Spotkanie Zhang Zhijuna, dyrektora Biura ds. Tajwanu Rady Państwowej ChRL, i Wang Yu-chi, przewodniczącego Komitetu ds. Kontynentu Izby Wykonawczej Republiki Chińskiej, to z pewnością najistotniejsze wydarzenie ostatnich lat w relacjach w Cieśninie Tajwańskiej. Jak pisał Wojciech Jakóbiec, Nankin nie został wybrany przypadkowo. To właśnie tam władze Kontynentu umożliwiły reprezentującemu Tajwan Wang Yu-chi wygłoszenie wykładu (na jednej z wiodących chińskich uczelni – prestiżowym Uniwersytecie Nankińskim). W nim pojawiły się ciekawe wątki rzucające nieco inne światło na relacje w Cieśninie Tajwańskiej.

Już na początku odczytu Wang wskazywał różnice między Tajwanem a Chinami kontynentalnymi. Symbolem takich różnic ma być „kontynentalny ziemniak” – tudou (土豆) i „tajwański ziemniak” – malingshu (马铃薯). Słowo tudou na Tajwanie oznacza „orzeszek ziemny” (a nie jest to jedyny przykład lingwistycznych różnic między Tajwanem a Kontynentem, teoretycznie mówiącymi tym samym językiem). Drugim elementem, który bardzo wyraźnie wskazywał, była kwestia – można by rzec – chińskiego dziedzictwa kulturowego. Z wykładu wyłania się obraz Tajwanu jako „bardziej chińskiego” niż Chiny kontynentalne. Fakt, Mao w ostatniej dekadzie swego życia dołożył swoje trzy grosze do rozkładu tradycyjnego stylu życia w Chinach. W tym czasie, dążąc do wygrania ideowej wojny w Cieśnienie Tajwańskiej, Czang Kaj-szek prowadził na Tajwanie „kampanię renesansu kultury chińskiej”. To na Tajwanie bowiem zachowano tradycyjne chińskie pismo, zwyczaje czy prawdziwie „chiński” styl życia. Prowadzone na wyspie kampanie miały przypominać o utrzymaniu tam dawnych zwyczajów w nienaruszonym stanie. W ChRL w tym czasie, jak wiadomo, trwała „rewolucja kulturalna”, która niszczyła wszystko, a „chińska kultura pogrążyła się mrokach” – mówił Wang Yu-chi.
Gość z Tajwanu pośrednio krytykował system panujący w ChRL. Powołując się na Sun Yat-sena (ojca chińskiego republikanizmu) oraz Mozi (starożytnego chińskiego filozofa), przekonywał o tym, że rewolucja nie może być w interesie jednostek, a zmiany i reformy polityczne oraz budowa dobrobytu wymagają wspólnego zaangażowania. Zatem rewolucja przeprowadzona przez Komunistyczną Partię Chin miała być grą garstki komunistów. Nie bez przyczyny przywoływał też Luo Jialuna (罗家伦), jednego z przywódców Ruchu 4 maja, prezentując jego idee jako podstawę do budowania pokojowych relacji w Cieśninie Tajwańskiej.
Idąc dalej, Wang wspominał chińskich intelektualistów związanych z rewitalizacją chińskiej kultury, którzy musieli opuścić ojcowiznę. Taką postacią był Tang Junyi (唐君毅), który określany jest mianem „nauczyciela neokonfucjanizmu”. Niestety, z powodu zwycięstwa komunistów w 1949 r. zmuszony był do ucieczki z Szanghaju do Hongkongu, gdzie wspólnie z innymi stworzył instytut zajmujący się kulturą azjatycką (New Asia College). W latach 60. XX wieku Chińska Republika Ludowa przeżywała trudny okres powrotu do władzy Mao Zedonga, a w ślad za tym – degradacji tradycyjnej kultury chińskiej. Z duża uwagą, jak przyznał Wang, Tajwańczycy śledzą program „rewitalizacji tradycyjnej kultury” w Chinach kontynentalnych. Na tej płaszczyźnie, mimo wskazywanych różnic, widzi on możliwość współpracy i spełnienia „marzenia żywego po obu stronach Cieśniny”, czyli „ożywienia na nowo kultury chińskiej”. W tej dziedzinie, zdaniem Wanga, palmę pierwszeństwa niewątpliwie dzierżyć winien Tajwan.
Wang odniósł się w swoim wykładzie również do wymiaru ekonomicznego. W tym kontekście przypomniał bardzo zasłużoną postać wykształconego w Nankinie ekonomisty Li Guodinga (李国鼎), ojca tajwańskiego przemysłu informacyjnego.
Reasumując, Wang Yu-chi zwracał uwagę na oczekiwania „tajwańskiego ludu/tajwańskich mas” (czyli obywateli): zamiast rozbudowy potencjału wojskowego, tworzenie pokojowego otoczenia w oparciu o „drogę królewską” (王道/wang dao); zamiast promocji jedynie współpracy gospodarczej, tworzenie całościowego, opartego na tradycjach konfucjańskich społeczeństwa, a także uczynienia z chińskiej kultury środka globalnego oddziaływania soft power. Innymi słowy, wspólnota nie tylko (wąsko, merkantylnie pojętych) interesów, ale i wspólnota wartości.
***
Wykład na Uniwersytecie Nankińskim niewątpliwie rzuca nieco inne światło na obraz relacji w Cieśnienie Tajwańskiej. Gros komentatorów wskazuje na uzależnienie gospodarcze Tajwanu i szybki rozwój gospodarczy Kontynentu. Może się jednak okazać, że wraz ze spadkiem konkurencyjności gospodarki ChRL tacy potentaci jak tajwański Foxconn (produkuje m.in. dla Apple) będą przenosili się w miejsca, gdzie siła robocza jest tańsza niż na Kontynencie. Gdy nadszarpnięta zostanie gospodarcza symbioza, może się okazać, że to głównym spoiwem staną się wspólne, tradycyjne wartości.
Nie bez przyczyny Wang Yu-chi wspominał dwie postaci: Tang Juyin i Li Guodinga. Pierwszy z nich, urodzony w Syczuanie, z czasem stał się intelektualistą promującym wartości konfucjańskie. Drugi z kolei, wykształcony w Nankinie, był tajwańskim ministrem gospodarki w latach 1965-1969 i finansów w latach 1969-1976 – uznawany jest za „ojca tajwańskiego cudu gospodarczego”. Takie połączenie wskazuje na gotowość Partii Narodowej do podjęcia współpracy w dziedzinie społecznej, kulturalnej, ale również pogłębienia współzależności gospodarczej (której na Tajwanie wiele niechętnych Kontynentowi środowisk bardzo się obawia). O współpracy politycznej, np. w sprawie wspólnego stanowiska wobec toczących się sporów terytorialnych (których – co istotne – stroną są „Chiny”, a nie Kontynent albo Tajwan), jeszcze się głośno nie mówi. Wydaje się to jednak kwestią czasu i ceny, bo przecież po obu stronach Cieśniny chcą „wielkich Chin” – o czym także wspominał w swoim wykładzie Wang Yu-chi.



3 Komentarze

  1. Wiesław Pilch mówi:

    Osią Pańskiego artykułu jest wykazanie RÓŻNIC pomiędzy Tajwanem a Kontynentem bo wg Pana: -”Już na początku odczytu Wang wskazywał różnice między Tajwanem a Chinami kontynentalnymi.”
    Nie było mnie tam więc nie mogę powiedzieć na pewno że było inaczej, aczkolwiek trudno jakoś przychodzi zrozumienie mi, iż człowiek który po raz pierwszy od 1949 r. przyjechał z Tajwanu na rozmowy POLITYCZNE swój wykład poswięcił róznicom. Jestem pewien że p. Wang miał pełną świadomość wagi swojej misji jak i wykładu. Jestem tylko zwykłym Pilchem a nie politykiem pokroju p. Wanga, ale nawet mnie nie przyszłoby do głowy aby w takim momencie wykazywać różnice.
    Aczkolwiek domyślam się, iż istnieją siły polityczne która w takich momentach zwierają szeregi i zrobią wszystko aby zablokować bądź przynajmniej utrudnić rodzący się proces pojednania.
    P.S.Mam trudności ze zrozumieniem pojęcia: „tajwańskiego przemysłu informacyjnego” albowiem nie znam takiego pojęcia jak również nie znam prac owego Jegomościa. Czy chodzi o informatykę czy też o informację?

  2. Dominik Mierzejewski mówi:

    Dziękuję za komentarz. Różnice między Tajwanem a ChRL są spore – proszę porozmawiać z Tajwańczykami lub też intelektualistami w Pekinie czy Szanghaju. Bynajmniej nie jest to wymysł „imperialistycznej propagandy” (pisze Pan o jakiś niewiadomych siłach politycznych) a 事实. Obie strony cały czas negocjują a w negocjacjach – chyba się Pan zgodzi, używa się różnych argumentów. Stąd nie dziwi mnie wykład tajwańskiego negocjatora i przedstawione przez niego argumenty… ChRL przeszły przez „rewolucję kulturalną” a potem okres „bogacenia się” – co spłyciło nieco wartości chińskiej kultury tradycyjnej.

  3. Wiesław Pilch mówi:

    Nie zagladałem tutaj długo więc nie wiedzaiłem ze sie Pan odezwał. Patrzę, czytam i oczom nie wierzę.
    1.” Różnice między Tajwanem a ChRL są spore”- a gdzie je napisałem, że ich nie ma? Wręcz odwrotnie- ale trzeba chcieć przeczytać DOKŁADNIE to co napisałem.
    2.”Bynajmniej nie jest to wymysł „imperialistycznej propagandy” (pisze Pan o jakiś niewiadomych siłach politycznych)”- nie wiem skąd Pan wziął tą „imperialistyczną propagandę”. Może za duzo Pan czyta broszur KPCh? Nie pisałem również o „niewiadomych siłach politycznych”.Napisałem:-”…istnieją siły polityczne która w takich momentach zwierają szeregi i zrobią wszystko aby zablokować bądź przynajmniej utrudnić rodzący się proces pojednania.”Żaden problem je nazwać boć to przecież DPP i kumple z Kapitolu którzy już w 90′tych latach wydali miliardy dolarów na przeszkolenie w USA całej administracji tajwańskiej.
    3.” …ChRL przeszły przez „rewolucję kulturalną” a potem okres „bogacenia się” – co spłyciło nieco wartości chińskiej kultury tradycyjnej.” I tu płynnie przechodzimy z ostatniego zdania pkt.2:- Czyli na zmianę sposbu myślenia z chińskiego (pozostałośc po Czang Kai Szeku) na demo-liberalny. I te dwie siły poityczne, a nie jakieś „niewiadome” są zainteresowane w niedopuszczeniu do zmian status quo. Zresztą, jak bardzo Tajwańczycy się zmienili od czasu generała świadczy ostatnia okupacja gmachu parlamentu. W klasycznym chińskiem myśleniu- niemożliwe. Zresztą młode pokolenie Tajwańczyków nie identyfiuje się z Chinami.A więc nie bylo potrzeby organzowac na Tajwanie „rewlucji kulturalnej” czy „…okresu bogacenia się…” bo spłycono bądź wyrugowano chińską duszę amerykanizacją. A to że tak tam się dzieje znam z opowiadań młodych Polaków tam studiujących. I nie tylko.
    Słowem, spłycenie bądź przeinaczenie sensu słów mojego poprzedniego komentarza nie było działaniem rozsądnym. Nie jestem naukowcem jak Pan ale potraktownie mojego komentarza w ten sposób …

Skomentuj