W okresach przejmowania władzy w Chinach debaty i spory polityczne toczą się na wielu poziomach. Mimo że Xi Jinping władzę już teoretycznie przejął, to teraz, jak powszechnie się ocenia, potrzebuje od półtora roku do dwóch lat, aby swoją władzę ostatecznie ugruntować. Takie okresy w historii partii były zawsze „gorące”.

Kiedy Mao Zedong wracał do władzy po „Wielkim Skoku”, rozpętano debatę na temat „socjalistycznej kultury”, którą w tragiczny w skutkach sposób kontynuowano w latach 1966-1976 (czyli w czasie „Rewolucji Kulturalnej”). Kiedy Deng Xiaoping przejmował schedę po śmierci Mao, krótko, bo zaledwie przez kilka miesięcy, mówiono o demokratyzacji Chin i wolnych wyborach. Jiang Zemin przejmował władzę przy salwach „patriotycznego wychowania”, a Hu Jintao zainaugurował kampanię „utrzymania postępu”, a potem promował hasło „harmonijne społeczeństwo”.

Teraz z kolei otwierana jest „historyczna puszka Pandory”, w której podstawowym problemem jest ocena byłego przywódcy Chin, twórcy ChRL i „wielkiego sternika”, czyli Mao Zedonga. Jak interpretować toczącą się ostatnio dyskusję? Czy Chinom grozi ponowna samoizolacja i powrót do autarkicznego modelu gospodarki? Czy jest to może jednak standardowa próba sił wewnątrz ścisłego kierownictwa Komunistycznej Partii Chin?

Ważne przemówienie Xi Jinpinga

Przemawiając podczas odbywającego się 5 stycznia br. posiedzenia plenarnego Komitetu Centralnego, poza użyciem garści utartych formuł i sloganów, sekretarz generalny Xi Jinping powiedział, że chińskiej historii po 1949 roku nie można dzielić na dwa przeciwstawne sobie okresy: do 1978 roku (czyli w praktyce do zakończenia „Rewolucji Kulturalnej” i usunięcia jej bezpośrednich następstw) i po wejściu na drogę „reform i otwarcia”.

Powtarzał przy tym argumenty o ciągłości historycznej między partyjnymi przywódcami, którzy – mimo używania odmiennych sloganów – zawsze „twórczo wcielali w życie idee poprzedników”. Bo przecież każdemu liderowi chodziło i chodzi, przekonywał Xi, o budowę „socjalizmu o chińskiej specyfice”. Zanegowanie rozdziału dwóch okresów najnowszej historii, opakowane w hasło „wielkie odrodzenie narodu chińskiego”, w pewnym sensie było sygnałem pokazującym wewnątrzpartyjne podziały w kwestii stosunku do historii KPCh.

W owym „ważnym przemówieniu” najbardziej istotne treści nie zostały sformułowane wprost. Xi Jinping nie odwołał się wprost do Mao Zedonga ani jego dorobku. Mówiąc o jedności okresów historycznych, próbował ocenić błędy i politykę Mao z czasów „Wielkiego Skoku” i „Rewolucji Kulturalnej” jako element ciągu wydarzeń historycznych, niezbędnych w procesie budowania potęgi Chin. Xi przekonywał, że to właśnie dzięki tamtym wydarzeniom Chiny wyglądają dziś tak, jak wyglądają. Są drugą co do wielkości gospodarką świata, rośnie ich znaczenie w strukturach międzynarodowych (takich jak Bank Światowy czy Międzynarodowy Fundusz Walutowy), no i Ameryka się z nimi liczy. Zakwestionowanie spuścizny Mao, uważa aktualny szef KPCh, podcięłoby „socjalistyczną gałąź”, na której siedzi współczesne kierownictwo partii, a to mogłoby z kolei prowadzić tylko do zmiany systemu politycznego.

Z drugiej strony, jest to podejście dość pragmatyczne. Jak wiemy, problemów i napięć społecznych w Chinach nie brakuje, a krytyka posunięć Mao mogłaby tylko istniejące antagonizmy pogłębić. Chaos pogłębiłby się, a przecież państwo trzeba reformować. Wiadomo, że społeczeństwo chińskie, zwłaszcza ofiary „Rewolucji Kulturalnej”, dokładnie pamięta, co się wydarzyło, i często o tym mówi. Dodatkowe ideologiczne spory mogłyby tylko przysporzyć problemów. To pragmatyczne podejście jest również reakcją na, może nie powszechne, ale pojawiające się wśród Chińczyków, maoistowskie resentymenty. Podobnie jak niektórzy w Polsce powiadają: „za Gierka, to Panie, wszystko było”, tak i społeczeństwo chińskie, zmęczone nieco tempem, wyścigiem, pogonią za pieniądzem, z nostalgią wspomina „dawne, egalitarne czasy”. Mówi się: „za Mao to była sprawiedliwość, wszyscy mieli po równo”, „w tamtych gorących, czerwonych czasach podstawowym dobrem pracy nie były pieniądze, ale jednocząca wszystkich idea”, „a teraz, to ani prawa, ani sprawiedliwości nie ma”. Nowy lider próbuje zatem (retorycznie, bo retorycznie) zaspokoić gusta obywateli.

Jak reagują obywatele?

Szybko okazało się, że przemówienie, jak każde dotyczące najnowszej historii Chin, wzbudziło sporo kontrowersji. Debaty na temat historii, w tym tej trudnej, z okresu „Rewolucji Kulturalnej”, mimo że niezbyt publiczne, to jednak nie ustają. Chińczycy lubią debatować o układzie z IX Zjazdu KPCh (1969) i o tym jak zniszczono Liu Shaoqi – ówczesnego przewodniczącego ChRL.

Najgoręcej ostatnio dyskutowanym komentarzem stała się wypowiedź Li Shenminga (李慎明), wiceprezesa Chińskiej Akademii Nauk Społecznych. Na swoim profilu Weibo (chiński odpowiednik Twittera) wypalił, że choć w czasie „Wielkiego Skoku” wielu osądzono niesłusznie, to jednak „nikogo na śmierć nie skazano/nie wykonano na nikim egzekucji”. Taka wypowiedź wpisuje się niewątpliwie w oficjalną wykładnię historii, zaprezentowaną w styczniu tego roku. Przecież nie można powiedzieć, że za Mao było źle…

Wkrótce potem na łamach „Wyboru Materiałów Czerwonego Sztandaru” (红旗文稿) Li Shenming bronił przewodniczącego Mao Zedonga. Argumentował przy tym, że nie można zarzucać Mao braku znajomości prawideł ekonomii, gdyż  takie podejście jest nie dość „naukowe”. Gdyby nie Mao, dzisiaj w Chinach nie byłoby tak dobrze – orzekł Li. Chwalił ponadto przewodniczącego za rozwój chińskiego potencjału nuklearnego oraz balistycznego (od 1964 r. Chiny posiadają bombę atomową, od 1967 r. – bombę wodorową), uznając, że w znaczny sposób przyczynił się on do wzmocnienia pozycji Chin na arenie międzynarodowej. W dodatku, pisał Li Shenming, za Mao Chiny nie posiadały żadnych zobowiązań i, jak za czasów świetności Kangxi (cesarz panujący w latach 1661-1722), były samowystarczalne.

Jednak nie tylko takie interpretacje i pochlebne opinie pojawiły się w ostatnich miesiącach. Na wpis Li Shenminga ostro zareagował Liu Xiaosheng (刘小生), który posunął się do stwierdzenia, że jeśli Mao czy „banda czworga” nie skazali nikogo na śmierć, to i reżim japoński, który dokonał zbrodni nankińskiej, też za nią nie odpowiada – formalnego rozkazu wszak nie było… Mao, jak uprzednio cesarze, za nic nie odpowiadał, tylko panował – napisał sarkastycznie Liu. Kto zatem jest odpowiedzialny za 30 straconych lat – pytał przy tym retorycznie.

Z kolei Wang Jianjun (王建军) zauważył, że przyjmując taką argumentację, należy stwierdzić, że historia najnowsza Chin w ogóle nie powinna zawierać cezur. W tym przypadku nawet rok 1949 (powstanie ChRL) staje pod znakiem zapytania. Przyjmując logikę Xi Jinpinga, należy stwierdzić, że podział na okres republikański i komunistyczny jest sztuczny. Co jeszcze bardziej kontrowersyjne, Wang wywodził, że w takim rozumowaniu również i japońską agresję należy interpretować pozytywnie – w końcu wtedy produkcja przemysłowa osiągnęła największe rozmiary, co przecież przyczyniło się do rozwoju Chin. W dalszej perspektywie wygrana z Japonią, współdzielona z Partią Narodową, była pierwszą wygraną wojną od czasów porażek w „wojnach opiumowych”. Jednak to nie tylko komunistyczny sukces…

Ocena najnowszej historii równoważąca dokonania Mao Zedonga i Deng Xiaopinga ujawniła ukryte dotąd podziały i wewnętrzne spory. Jeśli ktoś mówi, że trzeba coś zrobić, to oznacza, że tego jeszcze nie dokonano. Przecież Hu Yaobang, Zhao Ziyang i Deng Xiaoping wyciągnęli kraj z chaosu „Rewolucji Kulturalnej” i, mimo propagandowych zapewnień, odcięli się od pomysłów „wielkiego sternika”. Pojawiały się także komentarze, według których taka deklaracja to swoista „Cannossa” Xi Jinpinga. Przecież to on, jako jeden z pierwszych przywódców, posłał córkę (Xi Mingze) na studia do Stanów Zjednoczonych. To przecież pośrednio podważanie chińskiego systemu edukacji i pochwała „amerykańskiej ścieżki”, której – jak zdaje się mówić sam Xi Jinping – nie powinno się naśladować.

Inaczej interpretował przemówienie nowego sekretarza generalnego Li Datong (李大同) – redaktor naczelny dodatku do dziennika „Guangming Ribao” (光明日报). Wskazywał on na fakt, że po pierwszej wizycie gospodarskiej w Guangdongu Xi Jinping znalazł się w ogniu krytyki lewicowych działaczy. Był bowiem zbytnio kojarzony z reformami i polityką Denga, a ta przecież przychylna „Rewolucji Kulturalnej” być nie mogła. Stąd też, wywodzi Li, załagodzenie wewnątrzpartyjnych napięć i wprowadzanie reform, które z pomysłami Mao Zedonga mają niewiele wspólnego, wymagało propagandowego zadowolenia pewnej grupy polityków – tak, aby można było w spokoju robić swoje.

Nie należy też zapominać, że ojciec Xi Jinpinga (Xi Zhongxun) był ofiarą czystek Mao Zedonga, a potem pionierem reform w Guangdongu na początku lat 80. ubiegłego wieku. Xi syn ma zatem „geny reformatorskie”. W tym momencie taka deklaracja nie powinna być odbierana jako próba zatrzymania reform, w tym reform politycznych, a jedynie jako element wewnętrznej gry w celu uzyskania przewagi. Dodatkowych argumentów na rzecz takich właśnie reform dostarczają transformacje w państwach sąsiednich, a tam coraz więcej demokracji – pisał Li Datong. Do tego dochodzi coraz większe zrozumienie procesów politycznych wśród bogacących się Chińczyków. Będą chcieli wiedzieć i kontrolować, na co idą ich podatki.

***

Pojawiające się co jakiś czas ostrzejsze dyskusje ideologiczne pokazują, że – jak mawiał Deng Xiaoping – „bez ideałów, bez dyscypliny nasz kraj – podobnie jak to było ze starymi Chinami – może przekształcić się w ławicę lotnego piasku”, czyli po prostu się rozsypie. Przemówienie Xi Jinpinga, które do potocznego dyskursu weszło pod nazwą „dwa (okresy) nie mogą być przeciwstawne” (liang ge bu neng fouding两个不能否定), dobitnie świadczy o poszukiwaniu elementów, które mogą zespolić zdywersyfikowane społeczeństwo. Problem zatem w dalszym ciągu istnieje, a brak rozliczenia z przeszłością i próby sztucznej pozytywnej oceny tego, czego pozytywnie ocenić się nie da, przeczą rzeczywistości. Przecież decyzje Deng Xiaopinga były w gruncie rzeczy negacją egalitarnej utopii Mao.

Paradoksalnie jednak, to właśnie pozytywna ocena epoki przed 1978 roku może umożliwić większą decentralizację władzy. Z jednej strony, brak krytycznej oceny przeszłości rodzi określone problemy na przyszłość – ten temat zawsze będzie politycznie gorący i elity, chcąc czy nie chcąc, będą traciły nań energię. Z drugiej jednak strony, ważną jest tu kwestia interpretacji „Rewolucji Kulturalnej”. Jeśli uznać, że była ona formułą stworzenia mechanizmów szerszej partycypacji społecznej, wtedy taka opinia przewodniczącego Xi dziwić nie powinna.

Co istotniejsze, debaty te toczą się w obliczu spadającego tempa rozwoju gospodarczego. Przewiduje się spowolnienie gospodarcze, jakiego nie było od roku 1999. Tu potrzebne będą, jak zauważa Wang Jun z jednego z rządowych think-tanków, reformy strukturalne, nie zaś powrót do woluntarystycznych pomysłów z przeszłości. Dodatkowym elementem jest tu perspektywa III Plenum KC, planowanego na październik tego roku. Jak wiemy, trzecie posiedzenia plenarne kolejnych Komitetów Centralnych odegrały w historii KPCh kluczową rolę. To na III Plenum w grudniu 1978 roku podjęto decyzję o modernizacji państwa, a w roku 1994, również na III Plenum, przedstawiono zmiany kierunku rozwoju, wprowadzając pojęcie „socjalistycznej gospodarki rynkowej”.

Cytując samych zainteresowanych, czyli obywateli Państwa Środka, należy nadmienić, że chińska polityka charakteryzuje się często działaniami odwrotnymi od przedstawianych deklaracji. „Z lewicową latarnią skręcamy na prawo” (kai zuo deng, xiang you zhuan, 开左灯,向右转) – mawiają Chińczycy.



Skomentuj