Globalne media rozpisywały się niedawno o relacjach chińsko-afrykańskich przy okazji pierwszej po objęciu nowego urzędu zagranicznej wizyty przewodniczącego Xi Jinpinga, którą złożył w Rosji i Afryce właśnie. Stosunki „dwóch kontynentów” (tym drugim mają być Chiny) stają się, z uwagi na dynamikę rozwoju gospodarczego ChRL, ważnym biegunem stosunków międzynarodowych. Redefinicji globalnego układu sił zawsze towarzyszą obawy i spekulacje na temat nieczystych intencji graczy wchodzących do gry. Czy intencje takie przypisać można Pekinowi? Jakie motywy kierują włodarzami ChRL, kiedy myślą o rozwoju relacji z „Czarnym Lądem”? Czy chodzi wyłącznie o ropę i biznes? Kto konkretnie odkręca w Chinach kurek z pieniędzmi płynącymi do Afryki?

W chińskiej polityce „afrykańskiej” na uwagę zasługują dwa aspekty. Pierwszy, mniej znany i doceniany, to tworzenie wspólnie z innymi państwami rozwijającymi się (zapominamy czasem, że Chiny to też państwo rozwijające się) forum dla silniejszej prezentacji własnych argumentów. Drugi, równie rzadko analizowany, to wewnętrzna gra interesów wokół chińskich inwestycji w Afryce.

Retoryczne ćwiczenia Pekinu

Od początku lat 50. Chiny deklarowały, że ich celem w stosunkach międzynarodowych jest wniesienie wkładu w rozwój ludzkości. Rozwój ten miał być osiągnięty dzięki „wielkiej jedności” państw tzw. „Trzeciego Świata”. Podkreślał to Mao Zedong w artykule poświęconym pamięci Sun Yat-sena (Sun Zhongshan), a w 1956 roku Zhou Enlai wskazywał, że Chiny wspierają rozwój niezależnych gospodarek państw Trzeciego Świata, mimo własnego zacofania. W styczniu 1964 roku Pekin ogłosił główne zasady udzielania pomocy i relacji z państwami Trzeciego Świata. Znalazły się wśród nich: zasada równości i wspólnych korzyści, brak specjalnych przywilejów dla Chin, tworzenie wszystkim krajom warunków do podążania własną drogą rozwoju, niskie oprocentowanie kredytów, jak również możliwość bezwarunkowego zwrotu pomocy.

Po Rewolucji Kulturalnej, mimo trudnej wówczas sytuacji gospodarczej, Deng Xiaoping podkreślał (w maju 1978 r.): „Chiny pozostają ubogim państwem. Dlatego ich wkład w międzynarodowy ruch proletariacki pozostaje bardzo niski. Nasz wkład w rozwój ludzkości, głównie w Trzecim Świecie, jest uzależniony od postępów [naszej] modernizacji i rozwoju gospodarczego. Jako państwo socjalistyczne Chiny zawsze będą państwem Trzeciego Świata i nigdy nie będą dążyły do dominacji”.

Państwa Trzeciego Świata, jako najistotniejsze dla budowy światowego pokoju, miały opierać swoją politykę na zasadach niezależności i polegania na własnych siłach. W przypadku Chin przyjęcie takiego toku rozumowania wynikało z subiektywnej percepcji doświadczeń historycznych. Argumentacja przedstawiona przez Zhao Ziyanga w czasie jego podróży po Afryce na przełomie grudnia i stycznia 1982 i 1983 roku koncentrowała się wokół zwycięstwa w sprawiedliwych wojnach narodowowyzwoleńczych oraz pokonania imperializmu, hegemonizmu i kolonializmu. Zhao przypominał także wspólne przedsięwzięcia państw Trzeciego Świata, w tym przede wszystkim konferencję w Bandungu (1955 r.), wspólną budowę „pięknego świata” opartego na zasadach wolności, równości i pokoju, bez wyzysku, przemocy i agresji, we współpracy i jedności z państwami Trzeciego Świata. Państwa afrykańskie, podobnie jak Chiny, miały stawiać opór imperializmowi, hegemonizmowi, rasizmowi i siłowym rozwiązaniom w polityce. Rywalizacja między mocarstwami miała doprowadzić do zjednoczenia Afryki, a w dalszej konsekwencji państw Trzeciego Świata. Zdaniem chińskich przywódców, ubóstwo w Afryce wynikało z eksploatacji i wyzysku przez państwa kapitalistyczne.

W 1996 roku Jiang Zemin odbył serię wizyt w państwach afrykańskich, które dawały możliwość wykazania różnic między relacjami chińsko-afrykańskimi a relacjami Afryki z państwami zachodnimi, a poprzez taką formułę komunikatu zapewniały ochronę chińskich interesów i tworzenie dogodnego środowiska dla przyszłych chińskich inwestycji. Podobnie jak w latach poprzednich, poprawę bytu materialnego społeczeństw uznano za kluczowy cel zarówno Chin, jak i innych państw rozwijających się. Jiang Zemin potwierdzał formułę Mao Zedonga o trwałej przyjaźni między narodami, która była kontynuowana w dobie reform. Współpracę Chin i Afryki zamierzano oprzeć na zasadach „współpracy w jedności”, wskazując jednocześnie na istotny wkład relacji chińsko-afrykańskich w światowy pokój i stabilizację.

Wypada tu przypomnieć, że od roku 2000 Chiny prowadzą dialog z Afryką pod postacią organizowanego w Pekinie Forum Chiny-Afryka. Podczas dotychczasowych spotkań argumentacja chińska ulegała zasadniczym zmianom. W 2000 roku Jiang Zemin posługiwał się w swoim wystąpieniu przede wszystkim argumentami historycznymi, odwołując się do wspólnej przeszłości, walki z imperializmem, a także tradycji dobrych stosunków za czasów Mao Zedonga, Zhou Enlai’a czy Deng Xiaopinga. Jiang operował przy tym sformułowaniami z lat 50. i 60., podkreślając „wzmacnianie jedności państw Południa”. W roku 2006 Wen Jiabao przedstawił z kolei projekt konkretnej pomocy Chin dla Afryki, odchodząc od kojarzonych z epoką maoistowską haseł „jedności”. Zamiast tego postulował wzajemne wsparciei budowanie silnej pozycji negocjacyjnej, abystworzyć podstawy dla demokratyzacji stosunków międzynarodowych oraz pogłębiania współpracy.W wystąpieniu z 4 listopada 2006 roku Hu Jintao, podobnie jak Jiang Zemin, odwoływał się jednak do historycznej „jedności mas ludowych Chin i państw afrykańskich”. Ta „jedność” wyrażać się miała w poparciu dla walk narodowowyzwoleńczych na kontynencie afrykańskim, a także – „czego naród chiński nie zapomni” – wsparciu państw afrykańskich dla przywrócenia ChRL miejsca w Narodach Zjednoczonych w 1971 roku.

Podstawowym argumentem przemawiającym za współpracą jest wielkość obu podmiotów − mieszkańcy Chin i Afryki to w sumie 1/3 ludzkości. Argumentem regularnie powtarzanym, również w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi i Japonią, stało się stwierdzenie, że stabilne relacje chińsko-afrykańskie są warunkiem światowej stabilności i pokoju. W czasie ostatniego Forum w lipcu 2012 roku Hu Jintao, powielając argumenty ilościowe, wskazywał, że w oparciu o tradycyjne wartości udało się stworzyć obopólnie korzystne relacje gospodarcze i polityczne. Ponownie podkreślony został wkład państw rozwijających się w przywrócenie ChRL należnego jej miejsca w stosunkach międzynarodowych.

W czasie swojej pierwszej podróży zagranicznej po objęciu sterów partii i państwa Xi Jiping również miał okazję „ćwiczyć retoryczną grę”. Ze względu na pojawienie się nowego sloganu o „chińskim marzeniu” (por. artykuł sprzed dwóch tygodni) w swoim wykładzie wygłoszonym w Kongu Xi określał Afrykę mianem „kontynentu nadziei”, co było retoryczną nowością, doceniając chęci i wysiłki mieszkańców „Czarnego Lądu” w dążeniu do „pięknego życia”. Poza tym, podobnie jak jego poprzednik, przywoływał argumenty historyczne: ostatnie półwiecze dobitnie świadczy o trwałej przyjaźni między narodami chińskim i afrykańskimi – mówił Xi Jinping w Tanzanii. W kontekście retorycznego oddziaływania warto wspomnieć, że Chiny już tylko z rzadka podkreślają zasady pokojowego współistnienia i nie kładą już nacisku na zasadę nieingerencji w wewnętrzne sprawy innych państw. Prócz budowania dobrego klimatu w relacjach bilateralnych, Chiny zobowiązały się do wyszkolenia w kolejnych trzech latach 30 tys. afrykańskich ekspertów w różnych dziedzinach.

Skąd płyną chińskie inwestycje?

Choć zwykle mówi się, że Chiny eksploatują afrykańskie złoża surowców, warto zwrócić uwagę na fakt, że inwestują w Afryce nie tylko w przemysł wydobywczy (około 29% wartości inwestycji), ale również w produkcję (22%), infrastrukturę (ok. 16%), sektor finansowy (ok. 15%). Należy tu jednak postawić pytanie: inwestują „Chiny”, czyli właściwie kto?

Na scenie pojawia się kilku aktorów: państwowe fundusze inwestycyjne, prowincje i miasta wydzielone oraz sektor prywatny. Według danych Chińskiego Banku Eksportowo-Importowego, w roku 2006 na rynku afrykańskim działało 800 chińskich firm, z czego 85% stanowiły przedsiębiorstwa prywatne. Ta liczba rosła jednak bardzo szybko, aby pod koniec minionej dekady osiągnąć ponad 2000.

Prywatny biznes lokuje swój kapitał głównie w sektorze produkcyjnym, przede wszystkim tekstylnym. W Ghanie na 336 inwestycji aż 100 przypada właśnie na ten sektor, a w Etiopii ponad 66% wszystkich chińskich inwestycji to przedsięwzięcia produkcyjne. Niektórzy badacze dostrzegają już nowy trend polegający na przenoszeniu produkcji wymagającej dużych nakładów siły roboczej (w samych Chinach coraz droższej) do Afryki, co może stać się tam zalążkiem procesu industrializacji i modernizacji na chińską modłę. Problem stanowi słabo rozwinięta w Afryce infrastruktura transportowa, która utrudnia eksport takiej produkcji – to jest jeden z powodów zaangażowania Chin w inwestycje infrastrukturalne w Afryce (nie chodzi bowiem wyłącznie o wywóz surowców).

Jak wskazują badania m.in. Jin Gu, Chińczycy w pierwszej fazie nie nastawiają się na zysk, inwestując tam, gdzie nie ma niczego – ani infrastruktury, ani dogodnych warunków. Głównym czynnikiem, który gwarantować ma sukces, jest wiara i nadzieja związana z tym, że są tam pierwsi i jako pierwsi zgarną przyszłe, potencjalne zyski. Z tym podejściem związany jest jednak „chiński model inwestycyjny” – wszystko (tj. park maszynowy, personel zarządzający, czasem część pracowników) musi być z Chin.

Jak się szacuje, w Afryce mieszka obcenie około miliona Chińczyków. Thierry Sanjuan podaje np. dla RPA liczbę 200-300 tys., 50 tys. dla Nigerii, do 50 tys. dla Sudanu, 40 tys. dla Zambii, ok. 30 tys. dla Angoli. Dane te trudno jednak zweryfikować. Najlepszym przykładem tego, jak mało precyzyjne są takie szacunki, była sytuacja z początków wojny domowej w Libii, kiedy to państwowe media podawały najpierw, że do ewakuacji było tam około 3 tys. obywateli ChRL, a w przeciągu dwóch dni liczba ta wzrosła do ponad 35 tys.!

Coraz istotniejszym graczem stają się w relacjach z Afryką chińskie prowincje, czego przykładem jest Guangdong. W 2006 roku obroty handlowe między tą prowincją a kontynentem afrykańskim osiągnęły poziom 8 mld dolarów. W tym okresie wymiana handlowa Szanghaju z Afryką warta była 3 mld dol., a prowincji Zhejiang – 6,7 mld.  Z kolei TEDA Investment Holding, spółka kontrolowana przez władze miasta wydzielonego Tianjin, stworzyła specjalną strefę przemysłową w Egipcie, która miała przyciągnąć chińskie inwestycje o łącznej wartości 2,5 mld dol. Miano tu wykorzystać powstały na początku roku 2000 specjalny państwowy Chińsko-Afrykański Fundusz Rozwoju. Dodatkowo każdy inwestor miał otrzymać wsparcie od władz lokalnych w wysokości 5% wartości inwestycji, a także 10 tys. juanów (ok. 5 tys. zł) rocznie na każdego zatrudnionego w strefie chińskiego pracownika.

Podobne działania podjęły władze prowincji Guangdong, a kontrolowana przez nie spółka Guangdong Xinguang International Group stworzyła w Nigerii strefę współpracy gospodarczo-handlowej. Uzyskano dla niej preferencyjne kredyty rządowe, a na starcie zainwestowano 500 mln dol. W ubiegłym roku inna firma z Kantonu (Guangzhou), China Guangdong Nuclear Power Group, zakupiła udziały wartości miliarda dolarów w spółce Kalahari Minerals.  Spółka ta, z siedzibą w Londynie, zajmuje się głównie eksploracją afrykańskich złóż uranu.

Co ważne, szczególnie dla wizerunku Chin na kontynencie afrykańskim, chińskie zaangażowanie to nie tylko inwestycje opierające się na rachunku ekonomicznym. Kontynuując dawne tradycje, władze miasta Szanghaj wysłały łącznie 114 zespołów medycznych do Maroka, gdzie różnego typu zabiegom poddano ponad 4 mln pacjentów.

Pamiętać przy tym należy, że pieniądze na te projekty trafiają do chińskich prowincji z reguły z odgrywających coraz większą rolę państwowych instytucji finansowych, takich jak Chiński Bank Rozwoju (ang. China Development Bank). Pomijając bezpośrednie kredyty dla firm afrykańskich, ChBR finansuje aktywność chińskich podmiotów gospodarczych (nie tylko w Afryce zresztą). Przykładem mogą być tu kredyty dla chińskich firm z sektora alternatywnych źródeł energii, takich jak Sun­tech Power Holdings Co., Yingli Green Energy Hold­ing Co., Trina Solar Ltd., JA Solar Holdings Co. czy Xinjiang Goldwind Science & Technology Co. Co ważniejsze, ten państwowy bank finansuje ekspansję chińskich koncernów petrochemicznych. W roku 2009 China National Petroleum Corporation uzyskała kredyt w wysokości 30 mld dolarów (na 5 lat) w celu wzmocnienia swojej pozycji na globalnym rynku. To kwestie kluczowe dla dalszego stabilnego rozwoju chińskiej gospodarki oraz utrzymania stabilności społecznej.

***

Pekin w umiejętny sposób kształtuje swoje relacje z państwami rozwijającymi się, w tym z państwami afrykańskimi. Stosunki te kreują niewątpliwie forum, na którym wygłaszać można czy powtarzać utarte od lat schematy retoryczne, a jednocześnie prowadzą do wzmocnienia pozycji Chin na szerszych forach międzynarodowych, takich jak Organizacja Narodów Zjednoczonych. To „afrykańska” perspektywa władz centralnych. Jednak, co istotniejsze, realny biznes robi się niejako obok budowanej przez dyplomację retorycznej otoczki. To państwowe fundusze, władze lokalne oraz sektor prywatny wypełniają treścią składane wcześniej deklaracje.

Należy także pamiętać, że Chiny mają ogromną nadwyżkę mocy produkcyjnych i produkcji w wielu sektorach, czego przykładem są nadwyżki cementu (na koniec 2012 r. produkowano 2,18 mld ton rocznie), a – jak wiemy – np. siedziba Unii Afrykańskiej w Addis Abebie z pewnością powstała z „chińskiego cementu” właśnie. Widziane w tym kontekście, motywy chińskiej ekspansji gospodarczej w Afryce nie są już tak „strategiczne”. Polityka afrykańska Pekinu ma zatem także swoje dość prozaiczne podłoże, bo przecież nadwyżki produkcji stali czy cementu muszą zostać gdzieś „upchnięte”.

Dążąc do ochrony swoich interesów, nie tylko w Afryce, Pekin staje jednak przed ogromnym dylematem: jak zachować twarz i przestrzegać powtarzanej na okrągło zasady nieingerencji w wewnętrzne sprawy innych państw, kiedy w niektórych przypadkach (najlepszym przykładem były wydarzenia w Afryce Północnej) chiński biznes traci, a obywatele żądają od swojego państwa coraz bardziej asertywnej postawy na arenie międzynarodowej.



Skomentuj