Specjalnie dla NaTematChin prof. Lee Chung-min, dziekan Wydziału Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Yonsei, o tym, czy na Półwyspie Koreańskim możliwe są zasadnicze zmiany.

NaTematChin: W Polsce pamiętamy jeszcze czasy „żelaznej kurtyny”. Czy można, Pana zdaniem, mówić o „żelaznej kurtynie” na Półwyspie Koreańskim?

Lee Chung-min: Tak, oczywiście. To ostatnia „żelazna kurtyna” na Ziemi. Półwysep Koreański jest podzielony od 1945 roku. Mamy dwa państwa koreańskie od 1948 roku. Na początku lat 50. ubiegłego stulecia mieliśmy brutalną wojnę. To nie tylko ostatnia „żelazna kurtyna” naszej planety, ale też bardzo ważna – biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia.

NTCh: Dostrzega Pan na tej granicy polaryzację całego świata?

LChM: Jeśli spojrzeć na zdjęcia satelitarne Azji Wschodniej nocą, Korea Południowa, Japonia, Tajwan i częściowo Chiny są pełne światła. Korea Północna to zaś czarna plama. To świadczy o kontraście pomiędzy gospodarkami obydwu Korei. Z perspektywy politycznej, z jednej strony mamy Rosję i Chiny, wspierające Koreę Północną, z drugiej Koreę Południową, Japonię i Stany Zjednoczone. Ten podział istnieje w kontekście relacji Wschód-Zachód. Przebiega on na płaszczyźnie gospodarczej i politycznej.

NTCh: Jakie to ma znaczenie dla świata?

LChM: Ma ogromne znaczenie. Gdybyśmy byli w stanie rozwiązać problemy na Półwyspie Koreańskim, sytuacja w Azji Północno-Wschodniej w znacznym stopniu uległaby normalizacji. Wciąż istniałaby rywalizacja pomiędzy Chinami, Rosją, Japonią i Stanami Zjednoczonymi, ale zniknąłby punkt krytyczny w tym regionie. Jeśli ten problem byłby rozwiązany w sposób pokojowy, bardzo zmieniłaby się sytuacja geopolityczna i geoekonomiczna w całej Azji.

NTCh: Możliwa jest zmiana tej sytuacji bez konfliktu zbrojnego?

LChM: Uważam, że ta kwestia może być rozwiązana na wiele sposobów. Oczywiście, najlepszym z nich byłyby negocjacje pokojowe. Moim zdaniem, w szerszej perspektywie obydwa państwa koreańskie nie będą jednak w stanie porozumieć się przy stole negocjacyjnym. Najbardziej prawdopodobne są zmiany w systemie sprawowania władzy w Korei Północnej. Na jakimś etapie historii powtórzy się casus Niemiec Wschodnich i Zachodnich, choć trzeba pamiętać, że zjednoczenie Niemiec i sytuacja Korei bardzo się od siebie różnią.

NTCh: Zakładając najbardziej pesymistyczny scenariusz, tzn. wybuch wojny na Półwyspie Koreańskim, jakie korzyści z tej sytuacji mogą odnieść Chiny, a jakie Stany Zjednoczone?

LChM:  Przede wszystkim chcę podkreślić, że prawdopodobieństwo wojny na Półwyspie Koreańskim jest równe zeru. Mamy ponad 20 000 żołnierzy amerykańskich stacjonujących na Półwyspie i 700-tysięczną południowokoreańską armię. Korea Północna ma broń nuklearną i rakiety dalekiego zasięgu. Mechanizmy odstraszające i obronne są jednak bardzo silne. Po drugie, wojny nie chcą Chiny. Xi Jinping niedawno został przewodniczącym Chińskiej Republiki Ludowej. Ostatnią rzeczą, której chciałby doświadczyć u progu swojego przywództwa, jest wojna u granic Chin. Wojny nie chce też Rosja, Japonia ani pozostałe państwa. Pyeongyang poddany zostanie dużym naciskom dyplomatycznym, aby północnokoreański reżim powstrzymał się od gróźb. To, czego obawiamy się w szerszej perspektywie, to kryzys wojenny. W 2010 roku doszło do zatopienia okrętu wojennego „Cheonan” i ostrzelania Wyspy Yeongpyeong. Należy spodziewać się konfliktów o mniejszej intensywności, ale nie wojny.

NTCh: Wspomniał Pan wcześniej o ewentualnej zmianie reżimu. To prawdopodobny scenariusz?

LChM: Przed upadkiem Muru Berlińskiego w listopadzie 1989 roku, zmianami na Węgrzech, w Czechosłowacji, Bułgarii i Rumunii, a ostatnio przed „wiosną” w państwach arabskich, kto mógł pomyśleć, że państwa te pozbędą się swoich dyktatorów?

NTCh: W przypadku państw arabskich dużą rolę odegrał jednak Internet…

LChM: To prawda, ale w Korei Północnej jest obecnie ponad 2 miliony użytkowników telefonów komórkowych. Nie mogą oni co prawda wykonywać połączeń międzynarodowych, ale sieć telekomunikacyjną zapewnia firma egipska. Informacje do Koreańczyków z Północy docierają przez granicę z Chinami. W Korei Południowej mieszka ponad 30 000 uciekinierów z Korei Północnej. Do niektórych rejonów Północy można się dodzwonić. Informacje przedostają się do Korei Północnej. Nie w takim stopniu, w jakim byśmy sobie tego życzyli, ale przedostają się.

NTCh: Z tego, co Pan mówi, można wywnioskować, że zmiany w Korei Północnej już się zaczęły…

LChM: Tak. To koniec rywalizacji pomiędzy Koreą Północną a Południową. Nasze PKB to 1,3 biliona dolarów. Jesteśmy 9. potęgą handlową na świata. Do 2015 roku wymiana handlowa Korei Południowej z Chinami osiągnie poziom 300 miliardów dolarów. Rozmiary wymiany handlowej Korei Północnej z Chinami wynosiły natomiast w ubiegłym roku zaledwie 3,5 miliarda dolarów. Nawet biorąc pod uwagę specyfikę relacji Chin z Koreą Północną, nie ma porównania ze współpracą gospodarczą Chin z Koreą Południową. I ta tendencja będzie się pogłębiać.

NTCh: Korea Północna ma złoto, uran. Czy może być w przyszłości bogatym państwem?

LChM: Zgodnie z naszymi obliczeniami, w Korei Północnej pod ziemią znajdują się surowce o wartości 6-7 bilionów dolarów. Korea Północna oczywiście nie ma pieniędzy na ich wydobycie ani też nie dysponuje odpowiednimi technologiami. To musieliby zapewnić Chińczycy. Chińczycy starali się inwestować w Korei Północnej, ale cały czas napotykali przeszkody natury politycznej. Otwarcie gospodarcze Korei Północnej ma dla Pyeongyangu wymiar nie gospodarczy, lecz polityczny. Im szybciej się otworzą na świat, tym lepiej, ale towarzyszyć temu będą skutki polityczne, którym na razie nie chcą stawić czoła.

NTCh: W czasie niedawnych napięć na Półwyspie Koreańskim Kim Jong-un nie pokazywał się publicznie przez kilkanaście dni. To oczywiście sprowokowało spekulacje. Co by się stało, gdyby w Korei Północnej nagle zabrakło jednak przywódcy? 

LChM: Nie mogę odnosić się do tak hipotetycznych kwestii. Moim zdaniem, najważniejsze jest zrozumienie, że w sytuacji Korei Północnej, gdzie jest jeden przywódca, otoczony małą liczbą doradców pracujących dla dynastii Kimów, kiedy znika głowa, znika też reszta ciała. To kwestia miesięcy, a nie lat. Pytanie brzmi: czy jest ktoś, kto w przypadku nagłej zmiany reżimu jest w stanie zastąpić Kim Jong-una. Zakładam, że kluczową rolę odegra północnokoreańska armia. Żadna inna instytucja nie jest bowiem wystarczająco silna, aby kierować Koreą Północną bez rodziny Kimów.

DSC_5727Profesor Lee Chung-mindziekan Wydziału Stosunków Międzynarodowych południowokoreańskiego Uniwersytetu Yonsei. Z uczelnią związał się w 1998 roku, po dekadzie spędzonej w czołowych instytucjach analitycznych Korei Południowej, Japonii i Stanów Zjednoczonych. Profesor Lee specjalizuje się w zagadnieniach bezpieczeństwa Azji Wschodniej, zarządzania kryzysowego i wywiadu. Sytuację na Półwyspie Koreańskim komentuje m.in. dla BBC, CNN i ABC oraz wiodących dzienników amerykańskich i europejskich. Jest członkiem Rady Doradczej prezydent Korei Południowej.



Jeden Komentarz

  1. Oskareusz mówi:

    Jedna uwaga – wymiana handlowa między Chinami a Koreą Północną w ubiegłym roku wyniosła 6,03 mld dol., a nie 3,5 mld dol., jak podał prof. Lee Chung-min. Przykładowe źródło: http://www.nknews.org/2013/02/sino-north-korean-trade-at-record-high-despite-beijing-criticism/

Skomentuj