Chiny coraz bardziej interesują się Arktyką. Po zawartym w kwietniu porozumieniu o wolnym handlu z Islandią (pierwszym takim w Europie) Chiny uzyskały w maju status obserwatora w Radzie Arktycznej. Jonas Parello-Plesner z Europejskiej Rady Stosunków Międzynarodowych odwiedził z kolei niedawno Grenlandię, aby na własne oczy przekonać się, czy gorąca dyskusja wokół chińskiego zaangażowania na tej ogromnej wyspie ma jakiś związek z rzeczywistością.

Dziś w NaTematChin druga część komentarza eksperta:

Podczas mojego pobytu na Grenlandii zaprzysiężono tam nowy rząd (stało się to 26 marca), na którego czele stoi charyzmatyczna Aleqa Hammond z partii Siumut (programowo zbliżonej do duńskich socjaldemokratów). W koalicji są jeszcze Atassut (partia opowiadająca się za pełną niepodległością) oraz Partii Inuit (także przychylna pełnej niezależności od Danii, a w dodatku walcząca o wzmocnienie statusu lokalnego języka, należącego do rodziny eskimosko-aleuckich).

Nowy rząd dokonuje rewizji obowiązujących na Grenlandii przepisów dotyczących eksploatacji surowców. Niebagatelne znaczenie dla tej decyzji miała kwestia potencjalnego wejścia chińskich inwestorów (wraz z chińskimi robotnikami). Warto jednak pamiętać, że w rzeczywistości chodzi o jeden projekt firmy London Mining, która ma wsparcie chińskich inwestorów, przy czym nie jest nawet pewne, czy projekt ten doczeka się w ogóle realizacji. Tak czy inaczej, gabinet Hammond postanowił wstrzymać się z decyzjami, aby rzecz ponownie rozważyć.

Przede wszystkim, umowa koalicyjna przewiduje wprowadzenie opłat, które mają zapewnić grenlandzkiemu społeczeństwu stały dopływ dochodów ze strony koncernów surowcowych. To wprawdzie praktyka powszechnie przyjęta w innych krajach bogatych w surowce (np. Australii czy Kanadzie), ale dla zainteresowanych firm oznacza konieczność ponownej kalkulacji potencjalnych zysków. Tego rodzaju nagłe zmiany zasad tworzą atmosferę niepewności i dają pożywkę spekulacjom na temat ewentualnych kolejnych zmian przepisów. Nowy rząd zawiesił np. wydawanie koncesji w innej budzącej duże nadzieje dziedzinie, a mianowicie poszukiwaniach złóż ropy naftowej. „Inwestorzy i koncerny petrochemiczne źle zareagują na sygnały wysyłane przez nową koalicję rządzącą” – uważa czołowy norweski ekspert w dziedzinie eksploatacji ropy Jarand Rystad. Nowa premier Grenlandii Aleqa Hammond odpowiada jednak, że „polowanie na ropę odbywać się musi w tempie, za którym nadążyć będzie w stanie społeczeństwo”.

Kolejnym źródłem kontrowersji jest wspomniana w poprzednim artykule ustawa, którą przyjęto w poprzedniej kadencji, a która tworzy warunki dla inwestycji wydobywczych na wielką skalę, jednocześnie pozwalając na zatrudnienie słabo opłacanych zagranicznych pracowników na Grenlandii. W praktyce ustawa ta ustanowiła ramy prawne, które pozwolić miały na sprowadzenie 3-5 tysięcy chińskich robotników i zatrudnienie ich przy wydobyciu rudy żelaza. Jako że kwestie imigracyjne (w przeciwieństwie do eksploatacji surowców mineralnych) nie należą do kompetencji autonomicznych władz Grenlandii, w Kopenhadze zaczęto kwestionować ich prawo do wprowadzenia takich regulacji.

Nowy grenlandzki rząd planuje nowelizację tych przepisów. Jedna z propozycji zmierza do przyznania większych praw lokalnym organizacjom pracowniczym, jak również wprowadzenia nieco mglistych wymogów językowych (to postulat Partii Inuit), które zapobiec mają dyskryminacji nie władających angielskim Grenlandczyków ubiegających się o pracę przy realizacji projektów międzynarodowych inwestorów.

Jest jednak dziedzinia, w której nowy grenlandzki gabinet zdaje się być otwarty na nowe inicjatywy. Zniósł on bowiem absolutny zakaz wydobycia uranu (przy zachowaniu standardów pozwalających chronić zdrowie górników i środowisko naturalne). Duże złoża uranu znajdują się w południowej części Grenlandii, w pobliżu złóż metali ziem rzadkich (na tej akurat wyspie nie tak rzadkich – dysponuje ona drugimi co do wielkości złożami, zaraz po Chinach).

W Danii kwestia wydobycia uranu budzi ogromne emocje, gdyż kraj ten konsekwentnie sprzeciwia się energetyce nuklearnej. W okresie zimnej wojny Dania zakazywała nawet statkom NATO uzbrojonym w broń nuklearną zawijania do swoich portów. Gdyby zatem Grenlandia, nadal przecież część Królestwa Danii, miała stać się producentem uranu, byłaby to wielka zmiana, pociągająca za sobą zresztą liczne dylematy związane z bezpieczeństwem (najprościej rzecz ujmując, trzeba by się upewnić, że uran nie trafi do Korei Północnej czy Iranu). Duński rząd powołał specjalną komisję do zbadania tej sprawy, ale władze Grenlandii zdają się tym zupełnie nie przejmować.

Nowy rząd pod wodzą Aleqi Hammond wykazuje silne dążenie do odegrania znaczącej roli w decyzjach o eksploatacji rodzimych zasobów surowcowych.

Przy okazji odwiedzin w Szkole Górniczo-Naftowej w Sisimiut, którą stworzono w 2008 roku jako kuźnię kadr dla przyszłego grenlandzkiego „imperium surowcowego”, zapytałem jej dyrektora Hansa Henrichsena, co sądzi o perspektywie przybycia na Grenlandię chińskich robotników i czy uważa, że mogą oni stanowić realną konkurencję dla miejscowych pracowników. Wszak rozważana inwestycja London Mining zakłada sprowadzenie 3 tysięcy Chińczyków. Henrichsen nie wydawał się zaniepokojony: „chińscy pracownicy pojawiliby się tutaj jedynie w początkowej fazie inwestycji, a po uruchomieniu kopalń pracę w nich dostaliby Grenlandczycy”. Poza tym, jak przypomina dyrektor Szkoły Górniczo-Naftowej, na Grenlandii po prostu nie ma dodatkowych 3 tysięcy pracowników potrzebnych do zbudowania i uruchomienia kopalń (mówimy wszak o wyspie zamieszkanej przez 56 tysięcy ludzi).

Pytanie, czy tak wykoncypowany podział pracy pomiędzy chińskich a grenlandzkich pracowników rzeczywiście zda egzamin, pozostaje oczywiście otwarte. Gdyby się to jednak udało, byłby to dla Grenlandii niewątpliwie wielki sukces.

Na Grenlandię przyleciałem i odlatywałem z niej w tym samym miejscu – na lotnisku w Kangerlussuaq, które w czasach zimnej wojny było amerykańską bazą wojskową, zlokalizowaną tam ze względu na świetne warunki pogodowe. Znajduje się tu najdłuższy na Grenlandii pas startowy. Amerykańska armia nie zniknęła stąd całkowicie – na lotnisku widziałem dwa należące do niej samoloty.

Zapytałem o amerykańską obecność wojskową. W odpowiedzi usłyszałem, że samoloty służą naukowcom badającym pokrywę lodową Grenlandii. Amerykańska baza wojskowa znajduje się obecnie dalej na północ, w Thule.

Jeśli skojarzy się ten fakt z planami chińskich inwestorów i możliwą obecnością chińskich robotników, rysuje się znany skądinąnd układ: Stany Zjednoczone pozostają militarnym gigantem, ale to chińskie pieniądze napędzają gospodarkę (świetnym tego przykładem jest Korea Południowa, gdzie nadal stacjonują amerykańskie oddziały, ale to Chiny są najważniejszym partnerem gospodarczym).

Układ ten zdaje się ilustrować pewną tendencję: słabnące stare supermocarstwo trzyma się kurczowo przyczółków swojej „twardej” siły, podczas gdy nowe supermocarstwo wykorzystuje szybko rosnący potencjał swojej gospodarki.

Jeśli jednak o Grenlandię chodzi, chińska obecność pozostaje symboliczna. Żadnych chińskich inwestycji jeszcze tu nie zrealizowano, a więzi grenlandzko-chińskie mogą ulec zerwaniu zanim jeszcze na dobre okrzepną.

Jako że w samolocie do Kopenhagi leciała ze mną nowa szefowa grenlandzkiego rządu Aleqa Hammond, skorzystałem z okazji, aby zapytać, ilu chińskich robotników spodziewa się na Grenlandii w trakcie swoich rządów. Odparła, że zależy to od inwestycji wydobywczych, ale spodziewa się dość sporej liczby. Jeżeli natomiast w ciągu najbliższych kilku lat żadni się nie pojawią, oznaczać to będzie, że nie udało się zrealizować międzynarodowych inwestycji w wydobycie. Są one priorytetem dla rządu Hammond, który chce wykorzystać eksploatację ropy naftowej i innych surowców mineralnych do wzmocnienia gospodarczej niezależności Grenlandii. Nowej premier można jedynie życzyć wiele szczęścia w próbach przekonania do swojego stanowiska Danii tak skutecznie, jak to się jej udało z grenlandzkimi wyborcami.

W Kopenhadze Hammond miała się spotkać nie tylko z premier Helle Thorning-Schmidt, aby rozmawiać m.in. o problemie wydobycia uranu. Równie ważne było zaplanowane przez nią spotkanie z przedstawicielami London Mining (już bez chińskiego menedżera), które miało zapewnić kontynuację negocjacji na temat inwestycji, mimo proponowanych przez nowy grenlandzki rząd zmian w ustawie o specjalnych warunkach dla dużych projektów wydobywczych.

Przyszłość grenlandzkiego „imperium surowcowego” i ewentualna rola Chin w jego budowaniu pozostają zatem kwestiami otwartymi.

Jonas Parello-Plesner

2Jonas Parello-Plesner – ekspert Europejskiej Rady Stosunków Międzynarodowych (European Council on Foreign Relations), wcześniej doradca duńskiego rządu ds. Chin i Azji Północno-Wschodniej, odpowiedzialny m.in. za wypracowanie startegii Danii wobec Chin i negocjacje ws. nawiązania duńsko-chińskiego partnerstwa strategicznego, posiada ponadto bogate doświadczenie w formułowaniu polityki zewnętrznej Unii Europejskiej, dzięki zaangażowaniu w prace Rady, duńską prezydencję oraz wczesne koncepcje Europejskiej Służby Dyplomatycznej, regularnie publikuje komenatrze i analizy w prasie międzynarodowej, jako ekspert występował przed Kongresem Stanów Zjednoczonych i Parlamentem Europejskim.

 

 



Skomentuj