Chiny coraz bardziej interesują się Arktyką. Po zawartym w kwietniu porozumieniu o wolnym handlu z Islandią (pierwszym takim w Europie) Chiny uzyskały w maju status obserwatora w Radzie Arktycznej. Jonas Parello-Plesner z Europejskiej Rady Stosunków Międzynarodowych odwiedził z kolei niedawno Grenlandię, aby na własne oczy przekonać się, czy gorąca dyskusja wokół chińskiego zaangażowania na tej ogromnej wyspie ma jakiś związek z rzeczywistością.

Dziś w NaTematChin pierwsza z dwóch części komentarza eksperta:

Grenlandia zaczyna liczyć na jasną przyszłość jako potentat w dziedzinie eksloatacji surowców mineralnych, którą zapewnić jej mają podziemne bogactwa, w tym wielkie złoża rudy żelaza, uranu oraz – tak pożądanych na całym świecie – metali ziem rzadkich.

W wymarzonym scenariuszu eksploatacja tych zasobów zmieniłaby Grenlandczyków w podbiegunowych szejków, zapewniając dopływ gotówki finansującej dobrobyt grenlandzkiego społeczeństwa (każda z proponowanych w dziedzinie eksploatacji surowców inwestycji jest większa niż aktualny roczny PKB Grenlandii). W najgorszym wypadku taka scieżka rozwojowa mogłaby doprowadzić do nierównej dystrybucji bogactwa, dewastacji środowiska naturalnego i wyzysku zagranicznych robotników – czyli „klątwy surowcowej”, jaka dopadła np. Nigerię czy Demokratyczną Republikę Konga.

W Danii perspektywa chińskiego zaangażowania w grenlandzki sektor surowcowy jest tematem niezwykle nośnym medialnie, o którym dyskutuje się zawzięcie nawet w parlamencie. Musiała się w tej sprawie tłumaczyć przed posłami sama premier Helle Thorning-Schmidt.

Abstrahując od prowincjonalnych duńskich debat, kwestia Grenlandii skupia jak soczewka problemy pojawiające się w związku z chińskimi inwestycjami w Europie, które sprowadzić można do brutalnego stwierdzenia: chcemy chińskich pieniędzy, ale nie chcemy chińskich wpływów ani metod prowadzenia działalności gospodarczej.

Na wstępie garść faktów dotyczących relacji Grenlandii z Danią. Wyspa jest częścią Królestwa Danii, ale nie Unii Europejskiej (z której wyszła w wyniku przeprowadzonego w roku 1985 referendum). Grenlandia ma powierzchnię większą od Meksyku, ale zaledwie 56 tysięcy mieszkańców. W roku 2009 znacznemu poszerzeniu uległa jej autonomia, która obejmuje teraz m.in. prawo do rozporządzania własnymi surowcami mineralnymi. Kopenhaga nadal jednak odpowiada za sprawy zagraniczne i obronność.

Grenlandia od lat poszukuje sposobów na rozwinięcie swojego sektora surowcowego i przyciągnięcie zagranicznych inwestorów – jak dotąd, bez znaczących sukcesów w tej dziedzinie. Wygląda na to, że w najbliższej przyszłości szansę na realizację mają zaledwie dwa projekty. Pierwszym jest inwestycja rozważana przez amerykański koncern Alcoa, która miałaby wartość ponad 3 miliardów euro, ale pozostaje we wstępnej fazie planowania.

Drugim, bardziej kontrowersyjnym projektem, jest potencjalna inwestycja firmy London Mining, która chciałaby wydobywać rudę żelaza w pobliżu miejscowości Issua. Wartość tej inwestycji szacowana jest na 13 miliardów koron (czyli niemal 2 miliardy euro), co mniej więcej odpowiada aktualnemu PKB Grenlandii. London Mining współpracuje przy przygotowaniu tej inwestycji z chińskimi podmiotami, takimi jak China Communication Construction Company, Sinosteel czy Chiński Bank Rozwoju (China Development Bank). Integralną część planów inwestycyjnych stanowi grupa 3 tysięcy chińskich robotników, którzy pracować by mieli w kopalni za niskie stawki. Jak to ujął (były już) chiński kierownik projektu London Mining Hu Xiaogang w wywiadzie dla duńskiego dziennika „Berlingske”, inwestycja byłaby możliwa wyłącznie z udziałem chińskich robotników.

Tu musimy wrócić do debaty toczącej się w Kopenhadze. Grenlandzki parlament przyjął niedawno specjalną ustawę, która pozwala na zatrudnienie na terenie Grenlandii znacznej liczby zagranicznych pracowników na podstawie umów o pracę zawierających gorsze warunki i mniejsze prawa niż w przypadku umów standardowych. Część ekspertów wyraża wątpliwości, czy przepisy te zgodne są z normami Międzynarodowej Organizacji Pracy, a grenladzkie i duńskie związki zawodowe protestują przeciwko „socjalnemu dumpingowi”. Krytyka nowych regulacji zjednoczyła niespodziewanie duńską opozycję – od skrajnej prawicy (która obawia się napływu chińskich imigrantów do Danii przez Grenlandię), po skrajną lewicę (która obawia się naruszeń standardów socjalnych i ekologicznych). Część polityków opozycji pyta, dlaczego rząd Helle Thorning-Schmidt nie zaproponował alternatywy dla chińskiego finansowania za pomocą środków zgromadzonych w duńskich funduszach emerytalnych, które mogłyby dostarczyć kapitału potrzebnego dla zrównoważonej eksloatacji grenlandzkich surowców.

Sama premier próbuje w tej dyskusji zajmować umiarkowane stanowisko. Przekonuje, że Dania musi okazać szacunek autonomii Grenlandii, a Duńczycy nie mogą nagle zacząć pozować na „starszego brata”, gdyż popchnęłoby to Grenlandię ku pełnej niepodległości. Thorning-Schmidt dodaj, że władze wyspy po prostu korzystają z przysługujących im od roku 2009 praw do prowadzenia samodzielnych negocjacji na temat eksploatacji grenlandzkich surowców. Wykluczyła przy tym możliwość wystąpienia z inicjatywą finansowania inwestycji z duńskich środków publicznych, określając ją jako „ryzykowną”.

Grenlandia to z pewnością wschodzący rynek surowcowy Północy. Dania i Unia Europejska powinny były wcześniej wykorzystać te możliwości, próbując sformować konsorcja europejskich firm i kapitału, które miałyby możliwości i chęć inwestowania na Grenlandii w zrównoważony sposób. Nie możemy mieć do Grenlandczyków pretensji o to, że zwracają się ku azjatyckim inwestorom i chińskiej sile roboczej, skoro najbliżsi sąsiedzi nie mają im nic do zaoferowania.

Z drugiej strony, Grenlandia może stać się poligonem doświadczalnym, na którym w praktyce przekonać się będzie można, jak pakiet złożony z taniej siły roboczej i finansowania z Chińskiego Banku Rozwoju zadziała na gruncie europejskim. Czy uda nam się skłonić Chińczyków do przestrzegania obowiązujących reguł gry, czy może ta nowa „gorączka złota” na skutej lodem Północy wywoła „wyścig do dna” socjalnych i ekologicznych standardów?

Rozszerzona niedawno autonomia Grenlandii, której elementem jest samodzielne dysponowanie swoimi surowcami, zmieniała jej międzynarodową pozycję. Kiedy grenlandzki minister przemysłu i surowców mineralnych Ove Karl Berthelsen składał w roku 2011 wizytę w Pekinie, został serdecznie przyjęty przez ówczesnego wicepremiera (a dziś już premiera) Li Keqianga. Uzyskanie spotkania z tak wysoko postawionym członkiem chińskiego kierownictwa nie jest łatwe nawet dla ministrów z niepodległych państw europejskich.

Jonas Parello-Plesner

2Jonas Parello-Plesner – ekspert Europejskiej Rady Stosunków Międzynarodowych (European Council on Foreign Relations), wcześniej doradca duńskiego rządu ds. Chin i Azji Północno-Wschodniej, odpowiedzialny m.in. za wypracowanie startegii Danii wobec Chin i negocjacje ws. nawiązania duńsko-chińskiego partnerstwa strategicznego, posiada ponadto bogate doświadczenie w formułowaniu polityki zewnętrznej Unii Europejskiej, dzięki zaangażowaniu w prace Rady, duńską prezydencję oraz wczesne koncepcje Europejskiej Służby Dyplomatycznej, regularnie publikuje komenatrze i analizy w prasie międzynarodowej, jako ekspert występował przed Kongresem Stanów Zjednoczonych i Parlamentem Europejskim.



Skomentuj