścia do wąskiego grona przywódców (czyli do Biura Politycznego, a nawet jego Stałego Komitetu) kolejnego, „szóstego” pokolenia nadal zatem dla niego istnieje. To z kolei może stanowić silną motywację do jak najlepszego wykazania się na aktualnym stanowisku.

Dla chińskiego sądownictwa i systemu prawnego w ogóle potencjalną korzyścią mógłby być jego awans do Biura Politycznego w charakterze prezesa Najwyższego Sądu Ludowego, choć to – przyznaję – należy aktualnie traktować jako bardzo daleko idące dywagacje, odbiegające mocno od obowiązującej praktyki. Popuszczając wodze politycznej fantazji, można nawet wyobrazić sobie szefa sądu najwyższego w ścisłym kierownictwie (czyli Stałym Komitecie Biura Politycznego), obok przewodniczącego ChRL, premiera i szefa OZPL-u. To by była oczywiście rewolucyjna zmiana, której – to wypada podkreślić – nic aktualnie nie zapowiada.

Można oczywiście zapytać, czy silniejsze umocowanie prezesa Najwyższego Sądu Ludowego w partyjnym kierownictwie byłoby pożądane. Wydaje się, że w warunkach chińskich można na to pytanie odpowiedzieć twierdząco. Wzmocnienie rządów prawa, a więc w pierwszej kolejności wzmocnienie autorytetu i wpływów sądownictwa jako strażnika przestrzegania prawa, to realna szansa na bardziej rygorystyczne przestrzeganie procedur, skuteczniejsze dochodzenie przez obywateli swoich praw, większą przejrzystość systemu, a dla władz centralnych (które nie tyle nie chcą reform, mających naturalnie pewne granice, ale nie zawsze są w stanie skutecznie je wprowadzać) na większą kontrolę nad poczynaniami władz lokalnych. To potencjalna korzyść dla gospodarki (dzięki lepszemu uregulowaniu obrotu gospodarczego), a nawet środowiska naturalnego (dzięki skuteczniejszemu egzekwowaniu norm obawiązujących w tej dziedzinie).

Bardziej profesjonalne i mocniejsze, a więc niezależne na poziomie lokalnym, sądownictwo byłoby także skuteczniejszym narzędziem do walki z korupcją. Ta jest, jak już pisaliśmy w NaTematChin, jednym z priorytetów dla nowego pokolenia przywództwa. Priorytetem, którego – w moim przekonaniu – nie można traktować jedynie w kategoriach populistycznej retoryki. Trudno sobie w tej chwili wyobrazić znaczące przesunięcie punktu ciężkości walki z korupcją z komitetów kontroli dyscypliny partyjnej, które realnie wykonują tu praktycznie całą robotę, do „niepartyjnego” wymiaru sprawiedliwości, który w praktyce formalizuje jedynie wyniki wewnątrzpartyjnych dochodzeń. W przyszłości jednakże bardziej autonomiczna rola sądów (i, na wcześniejszym etapie, prokuratury) w tej dziedzinie mogłaby przynieść usystematyzowanie oraz tak potrzebną tu większą przejrzystość, jak również – nie możemy o tym zapominać – dać oskarżonym o korpucję prawo do skutecznej obrony przed zarzutami, jeśli te motywowane by były czysto politycznie.

Gdyby powyższe postulaty (przyznaję, rozważania te mają charakter postulatów) miały zostać choć w części zrealizowane, Zhou Qiang wydaje się bardzo dobrym kandydatem. Nie jest wprawdzie pierwszym prezesem Najwyższego Sądu Ludowego z wykształceniem prawniczym (co nie jest wcale oczywiste – jego poprzednik takiego nie miał), ale najbardziej bodaj doświadczonym prawnikiem, jaki piastował kiedykolwiek to stanowisko. Chodzi tu przy tym o doświadzenie zdobyte nie na kierowniczych stanowiskach w wymiarze sprawiedliwości, ale na niższych szczeblach, gdzie – jak się wydaje – jego zadania musiały być mniej administracyjne, a bardziej merytoryczne.

Zhou Qiang ukończył bowiem studia prawnicze I i II stopnia na cieszącym się dobrą opinią Uniwersytecie Nauk Politycznych i Prawnych Południowo-Zachodnich Chin (1978-1985) – niektórzy z jego kolegów z roku są teraz znanymi profesorami prawa. Potem spędził dekadę jako urzędnik w Ministerstwie Sprawiedliwości, z czego dwa lata jako osobisty sekretarz ówczesnego szefa resortu (późniejszego prezesa Najwyższego Sądu Ludowego) Xiao Yanga. Dopiero na dalszym etapie kariery obejmował stanowiska polityczne, rozpoczynając od Sekretariatu Komunistycznej Ligi Młodzieży – stąd identyfikowany jest z grupą przywódców wywodzących się z tej organizacji (tzw. 团派, tuanpai), z których najbardziej prominentnymi postaciami są: były już sekretarz generalny Hu Jintao i nowy premier Li Keqiang.

Czy Zhou Qiang będzie w stanie realnie wzmocnić chińskie sądownictwo? Na to pytanie nie da się oczywiście jeszcze odpowiedzieć. Wiele zależało będzie od mandatu, jaki otrzyma od najwyższego kierownictwa partyjno-państwowego. Każda nowa ekipa u władzy w naturalny sposób wywołuje oczekiwania i nadzieje na zmiany. W mojej ocenie, warunki do takich zmian istnieją, są one niewątpliwie pożądane i potrzebne, a osoba nowego prezesa Najwyższego Sądu Ludowego każe przypuszczać, że w przypadku odpowiednio silnej politycznej woli zmiany takie mogą zostać skutecznie przeprowadzone.

Kluczową reformą byłoby przy tym wyrwanie sądów niższego szczebla (niższego niż sąd najwyższy) spod kurateli lokalnych władz, którym są w aktualym porządku prawnym podporządkowane, obok pewnej formy podporządkowania sądowi najwyższemu. Już ten dualizm jest czynnikiem ograniczającym skuteczne działanie wymiaru sprawiedliwości, a problemów jest więcej (choćby niski, ogólnie rzecz ujmując, poziom profesjonalizmu sędziów). Jeśli Zhou Qiang miałby zostać reformatorem, czeka go niewątpliwie trudne zadanie – co do tego nie mam akurat wątpliwości.



Skomentuj