Naszą rubrykę „Mocne słowa” otwierają słowa wyjątkowo mocne – wybór utworów Hai Zi w przekładzie Joanny Krenz.

Ich publikacją NaTematChin upamiętnia 24. rocznicę śmierci poety.

 

Jesień

 

Naszymi rozsypanymi po ziemi kośćmi

Wypisz na piasku: wiosna. A potem podźwignij na własnych barkach starego ojca

Czas bezkresny kierunki połamane

Strach zwierzęcy zapycha nasze wiersze

 

Czyj głos zdoła dosięgnąć jesiennej północy echem niecichnącym

Przykryć nasze porozsypywane kości —-

Jesień nadchodzi.

Bez krzty litości czy ciepła: jesień nadchodzi.

 

VIII 1978

 

***

 

Matka na białym tygrysie przemierza ocean

 

Matka wpatrzona w wielkość

Na białym tygrysie przemierza ocean

 

Na brzegu jest pięć komnat

I łoże boleści w ojczyźnie

 

Matka wpatrzona w kontury ojczyzny

Na białym tygrysie przemierza ocean

 

Dźwigają się na nogi schorowani synowie

Otwierają drzwi razi ich krwawe słońce

 

Matka wpatrzona w słońce

Na białym tygrysie przemierza ocean

 

Służka po prawej to życie

Służka po lewej to śmierć

 

Matka wpatrzona w śmierć

Na białym tygrysie przemierza ocean

 

1986

 

***

 

Opowieść o łabędziu

 

Nocą posłyszałem przelatujące nad mostem stado łabędzi

Moje wewnętrzne rzeki odbiły echem

Trzepot ich skrzydeł

 

Kiedy tak lecą nad ziemią moich narodzin, ziemią zmierzchu

Ktoś rani jednego z łabędzi

I tylko jeden jedyny wiatr wie

O jego krzywdzie. Łabędź nie przerywa lotu

 

Ciążą mi moje wewnętrzne rzeki

Ciążą jak skrzydła domowych drzwi

Kiedy łabędzie przelatują nad kładką

Nie mogę podjąć ich dostojnego lotu

 

Teraz lecą jak śnieżna zamieć nad cmentarzem

Nie ma przez ten śnieg wytyczonej ścieżki do drzwi mego domu

– i ciało nie ma drzwi – ma tylko palce

Zatknięte na mogiłach jak słupy zamarzniętych świec

Na mojej ziemi

Na ziemi moich narodzin

Raniono łabędzia

Głosi gminna pieśń.

 

***

 

Wrzesień

 

Step na którym konali bogowie porósł dzikim kwiatem

Dalekość w dali wichrze dalekością dal przewyższa

Moje skrzypce płaczą bez łez

Dalekość dali zwracam stepom

Kawałek drewna kępka końskiego włosia

Moje skrzypce płaczą bez łez

 

Tylko w śmierci może dal się zrosnąć dzikim kwiatem

Księżyc jak lustro zawieszone nad stepem w którym przeglądają się tysiąclecia

Moje skrzypce płaczą bez łez

Popędzając konia sam jeden mknę przez step

 

1986

 

***

 

Sonet: róża

 

Róża a ciało pszczołą

Różany ogród włosy jak noc z czerni

Okryły wschodzące białym śniegiem piersi

 

Drzwi śniegu za drzwiami śniegu pod śniegiem dwa zagrzebane kielichy

Okna śniegu a w oknach śniegu wazony róż jak dwa ogniste języki

Albo jak dwie świece… ekstatyczne w ciągłym samospalaniu

W podzwaniających dwóch czarach… wino ekstazy po łyczku popijane

 

I poczułem jesienią twoje piersi twoją słodycz

Jak ogień lata jak wiosenny wiatr co mi się na piersi położył

Jak roje słonecznych pszczół nad lepkim winem nocy

Jak perskie ogrody róż gdzie dusza się w niebo sączy

 

Ciało zaś na wieki musi pozostać w Sziraz

W tysiącletnim teraz

Róża a twoje ciało pszczołą

 

***

 

Dla boddhisattwy na mojej szyi

 

Oddychaj, oddychaj

Jesteśmy jak dwie buteleczki wrzątku

złączone obłokiem pary

ustawione przez boddhisattwę razem

 

Święta Kobieta Wschodu

chętnie służy

pomocą

Na jedno życie jeden raz

 

Dobre i to, wystarczy

Dzięki niej

A także dzięki sobie

Obiema dłońmi dotknąć mogę ciebie, musnąć twój

 

oddech

 

Między moimi wargami

drżą dwa lekko rozchybotane czerwone żagle

 

Święta wie

Święta mieszka w bambusowych lasach

I wszystko wszystko wie

Wie o dzisiejszym wieczorze

Wie o moim kochaniu

Zna tajemnicę morskiej wody

Którą jestem ja osiadający kroplami na łukach twoich brwi

Zna obraz ciebie oddychającej na mojej piersi

 

Święta jest bardzo przychylna

W sercu wielką przychylność chowa

Że pozwoliła mi się urodzić

A teraz na ciele dojrzałym

Pozwala mi rozwiesić wilgotną ciebie

 

Kwiecień 1985

 

***

 

Nietzsche, ty sprawiasz, że myślą wracam w gorącą tropikalną strefę

 

Na glinianym dzbanie

Widnieje ryba

Ja mieszkam na rybiej głowie

Ty na ogonie.

Ja w skutym lodem świecie w karczmie oddaję się religii

Przemarznięty do czerwoności

Ty z włosem rozwianym, przepełniony pożądaniem, obłędny

 

Tragiczne tropiki

Południowe wyspy

Węże moich snów

 

Ty wstąpiłeś na ścieżkę żołnierską

Przypłacając swój wybór więzieniem w obozie

To drzwi do szaleństwa tej wspaniałej dekady

Kątem oka obserwujesz niebiańskich poetów opiewających kwiaty gruszy

Jak człowiek pierwotny co dobiwszy targu o żonę

W snach całą sól na wyspie usypuje w stos

 

W kroplach wody tysiące piersi

Wyśpiewuję swój żywot

Tropiki

To mój stan ducha

 

Tak królewska córka

Córka jaszczurek i kangurów baraszkujących w dolinie

Ze mną kolejnym od jaskółczego śpiewu oszalałym poetą

Mieszka w jednej muszli

 

Moim czuciem porywam do tańca stada węży obejmuję za szyję orła śmierci

Tropikalne tragiczne niewiasty

Płomienie sezonów i wieków

Wy wszystkie w piętnastej wiośnie wracacie dusze niebu

 

W kroplach wody tysiące piersi

Powracają w nieistniejące tropiki

Zagubiony antyczny myśliwy

Wiesza się na górskim szczycie.

 

***

 

Wiosna, dziesięciu Hai Zi*

 

Wiosna, wszystkich dziesięciu Hai Zi zmartwychwstało

W blasku poranka

Wyśmiewają tego dzikiego i smutnego Hai Zi

Po co ci tyle snu?

 

Wiosna, dziesięciu Hai Zi wyjąc potężnie złowrogo

Wokół ciebie i mnie tańczy i śpiewa

Targając cię za włosy, dosiadają ciebie, nad ziemią unosi się pył

Ból który ci zadają ćwiartując ciało wypełnia cały świat

 

Wiosna, dziki i smutny Hai Zi

Został sam jeden, ostatni

Dziecko czarnej nocy, dryfujący ku zimie, kochający śmierć

Nie może się uwolnić, ubóstwia pustą i zimną ojczyznę

 

Tam wysoki stos zboża przysłania moje okna

Połowa na wykarmienie sześcioosobowej rodziny

Połowa na zasiew, na jakąś własną uprawę

 

Wiatr dmie ze wschodu na zachód, z północy na południe, ślepy na noc i dzień

Te jutrzenki, o których mówiłeś, cóż znaczą?

 

14.03.1989, 3:00-4:00 przed świtem

 

* Pseudonim Hai Zi (海子) oznacza dosłownie „jezioro” lub też „syn morza”. Słowo to jest jednakże wymawiane niemal tak samo jak chińskie słowo „dziecko” (孩子), w związku z czym w wersji oryginalnej wiele znaczeń wiersza z takiej swobodnej gry homofonią właśnie można zbudować, co jest chyba nieprzetłumaczalne…



Skomentuj