Specjalnie dla NaTematChin Stephanie Kleine-Ahlbrandt, szefowa International Crisis Group na Azję Północno-Wschodnią, o największych wyzwaniach, które czekają nowe kierownictwo Chin w polityce wobec sąsiadów.

NaTematChin: Jakie wyzwania stoją przed nowym kierownictwem Chin na arenie międzynarodowej?

Stephanie Kleine-Ahlbrandt: W dziedzinie stosunków międzynarodowych nowi przywódcy Chin będą musieli uporać się przede wszystkim ze sporami terytorialnymi na obszarach morskich. To jest kwestia priorytetowa. Są też oczywiście inne problemy, takie jak północnokoreański program nuklearny, proces przekazywania władzy w Afganistanie czy stabilizacji w Azji Centralnej. Bardzo ważne pozostają stosunki z Rosją. Moim zdaniem, najważniejsza będzie jednak polityka Chin na Morzu Wschodniochińskim i Południowochińskim.

NTCh: W ostatnich miesiącach obserwujemy narastający spór pomiędzy Chinami a Japonią o Wyspy Diaoyu/Senkaku. Czy jest szansa na wyjście z impasu, w którym po zakupie przez japoński rząd wspomnianych wysp znalazły się stosunki Pekinu z Tokio?

SKA: Problem w relacjach z Japonią będzie narastał, gdyż nie ma sposobu na jego szybkie rozwiązanie. Od obu stron zależy, czy będą w stanie przezwyciężyć istniejące różnice. W tej chwili wydaje się to być dość trudne, zarówno z perspektywy Pekinu, jak i Tokio. Wygląda na to, że obecnie Chińczycy starają się stworzyć równoległą administrację, nakładającą się na sferę kompetencji japońskiej straży przybrzeżnej. Japonia się na to nie zgodzi. Nic nie wskazuje na to, żeby Chiny mogły się z kolei wycofać z takich działań. Moim zdaniem, w tym roku czekają nas kolejne tarcia między Chinami a Japonią.

NTCh: Czy może dojść do eskalacji konfliktu i zbrojnej interwencji którejkolwiek ze stron konfliktu na Morzu Wschodniochińskim?

SKA: Trzeba podkreślić, że żadna ze stron nie chce doprowadzić do przeniesienia się konfliktu na płaszczyznę militarną, z otwartym konfliktem zbrojnym na dużą skalę. Tym niemniej istnieje wiele czynników ryzyka, które mogą doprowadzić do jakiegoś incydentu. Nawet jeśli obydwie strony będą chciały ze wszelką cenę uniknąć otwartego konfliktu zbrojnego, to taki incydent w niezamierzony sposób może doprowadzić Pekin i Tokio do konfliktu. Jeśli obydwa państwa nie będą potrafiły zapanować nad sytuacją, może ona doprowadzić do incydentu. To z kolei postawi oba rządy w sytuacji, w której – biorąc pod uwagę presję ze strony nacjonalistów – żaden nie będzie chciał pójść na ustępstwa wobec drugiej strony.

NTCh: Możemy oczekiwać zmiany kursu wobec Korei Północnej? Po ostatniej próbie jądrowej Pekin nie krył dezaprobaty wobec działań władz północnokoreańskich.

SKA: Chiny, ogólnie rzecz ujmując, są zaniepokojone działaniami Korei Północnej. Główne wyznaczniki polityki Pekinu wobec Pjongjangu to: po pierwsze, dążenie do uniknięcia wojny na Półwyspie Koreańskim, po drugie, chęć uniknięcia destabilizacji w Korei Północnej, a po trzecie, kwestie związane z północnokoreańskim programem atomowym. Stabilność Korei Północnej jest dla Chin nadal priorytetem istotniejszym niż program atomowy tego kraju. Mało prawdopodobne jest, aby Chiny zechciały użyć wobec Korei Północnej nacisku. Chiny obawiają się, że niestabilność w Korei Północnej może doprowadzić do zmiany reżimu, a to oznaczałoby prozachodnie władze zjednoczonego państwa koreańskiego tuż u chińskich granic.

1Stephanie Kleine-Ahlbrandtszefowa International Crisis Group na Azję Północno-Wschodnią i doradca ds. Chin w ramach tej organizacji, do której dołączyła w 2007 roku, pracuje w Pekinie, gdzie kieruje grupą analityków badających rolę Chin w strefach konfiktów na całym świecie, wcześniej pracowała jako ekspert nowojorskiej Rady Stosunków Międzynarodowych (Council on Foreign Relations), w ONZ (gdzie na różnych stanowiskach zajmowała się współpracą z ChRL, całym regionem Azji i Pacyfiku oraz sprawami Afryki), w roku 1996 była członkiem misji OBWE w Bośni i Hercegowinie, a w latach 1994-1995 badała z ramienia ONZ przypadki ludobójstwa i inne naruszenia praw człowieka w Rwandzie.



Skomentuj