Ostatni tydzień marca to czas, gdy w coraz mniej skądinąnd poetyckich Chinach więcej i z większymi emocjami mówi się zwykle o poezji. Momentem kulminacyjnym jest 26 marca – rocznica (w tym roku dwudziesta czwarta) samobójczej śmierci pod kołami pociągu, w okolicach nadmorskiej miejscowości Shanhaiguan, awangardowego artysty Zha Haishenga (査海生), znanego pod obranym przez siebie pseudonimem Hai Zi (海子, dosłownie: „Syn Morza”). Jego życie i za życia niedoceniana twórczość stały się, za sprawą tego dramatycznego gestu i towarzyszących mu nie mniej dramatycznych i tajemniczych socjohistorycznych okoliczności, przedmiotem legendy, jeśli nie wręcz kultu, w szerokich kręgach chińskiego społeczeństwa. On sam zaś okrzyknięty został symbolem i wyrazicielem epoki, kapłanem, prorokiem i męczennikiem literatury, który złożył na jej ołtarzu najwyższą, całopalną ofiarę.

Zaledwie dwa dni wcześniej, 24 marca, przypadają urodziny poety, zaś pięć dni po Hai Zi, 31 marca, zmarł na skutek wylewu krwi do mózgu jego najbliższy powiernik, a zarazem jeden z pierwszych „wyznawców” i propagatorów jego dzieła, proszony w pożegnalnym liście o opiekę nad rękopisami, dwudziestoośmioletni Luo Yihe. Jak przekonuje ich wspólny przyjaciel Xi Chuan, śmierć ta była efektem przemęczenia pracą i tempem, jakie sobie obaj narzucili, by ocalić i uporządkować jak największą część spuścizny genialnego towarzysza.

Niezwykłą aurę wokół wydarzeń tamtej wiosny współtworzy także niewątpliwie bliskość tragedii, która niebawem miała stać się udziałem rzeszy młodych ludzi zgromadzonych na Placu Tian’anmen, a której pierwsze zapowiedzi widoczne były już na początku pamiętnego roku 1989. W organizację odbywających się wówczas w Pekinie strajków głodowych włączał się ofiarnie m.in. właśnie Luo Yihe, sam zresztą będący obiecującym pisarzem.

Na przełomowe znaczenie, jakie przypisuje się czynowi Hai Zi, wpłynęła wreszcie – być może najmocniej – fala samobójstw, która przetoczyła się w następnych kilku latach przez chińskie środowiska literackie, tak przez najbardziej elitarne kręgi, jak i przez grupy słabiej oddziałujące na kształt artystycznej sceny, skupiające głównie twórców-amatorów czy najmłodszych adeptów poezji. Sytuację tę porównuje się nieraz do epidemii samobójstw wywołanej w Europie przed ponad dwoma wiekami publikacją „Cierpień młodego Wertera” Goethego. Do najgłośniejszych przypadków, jakie miały miejsce w Chinach u początków ostatniej dekady XX stulecia, należy utopienie się w sadzawce na kampusie Uniwersytetu Qinghua awangardowego pisarza Ge Mai’a oraz poprzedzona morderstwem żony śmierć jednego z najbardziej znanych „mglistych poetów” (chińskich kontynuatorów modernizmu) Gu Chenga, który powiesił się w swoim domu w Auckland w Nowej Zelandii, dokąd wyemigrował w 1987 roku.

Niektóre spośród tych aktów miały charakter niemal rytualny – jak na przykład gest Fang Xianga, który przed połknięciem trucizny nie tylko z pasją oddawał się lekturze dzieł Ha Zi, ale odbył również pielgrzymkę do jego grobu. Xi Chuan, który przekazuje tę opowieść, powołuje się na relację ojca Hai Zi, z którym Fang rzekomo rozmawiał zanim udał się spędzić noc „przytulony” do mogiły Hai Zi. Jego ideę podjęli poniekąd – choć oczywiście nie z tak tragicznym skutkiem, a i nie aż tak poważną intencją (chodziło raczej o hołd niż obrzęd ku czci poety) – studenci Uniwersytetu Pekińskiego, urządzając spektakularny performans, którego głównym punktem było wspólne leżenie na torach w miejscu śmierci „rodzimego Rimbauda”.

***

Atmosfera wzniosłości, jaka towarzyszy zwykle dyskusjom o śmierci Hai Zi, wpływa wszakże nie tylko na wizerunek, socjokulturowy obraz i diagnozę epoki czy pokolenia. Decyduje nade wszystko o sposobach interpretacji jego osobistej biografii, odtąd niemal zawsze – jeśli przyjrzeć się wydawanym w ogromnych ilościach opracowaniom dotyczącym poety – spisywanej „od końca”, tak, że wszystkie składające się na nią zdarzenia formują się w pozornie logiczny ciąg, zmierzający prostą drogą ku samobójczej decyzji, oraz determinuje rozumienie jego twórczości, która – na co zwraca uwagę jeden z największych autorytetów w dziedzinie literatury chińskiej, prof. Maghiel van Crevel – niesłusznie postrzegana jest dziś jako wielka tanatografia, zapis wieloletniego procesu umierania i projektowania własnej śmierci.

Oczywiście, mit ów nie jest całkowicie pozbawiony rzeczywistych podstaw, a Hai Zi, który – jak się wydaje – ostatecznie padł ofiarą własnej legendy, bardziej lub mniej świadomie przyczynił się do jego kształtowania, zarówno za sprawą obranego przez siebie trybu życia, jak i ze względu na ambitny, wręcz monumentalny, projekt poetycki, wyłożony w kilku enigmatycznych esejach i konsekwentnie realizowany we własnej twórczości.

Można by rzec, że Hai Zi od najmłodszych lat miał „zadatki”, by w pełni zrealizować ów paradygmat poety romantycznego czy też modernistycznego „poety przeklętego”, przez pryzmat którego przeważnie się dziś jego losy przedstawia. Urodzony w 1964 roku, wychowywał się w ubogiej, wielodzietnej rodzinie, zamieszkującej w jednej z niewielkich wiosek we wschodniochińskiej prowincji Anhui. Kształcony początkowo w małej, wiejskiej szkółce, szybko okazał się wykraczać talentem i pasją poza przyjęte w niej standardy. Postrzegany był jako samorodny, wszechstronnie uzdolniony geniusz, obdarzony niebywałą pamięcią. Toteż, dzięki staraniom rodziców oraz przychylnych mu nauczycieli i urzędników, już w wieku 15 lat rozpoczął studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Pekińskiego, najlepszej wówczas uczelni w kraju. Życie w stolicy, obok nowych szans i perspektyw intelektualnego rozwoju, przyniosło jednak także wiele rozczarowań i cierpień, również tych związanych z uczuciowymi porażkami i artystycznym niepowodzeniem. Przez coraz bardziej zafascynowane kulturalnymi nowinkami zachodniego postmodernizmu chińskie środowisko poetyckie pozostający w świecie wielkich mitów i symboli Hai Zi coraz częściej był lekceważony i traktowany z wyższością, jako naiwne dziecko klasycyzującej poezji sielankowo-arkadyjskiej, której tragiczny wymiar miano dostrzec – i zabsolutyzować – niebawem w kontekście jego samobójczej śmierci.

Po ukończeniu studiów, w wieku 19 lat, artysta przeniesiony został w roli wykładowcy artysta na inny wydział uczelni, znajdujący się z dala od centrum Pekinu, w dzielnicy Changping. Wyrwany z ledwie „oswojonego” środowiska, nieśmiały, z trudem nawiązujący towarzyskie kontakty, a ponadto nękany ciągłymi trudnościami finansowymi wynikającymi z poczucia obowiązku wobec żyjącej w nędzy rodziny, Hai Zi coraz głębiej pogrążał się w samotności, z niemal obsesyjnym zaangażowaniem oddając się lekturze i pisaniu. Tworzył nocami, dnie przesypiał, nie miał czasu i pieniędzy na jedzenie, pił dużo, a wolne chwile poświęcał na ćwiczenie tradycyjnych technik medytacyjnych. Cierpiał na depresję, a w ostatnich miesiącach życia zmagał się także z halucynacjami i patologicznymi symptomami, spowodowanymi prawdopodobnie obecnością w jego mózgu tętniaka. W prowadzonym w okresie pobytu w Changping dzienniku Hai Zi czytamy między innymi:

„Pragnę wraz ze stadem smoków o oczach błyszczących jak świt przemierzać dzikie przestrzenie, szybując, tańcząc w ciemności, wirując i rozsypując się w pył. Chcę się najpierw wcielić w przywódcę stada, by zaraz potem osobiście go uśmiercić, tak, aby mógł osiągnąć wyższą formę istnienia. (…) Ciemność i ja zrodzeni jesteśmy z jednej matki. Tylko że ciemność jest wieczna i zawsze wprowadza zamęt w me serce. Jest piękniejsza niż życie, jest tego życia poezją. Ten, co stwarza Słońce, musi być bratem ciemności, musi się przeistoczyć w nią samą.” [Hai Zi, „Dziennik” (wpis z dnia 14.11.1987)]

W podobnym zresztą tonie utrzymane są powstałe wówczas eseje i autokomentarze do wierszy. Odnajdziemy w nich liczne fragmenty, które – wyrwane z kontekstu całej koncepcji, która w istocie była dość ambiwalentna i złożona, mniej patetyczna i mniej naiwna oraz bardziej zniuansowana niż mogłoby się w pierwszej chwili wydawać – umacniają wizerunek Hai Zi jako tego, który żył poezją i którego życie było jego największym dziełem, a samobójcza śmierć jedynym godnym jego zamknięciem i dopełnieniem. W objaśnieniu do poematu „Słońce” pisał na przykład:

„Poeta musi mieć moc, by wyswobodzić się od tłumu, by wyzwolić się z prozy. Pisanie to nie wypicie szklanki wody, nie gapienie się w Księżyc, nie czułe słówka, ani igraszki ze śmiercią. Ważne, by sobie uświadomić podskórne pęknięcia i wewnętrzną dynamikę Ziemi oraz przeciwstawną w stosunku do niej ludzką monotonię i chłodny ludzki dystans. Poeta musi mieć siłę, by się zbawić od samego siebie, bo to naród, to niebo i ziemia są jedynymi źródłami poezji, jedyną prawdziwą rzeczywistością. Zaś sercem narodu może być tylko poeta. Moje poematy niosą zbawienie!” [Hai Zi, „Ruch” (动作)]

Sam siebie sytuował ponadto pośród „Książąt Poezji”, których twórczość charakteryzował następująco:

„Od czasu, kiedy ludzkość odeszła od stanu pierwotnej świadomości zbiorowej, (…) toczy się nieustanna walka między jednostkami o królewski tron poezji. Szkoda, że o sukcesie nie zawsze przesądza w niej talent. Przeważnie decyduje ślepy los, jak w tragedii – najzdolniejsi książęta giną pierwsi. Książęta, których podziwiam, tworzą długą linię: Shelley, Jesienin, Hölderlin, Poe, Rimbaud, Celan, Dylan, Schiller, aż po Puszkina. (…) Łączą ich szaleństwo, talent, czystość charakteru i tragizm losów. W istocie są oni tylko odmiennymi postaciami jednego Księcia. Różne ciała, różne teksty, różne twarze – to wszystko. Tak naprawdę jeden jest Książę, Książę Poezji, Książę Słońca. Co do tego nie mam wątpliwości. Ich dramatyczna walka i emocje same w sobie są najpotężniejszym poematem ludzkości. Ich smutna egzystencja jest kwintesencją wszelkiej poezji.” [Hai Zi, „Poetyka – zarys” (诗学:一份提纲)]

Nie bez znaczenia dla „literackich” odczytań życia Hai Zi pozostaje zapewne i fakt, że najwięcej miejsca w plecaku, który znaleziono przy jego zwłokach obok kolejowego nasypu, zajmowały właśnie książki. W owej ostatniej drodze poecie towarzyszyły cztery dzieła: Biblia, „Walden, czyli życie w lesie” H. D. Thoreau, „Kon-tiki” T. Heyerdahla oraz wybór opowiadań J. Conrada.

Wydaje się, że sam fakt, iż ostatni literacki wybór Hai Zi bynajmniej nie pokrywał się ze składanymi przezeń deklaracjami i wcześniejszymi sympatiami, powinien wzbudzić pewne wątpliwości i doprowadzić do powstania choćby rysy na monolitycznym wizerunku poety, jaki wykształcił się w świadomości chińskich odbiorców, także tych, którzy nigdy nie mieli okazji dokładniej zapoznać się z jego twórczością. Tak się jednak póki co nie stało, przez co sytuacja poezji Hai Zi jest dziś dość paradoksalna. Mało kto ją czyta, choć wszyscy doskonale i z góry „wiedzą, jak” trzeba to czynić – z pełnym emocjonalnym zaangażowaniem i czcią należną bohaterom.

Co jeszcze ciekawsze i dziwniejsze, przekonanie o wieszczym charakterze dzieł bynajmniej nie przeszkadza Chińczykom dość dowolnie je wykorzystywać w różnych obszarach życia i działalności. „Skarb narodowy” to w końcu wspólne dziedzictwo, a skoro wspólne, to każdy ma doń prawo. Toteż „skrzydlate słowa”, opuściwszy gęsto, misternie plecione gniazda wierszy „chińskiego poète maudit”, przefrunęły na karty podstawówkowych podręczników, na bileciki z życzeniami, infantylne laurki dołączane do urodzinowych prezentów, zadomowiły się w popularnych piosenkach, politycznych agitacjach, nawet w reklamach firm deweloperskich sprzedających „domki z widokiem na morze pośród rozkwitającej wiosny”, będące nota bene „ofertą” zaczerpniętą z jednego z najbardziej dramatycznych – choć chyba nie najwybitniejszych – utworów Hai Zi.

***

Trudno w krótkim internetowym artykule „odbrązowić” poezję Hai Zi, oddać jej głęboko liryczny i intymny charakter, jej wewnętrzne napięcia i wahania oraz dokonać rekonstrukcji jej faktycznych – nieprzesadzonych, nieprzejaskrawionych i nieprzecenionych – związków z biografią, odbudować właściwe proporcje między życiem a dziełem. Potrzeba by na to studium przynajmniej tak obszernego i wnikliwego, jak studium van Crevela, pomieszczone w jego rozprawie zatytułowanej „Chinese Poetry in Times of Mind, Mayhem and Money”. Być może lepiej i skuteczniej będzie pozwolić przemówić wierszom, licząc, że – jak prawda – obronią się same i pokładając nadzieję w „ożywczej niewiedzy” odbiorców z dalekiego kraju, którzy jeszcze nie do końca mają pojęcie, co „powinni”z owymi tekstami zrobić i wobec tego zrobią, co „mogą”, aby z nich wydobyć, nadszarpnięte pewnie tłumaczeniem, ale przecież wciąż w nich jeszcze poza i wbrew nieprzekładalnym strukturom języka przechowywane piękno.

Dlatego też zapraszam do lektury utworów Hai Zi, których przekłady publikuję w NaTematChin w rubryce „Mocne słowa”.

Wszystkie cytaty z tekstów teoretycznych i poetyckich Hai Zi podane są w przekładzie autorki niniejszego artykułu dokonanym na podstawie oryginałów zamieszczonych na stronie internetowej, na której opublikowano elektroniczną wersję pełnej edycji dzieł Hai Zi. Stronę redaguje Xi Chuan. Adres: http://www.eywedu.com/haizi/



Skomentuj