Toczone w Azji Wschodniej spory przykuwają uwagę międzynarodowej opinii ze względu na rosnące znaczenie tego regionu dla świata. Na plan pierwszy wysuwa się chińsko-japoński spór o położone na Morzu Wschodniochińskim Wyspy Diaoyu/Senkaku. We wrześniu 2012 roku Xi Jinping upominał Japonię, aby „zatrzymała konia nad przepaścią”, bo w przeciwnym razie konsekwencje dalszych prowokacji będą opłakane. Mimo często wypowiadanych ostrych słów, obie strony prowadzą w gruncie rzeczy dość rozważną politykę. Ostatnio (8 maja) w chińskim „Dzienniku Ludowym” (《人民日报》, „Renmin Ribao”) ukazał się jednak artykuł, który stanowi nową odsłonę tej dyskusji. Chiny, w sposób dość dwuznaczny, mówią: teraz przyszedł czas na dyskusję o statusie Okinawy.

Czy publikacja w organie prasowym Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin odzwierciedla rzeczywiste intencje Chin? Czy Pekin poszukuje dróg powrotu do działającego onegdaj w Azji Wschodniej systemu trybutarnego, w którym Japonia zaliczana była do „swoich barbarzyńców”? Czy też jest to, po prostu, umiejętnie prowadzona gra dyplomatyczna, mająca na celu wzmocnienie pozycji Chin w toczonym sporze?

Artykuł z „Dziennika Ludowego”

Tekst, którego autorami są Zhang Haipeng i Li Guoqiang z Chińskiej Akademii Nauk Społecznych, wzbudził sporą sensację. Mimo że nie był pierwszym dotyczącym Wysp Riukiu (do których należy Okinawa), to w obecnej fazie chińsko-japońskiego sporu stanowi swego rodzaju nowość. Autorzy analizują przede wszystkim chińsko-japoński traktat z Shimonoseki, zawarty po przegranej przez Chiny wojnie z Japonią (1894-1895). Jednak podstawowym dokumentem, do którego nawiązali autorzy tekstu, jest akt oficjalnego przejęcia przez Japonię przyznanego jej we wspomnianym traktacie Tajwanu (z czerwca 1895 roku).

Traktat z Shimonoseki przyznawał Japonii Półwysep Liaodong, Peskadory (Penghu Qundao) oraz Tajwan „wraz z przynależnymi wyspami”. W trakcie negocjacji aktu przejęcia chiński dyplomata Li Jingfang, w obawie przed kolejnymi roszczeniami, chciał wyszczególnienia „wysp przynależnych do Tajwanu”. Ta próba miała spotkać się z japońskim zapewnieniem, że Tokio nie będzie aspirować do przejęcia wysp położonych u wybrzeży prowincji Fujian, a także stwierdzeniem, że kwestię „wysp przynależnych do Tajwanu” wystarczająco jednoznacznie rozstrzygają mapy. Japończycy mieli ponadto argumentować, że tworzenie imiennej listy wysp może skutkować problemami wynikającymi z pominięcia niektórych z nich lub nieposiadania przez któreś z nich nazw.

Tym samym Wyspy Diaoyu/Senkaku nie zostały expressis verbis wymienione w akcie przejęcia Tajwanu przez Japonię, co – jak przekonują Zhang i Li – nie zmienia faktu, że były one „wyspami przynależnymi do Tajwanu”, co uznawała wcześniej sama Japonia. Autorzy artykułu w „Dzienniku Ludowym” opisują próby włączenia tych wysp do prefektury Okinawa w latach 1885-1895, które rząd w Tokio blokować miał z obawy przez reakcją Pekinu (zdając sobie sprawę, że jest to „terytorium należące do Państwa Qingów”). W końcu, w styczniu 1895 roku, Diaoyu/Senkaku włączono do prefektury Okinawa na mocy „tajnej” decyzji japońskiego gabinetu, który nakazał „korektę słupów granicznych” (które – jak podkreślają Zhang i Li – Japończycy postawili na spornych wyspach dopiero w roku 1969), co nie wynikało z żadnych dwustronnych uzgodnień.

Włączenie w skład administracyjny Okinawy spornych obecnie wysp miało również inny kontekst. Okinawa była bowiem siedzibą Królestwa Riukiu (1429-1879). Jak wskazują chińskie annały historyczne, co nie do końca jest prawdą, było to państewko wasalne chińskiego cesarstwa, zarówno dynastii Ming, jak i Qing. Jak oskarża „Dziennik Ludowy”, problemy zaczęły się wraz z modernizacją podjętą w Japonii w erze Meiji (1868-1912), kiedy to wprowadzono tam zachodni system administracyjny, edukację według zachodniego modelu i podjęto industrializację. Militaryzm i ekspansja japońska, które stanowiły kolejny etap tego procesu, doprowadziły od upadku malutkiego Królestwa Riukiu. A przecież nawet w (równoprawnym) traktacie podpisanym z Japonią w 1871 roku (traktat o przyjaźni i handlu) dynastia Qing przedstawiła trzypunktowy program rozwiązania spornej kwestii Riukiu. Archipelag podzielony miał zostać na trzy części: północna miała zostać przekazana Japonii, środkowa miała pozostać w gestii Królestwa Riukiu, natomiast południowa część miała przypaść Chinom.

Dynastia Qing oprotestowała aneksję Riukiu przez Japonię i prowadziła nawet z Tokio negocjacje na temat rozwiązania tego problemu (jedną z propozycji był rozbiór Riukiu pomiędzy Chiny a Japonię). Stawiane początkowo przez Japończyków warunki były jednak dla mandżurskiego dworu nie do przyjęcia, więc porozumienia nie osiągnięto, a klęska Chin w wojnie z lat 1894-1895 uczyniła tę dyskusję właściwie bezprzedmiotową (co ciekawe, traktat z Shimonoseki skrzętnie przemilczał problem Riukiu).

W całym artykule Zhanga i Li, który jest obszernym wykładem historii relacji z Japonią i Riukiu, widzianych z chińskiej perspektywy (i służącym uzasadnieniu „niepodważanlnych” praw Chin do Diaoyu/Senkaku), najbardziej kontrowersyjny jest ostatni akapit: „Podpisawszy traktat z Shimonoseki, dynastia Qing nie była już w stanie wrócić do kwestii Riukiu, a tym samym Japonia zagarnęła Tajwan i przynależne wyspy (w tym Diaoyu/Senkaku), Peskadory oraz Riukiu. Wypowiedzenie przez chiński rząd wojny Japonii w roku 1941 unieważniło jednak traktat z Shimonoseki. Deklaracja kairska [1943] i deklaracja poczdamska [1945] określiły traktowanie Japonii w okresie powojennym, a japoński cesarz zawarte w nich warunki przyjął. Na mocy tych postanowień, nie tylko zwrócono Chinom Tajwan wraz z przynależnymi wyspami (w tym Diaoyu/Senkaku) i Peskadory, ale pozostawiony przez historię nierozstrzygnięty problem Riukiu również doczekał się czasów, w których można ponownie podjąć dyskusję o nim.” Czy to już teraz? A może to znów „puste słowa”?

Jak to widzi Wang Hui?

Znany, określany mianem „lidera chińskiej Nowej Lewicy”, intelektualista Wang Hui (王晖), w bardziej akademicki sposób próbuje wyjaśnić problem Riukiu i regionalnego ładu w Azji Wschodniej. W opublikowanym na przełomie 2008 i 2009 r. artykule analizuje sytuację z perspektywy zmian w układzie sił zarówno w Azji, jak i w Europie. Jego zdaniem, można tu mówić o dwóch wielkich zmianach: pierwszej w XIX wieku, a drugiej po II wojnie światowej. Temat powrócił jednak w latach 70. XX stulecia, kiedy to Japonia uznała, że Ameryka „zwróciła” jej Okinawę, a Okinawa „wróciła do Japonii”. Zdaniem pekińskiego intelektualisty, takie określenia są poważnym nadużyciem, biorąc pod uwagę fakt, że do lat 70. XIX wieku Riukiu było niezależnym królestwem.

Całość związana jest z ingerencją ładu zachodniego, myślenia w kategoriach państwa narodowego, a wraz z tym nacjonalizmu, dotychczas Azji Wschodniej obcego. Za podstawową kwestię uznać zatem należało wyznaczenie klarownych granic, czego cywilizacje Azji Wschodniej nie miały w zwyczaju. Zachodnie koncepcje modernizacji wiązały się z koniecznością „grodzenia” co, w połowie XIX wieku, determinowało konflikty międzynarodowe. Dla Wang Hui’a Riukiu stały się jednym z elementów tego procesu, który należy rozpatrywać z szerszej, wręcz globalnej, perspektywy.

Pierwsza wskazywana przez Wanga zmiana (z XIX wieku), została narzucona zarówno Chinom, jak i Japonii, przez mocarstwa europejskie. Bez takiej perspektywy nie da się zrozumieć, przekonuje on, dlaczego te bliskie sobie kulturowo obszary do tej pory nie potrafią poradzić sobie z konfliktem terytorialnym. W roku 1871 japońskie władze wysłały do Europy misję z Iwakurą Tomomim na czele. Dwa lata później doszło do pierwszego zetknięcia Japończyków z władzami zjednoczonych Niemiec. Spotkanie z Bismarckiem uświadomiło japońskim politykom, zwłaszcza Oukubo Toshimichiemu, możliwości stojące przed Japonią. Skoro Bismarck przeobraził małe pruskie państewko w Wielkie Niemcy, to dlaczego Japonia nie mogłaby podążyć taką drogą? Decydowało nie tyle prawo, ile prawo silniejszego. Tym samym Japonia rozpoczęła wprowadzanie zachodniego sposobu myślenia na obszar Azji Wschodniej. Prawo silniejszego równało się ekspansji militarnej – taka logika nowopowstałego państwa niemieckiego przyświecała również działaniom Tokio.

Doprowadziło to do upadku systemu trybutarnego, w którym istniał krąg wewnętrznych i zewnętrznych wasali, a także nie do końca czytelne granice. Składający trybut nie musiał wykazać się dokładnymi mapami ani przejrzystym systemem administrowania. Było to wszystko bardziej rzeczywistością wyobrażoną. W systemie europejskim, ze względu na doświadczenia, określenie czytelnych granic było produktem historycznych starć, podczas gdy w Azji Wschodniej – narzuconą z zewnątrz koniecznością.

W nowej rzeczywistości cywilizacja chińska (nie państwo!) nie mogła sobie poradzić. Stąd też Japończycy, którzy szybciej zaadoptowali normy europejskie, mieli nad dynastią mandżurską przewagę. Jeszcze w trakcie negocjacji traktatu z 1871 roku, kiedy strona chińska próbowała określić „wspólne interesy” (yiti junzhan一体均沾), Japonia stawiała na własne, partykularne interesy. Co więcej, Chiny nie posiadały centralnego aparatu władzy, a zarządzanie poszczególnymi podmiotami, takimi jak dzisiejsze prowincje, leżało w gestii mieszkańców obszaru – argumentuje Wang Hui. Stąd też po starciach z 1873 roku między mieszkańcami Riukiu a Tajwanu, na żądanie japońskie o ukaranie winnych, strona chińska odpowiadała, że „nie ma takiego prawa”.

Druga zmiana nastąpiła po rozmowach kairskich z 1943 roku. Chiny zostały wówczas włączone do tzw. „Wielkiej Czwórki”, złożonej jeszcze ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Związku Radzieckiego. Tu problem Riukiu nie był istotny z punktu widzenia Chin, lecz Stanów Zjednoczonych. Kiedy rozpoczęto dyskusje na temat przyszłego równoważenia potencjałów Niemiec w Europie i Japonii w Azji Wschodniej, archipelag Riukiu stał się dla prezydenta Roosevelta miejscem strategicznym. Jak zaznacza Wang Hui, Chiang Kai-shek (Jiang Jieshi) w swoich wspomnieniach nie epatował entuzjazmem na myśl o przejęciu Riukiu przez Chiny, gdyż (podobnie jak Korea) było to uprzednio niezależne państwo. Jednak w deklaracji z listopada potwierdzono prawo Korei do niepodległości, podczas gdy sprawy Riukiu nie poruszono, a wyspy – zgodnie z nieformalnym porozumieniem – miały być zarządzane wspólnie przez Chiny i Stany Zjednoczone. W grę wchodził również mandat międzynarodowej organizacji, takiej jak Liga Narodów. Zastanawiająca, dla Wang Hui’a, była postawa Chiang Kai-sheka, który uznał Riukiu za terytorium japońskie również przed wojną 1894-1895. Czy obawiał się reakcji Waszyngtonu? Czy też może nie miał przekonania co do możliwości zarządzania wyspami przez powojenne Chiny? Mimo że przez 500 lat Królestwo Riukiu było wasalem Pekinu, to jednak nie zdarzały się chińskie ingerencje w jego wewnętrzne sprawy, a lider Partii Narodowej (Guomin Dang), chcąc podtrzymywać te tradycje, nie był przekonany do idei aneksji tych wysp przez Chiny. Inaczej było w przypadku Tajwanu i Peskadorów, które były częścią imperium qingowskiego. Uznając, że Riukiu były japońskie, Chiang proponował, by to sami Japończycy, mimo przegranej wojny, zdecydowali, co dalej stanie się z tymi obszarami, a jeśli Chiny miałyby zająć terytoria japońskie, to tylko z pomocą i pod komendą amerykańską. Tym samym, po ukształtowaniu się świata bipolarnego, Riukiu przeszły pod zarząd amerykański, jednak nie jako terytorium współzarządzane z Chinami, lecz – paradoksalnie – z Japonią.

*** 

Napięcie w relacjach chińsko-japońskich nie słabnie. Mimo że 8 maja b.r. rzeczniczka prasowa chińskiego MSZ Hua Chunying uznała Diaoyu/Senkaku za terytorium chińskie, bez włączania do nich Riukiu i Okinawy, trudno spodziewać się szybkiego zakończenia sporu. Następnego dnia ta sama rzeczniczka, już w nieco innej formie, na pytanie o artykuł odpowiedziała, że został on de facto sprowokowany przez antagonistyczną postawę Japonii, a ponadto odzwierciedla zainteresowanie opinii publicznej i niektórych badaczy problemami historycznymi wokół Diaoyu/Senkaku. Z perspektywy bieżącej polityki artykuł w „Dzienniku Ludowym” może być zatem odpowiedzią na nacjonalizację spornych wysp (Diaoyu/Senkaku) przez Japonię. Unaoczniło to fakt, że Chiny poszukują nowych, mocniejszych argumentów w tym sporze. „Ponowne rozpatrzenie kwestii statusu Riukiu”, jak wskazano w chińskim dzienniku „Global Times”, może odbyć się na trzy sposoby: po pierwsze, chińscy obywatele i naukowcy mogą rozpocząć badania historyczne nad przynależnością wysp bez udziału partyjnej administracji; po drugie, jeśli Japonia negatywnie odniesie się do chińskiej argumentacji, sprawę trzeba będzie nagłośnić i szukać wsparcia na arenie międzynarodowej; po trzecie, jeśli doprowadzi to do zacieśnienia sojuszu amerykańsko-japońskiego, trzeba będzie wrócić do dawnej formuły i przywrócić Królestwo Riukiu, które będzie państewkiem buforowym.

Reakcja japońska była dość wyważona, gdyż tylko Suga Yoshihide uznał, że zaprezentowane w „Dzienniku Ludowym” argumenty to „absurd”. Mamy zatem do czynienia z retoryczną wojną na słowa – to gra psychologiczna. Pekin, jak zakłada teoria negocjacji, podbija ofertę wstępną, by potem, w trakcie rozmów, mógł powoli ustępować. Wydaje się to logiczne i jest swego rodzaju elementem chińskiej coersive diplomacy, zakładającej tworzenie sytuacji, w której rozmowy polityczne pójdą szybszym torem. Co więcej, stwarza to sytuację, w której podkreślane jest „historyczne władztwo” Chin nad Diaoyu/Senkaku. Jeśli Japonia może rościć sobie prawo do chińskich „świętych terytoriów”, to dlaczego Chiny nie mogą czynić tego samego w stosunku do Japonii? W tym ma się przejawiać powtarzana przez chińskich dyplomatów zasada wzajemności.

Wychodząc poza „aktualną perspektywę”, jak zauważył Wang Hui, to konieczność dopasowania się do systemu westfalskiego była motorem konfliktów terytorialnych na taką skalę. Jednak w kontekście Riukiu to chyba wahania Chiang Kai-sheka, a potem przegrana wojna domowa, stały się kluczowymi przyczynami dzisiejszej dyskusji. Kolejnym przytaczanym tu argumentem jest fakt stacjonowania wojsk amerykańskich na Okinawie. To Stany Zjednoczone są zatem stroną w sporze, nie Japonia, i czas wrócić do niedokończonych rozmów z 1943 roku. Co ważne i podkreślane w referacie Hu Jintao wygłoszonym na XVIII Zjeździe, Chiny przechodzą transformację z mocarstwa lądowego w morskie i takie aspiracje, mimo wszystko, nie powinny dziwić. Pamiętajmy, na co zwraca uwagę profesor Paul Midford, że Japonia posiada piątą co do wielkości na świecie wyłączną strefę ekonomiczną, co z pewnością budzi w Pekinie zazdrość.



2 Komentarze

  1. Roberto mówi:

    Those commenting that the otopuacicn of these islands was achieved through warfare are misinformed. They were not a part of the Shimonoseki treaty that ended the first Sino-Japanese War. They were annexed subsequently, after the Japanese (correctly) judged that they had never been settled by the Chinese. They later claimed (incorrectly) that they had been the first to discover and survey the islands. In fact they were first recorded by the Ming Dynasty during an official Ming Envoy to the Japanese court.In all I have discovered in my fairly limited research on this matter, they were never included by the Chinese as part of Chinese territory before 1972. I would like to be corrected on this if evidence exists.As I understand it, the islands were long used as a border demarkation between the Ryukyu Kingdom and the Ming and Qing Dynasties. One border falling on one side and one on the other. Japan aggressively, but fairly bloodlessly, annexed the Ryukyu Kingdom in 1879. Several Japanese scholars and politicians advised caution as the Ryukyu Kingdom was a tributary of China (as was Japan and Korea at the time). Between 1979 and 1895, several Japanese documents included the islands as part of China. Later, after the first Sino-Japanese War and the treaty of Shimonoseki, which handed Japan Taiwan and several other islands (not including the Diaoyu/Senkaku Islands), and after a survey that revealed that they showed no sign of previous otopuacicn, the Japanese decided to annex the islands. Again there were protests that it might upset the Chinese. Since then they have been occupied by Japan or America. Taiwan and China made their first claims in 1972 as America handed the islands back to Japan, a few years after the discovery of nearby potential oil reserves.If this history is incomplete or inaccurate, please correct me.

  2. Wiesław Pilch mówi:

    Nie rozumiem sensu zamieszczania komentarzy nie polskojęzycznych pod POLSKIM tekstem. Skoro Roberto potrafi czytac po polsku to powinien również odpowiedzieć po polsku. To kwestia szacunku dla polskiego czytelnika.

Skomentuj