11 lutego w Nankinie spotkali się Zhang Zhijun, dyrektor Biura ds. Tajwanu Rady Państwowej ChRL, i Wang Yu-chi, przewodniczący Komitetu ds. Kontynentu Izby Wykonawczej Republiki Chińskiej. Spotkanie Zhang-Wang (张王会/Zhang Wang hui), jak wydarzenie ochrzciły chińskie media, okrzyknięto początkiem nowego rozdziału w relacjach kontynentalnych Chin z Tajwanem.
Rzeczywiście, trudno nie dostrzegać historycznego znaczenia spotkania, pierwszego tego rodzaju. Relacje między Kontynentem a Tajwanem (o tych pojęciach pisałem już w NaTematChin) są od lat bardzo intensywne, ale do tej pory unikano kontaktów, które mogłyby uchodzić za „oficjalne”, tj. między osobami pełniącymi po obu stronach Cieśniny Tajwańskiej państwowe urzędy.
Była to cały czas gra pozorów, bo nikt nie miał wątpliwości, że „nieoficjalne” instytucje odpowiedzialne za te kontakty (tajwańska Fundacja Wymiany w Cieśninie Tajwańskiej i kontynentalne Stowarzyszenie Relacji między Brzegami Cieśniny Tajwańskiej) to de facto przykrywki dla pośredniego dialogu między władzami obu stron. O ich rzeczywistym charakterze świadczyć może choćby to, że obowiązujące na Tajwanie przepisy nadają pracownikom Fundacji status taki sam jak urzędnikom państwowym (umożliwiając płynne transfery kadrowe między administracją rządową a tą instytucją), a na czele Stowarzyszenia stoi aktualnie prominentny członek aparatu partyjno-państwowego (były minister handlu Chen Deming).
To właśnie Fundacja i Stowarzyszenie są formalnie stronami licznych (ok. 30) porozumień, jakie Tajwan i Kontynent zawarły w celu uregulowania wzajemnych stosunków w bardzo wielu dziedzinach (dotyczą one m.in. komunikacji i transportu, uznawania dokumentów, norm i standardów, handlu, finansów itd.). Wybór tej dość osobliwej formuły wynika z konieczności obejścia zasadniczej prawno-ustrojowej przeszkody, która utrudniała rozwój relacji między splecionymi coraz bardziej gęstą siecią interesów i powiązań sąsiadami – władze funkcjonujące po obu stronach Cieśniny Tajwańskiej, w praktyce zupełnie od siebie niezależnie (jak odrębne byty państwowe), wzajemnie się nie uznają. Z punktu widzenia Pekinu Republika Chińska zakończyła swój krótki i dramatyczny żywot wraz z proklamowaniem Chińskiej Republiki Ludowej (1 października 1949 r.), a dla Tajpej władze ChRL władają większością terytorium Republiki Chińskiej nielegalnie.
Jest to oczywiście fikcja, bo tak jak władze Republiki Chińskiej od ponad 60 lat skutecznie wykonują swoje funkcje na okrojonym terytorium złożonym z prowincji Tajwan (której istnienie obie strony zgodnie uznają) i skrawkach prowincji Fujian (której przytłaczającą większość kontroluje ChRL), tak nikt rozsądny nie jest w stanie sobie dziś wyobrazić likwidacji Chińskiej Republiki Ludowej i rozciągnięcia rzeczywistej kontroli władz Republiki Chińskiej na kontynentalną część Chin.
Kwestie historyczne, polityczne i wynikające z nich konstrukcje prawno-ustrojowe obowiązujące po obu stronach Cieśniny Tajwańskiej sprawiały jednak, że nawet dynamiczna intensyfikacja ich symbiotycznego współistnienia nie pozwalała na nawiązanie formalnych kontaktów międzyrządowych, wymuszając w zamian ukształtowanie formuły relacji, która udawała kontakty nieformalne. Chen Deming nie mógł złożyć wizyty na Tajwanie jako minister handlu, ale udał się na wyspę już jako prezes wspomnianego Stowarzyszenia. Analogicznie, prominentni tajwańscy politycy (były premier i wiceprezydent Lien Chan, były gubernator prowincji Tajwan (sic!) James Soong) składali wizyty na Kontynencie jako liderzy partii politycznych (odpowiednio: Partii Narodowej i Partii Najpierw Naród), podejmując politycznie istotny, ale jednak „nieformalny” dialog międzypartyjny (z KPCh), a nie międzyrządowy.
Nie budzi jednak wątpliwości fakt, że obie strony musiały, prędzej czy później, otworzyć kanał bezpośrednich kontaktów między organami o charakterze państwowym (co było, podkreślę jeszcze raz, bardzo trudne w sytuacji braku wzajemnego uznania). Musiały, o ile poważnie rozważają opcję zjednoczenia Chin, a więc jakiejkolwiek formy zniesienia dychotomii między Chińską Republiką Ludową a Republiką Chińską. Dla Pekinu jest to jasno zadeklarowany i niezmienny cel, choć oficjalnie (i chyba szczerze) wykazuje daleko posuniętą elastyczność, jeśli chodzi o ostateczny model zjednoczenia. Na Tajwanie kwestia ta nie jest już tak oczywista, ale wydaje się, że przynajmniej jego elity polityczne akceptują nieuchronność zjednoczenia (nawet jeśli dopuszczają je jedynie w bliżej nieokreślonej, odległej raczej perspektywie czasowej). Z tej akceptacji wynika poczucie obowiązku wynegocjowania jak najkorzystniejszych warunków, a więc wykorzystania deklarowanej otwartości Pekinu w interesie Tajwanu. To z kolei oznacza, że i z perspektywy Tajpej do nawiązania oficjalnych kontaktów musiało dojść.
Spotkanie Zhang-Wang to bardzo istotny, choć przede wszystkim symboliczny, krok. Historyczną symbolikę wzmacnia jeszcze wybór Nankinu jako miejsca spotkania. Miasto to było bowiem w latach 1927-1949 stolicą Republiki Chińskiej (co prawda, ewakuowaną w czasie japońskiej inwazji), a ponadto jest miejscem pochówku Sun Yat-sena (孙中山/Sun Zhongshan) – ojca-założyciela Republiki Chińskiej, za kontynuatorów którego uważają się zarówno Tajwan, jak i Kontynent. W programie wizyty Wang Yu-chi nie mogło oczywiście zabraknąć Mauzoleum Sun Yat-sena.
Jak problematyczne i nadal poważnie traktowane są w relacjach Kontynent-Tajwan kwestie formalno-protokolarne, pokazuje słownictwo używane po obu stronach w opisach aktualnych wydarzeń. Media kontynentalne tytułują Wanga dosłownie „osobą odpowiedzialną za [tj. szefem] Komitet ds. Kontynentu ze strony tajwańskiej” (台湾方面大陆委员会负责人/Taiwan fangmian Dalu Weiyuanhui fuzeren), jak ognia unikając oficjalnego tytułu „przewodniczący Komitetu ds. Tajwanu Izby Wykonawczej” (行政院大陆委员会主委/Xingzheng Yuan Dalu Weiyuanhui zhuwei), nie mówiąc już o dodaniu słów „Republiki Chińskiej”.
Tajwańskie media są tu o tyle swobodniejsze, że nie muszą trzymać się żadnej urzędowej linii w relacjonowaniu tych wydarzeń. Zhang Zhijun jest zatem określany, zgodnie z oficjalną tytulaturą, jako „dyrektor Biura ds. Tajwanu Rady Państwowej” (w skrócie: 国台办主任/Guo Tai Ban zhuren), a samo spotkanie opisywane jako „pierwsze rozmowy urzędników szczebla ministerialnego” (首次部长级官员会谈/shou ci buzhangji guanyuan huitan), co w relacjach publikowanych na Kontynencie jest nie do pomyślenia, bo nie mogą one Wang Yu-chi nazwać „ministrem” (choć nim rzeczywiście jest). Tajwańskie gazety nie używają jednak pojęcia „ChRL”, w zależności od politycznej orientacji pisząc o „Kontynencie” (大陆/Dalu) lub „stronie chińskiej” (中方/Zhongfang) – ta druga opcja jest wyrazem dystansowania się od „rodaków” z przeciwległego brzegu Cieśniny Tajwańskiej i w kontynentalnej prasie byłaby nie do przyjęcia (jako zarezerwowana dla opisów kontaków władz ChRL z władzami innych państw, a za takie Tajwanu uznać im nie wolno).
Międzyrządowe spotkanie nadal więc udaje, przynajmniej w relacjach kontynentalnych mediów, coś innego. Jak donosi prasa tajwańska z kolei, przedstawiciele Kontynentu zażądali przed spotkaniem, aby Wang Yu-chi powstrzymał się podczas swojej wizyty od wspominania o „Republice Chińskiej”, „demokracji i prawach człowieka” oraz „prezydencie” (w przypadku tego ostatniego terminu chodzi oczywiście o – jak określiłyby to kontynentalne media – „przywódcę regionu Tajwan” Ma Ying-jeou). Nie wiemy, czy Wang zachował się zgodnie z życzeniem gospodarzy podczas spotkania z Zhangiem (nota bene odbyło się bez jakichkolwiek atrybutów spotkania „międzyrządowego” – na zdjęciach próżno np. szukać jakichkolwiek flag), ale wiemy już, że użył określenia „Republika Chińska” podczas w publicznej wypowiedzi podczas wizyty w Mauzoleum Sun Yat-sena, i to niezupełnie w kontekście historycznym.
Tego rodzaju semantyczny konterdans będziemy zapewne oglądać w relacjach Kontynent-Tajwan jeszcze długo. Nie zmienia to faktu, że spotkanie Zhang-Wang uznać można za przełom w historii działań na rzecz rozwiązania „problemu Tajwanu”. Za wcześnie jeszcze, aby spekulować na temat tego, kiedy takiego rozwiązania można się spodziewać i jaki (choćby w przybliżeniu) będzie miało kształt. Można jednak założyć, że ważny politycznie krok, na jaki obie strony się zdecydowały, zwiększa prawdopodobieństwo pokojowego rozwiązania (z dzisiejszej perspektywy trudno sobie wyobrazić, aby polegało ono na czymś innym niż jakaś forma zjednoczenia Chin), oddalając niechciane przez obie strony (choć przez Kontynent nie wykluczane) rozwiązanie militarne.



Jeden Komentarz

  1. Wiesław Pilch mówi:

    Gratuluję świetnego- z mojego punktu widzenia- artykułu. Bezstronny, rzeczowy, bez puszczania oka do czytelnika. Od ponad dwóch lat „kibicuję” procesowi którego kolejną odsłonę właśnie widzimy i mogę tylko pomarzyć aby dożyć do jakiejś formy inkorporacji Tajwanu do Chin kontynentalnych. O fakcie spotkania obu gentlemanów informowałem w dniu pojawienia się tej wiadomości w mediach kontynentalnych. Oczywiście na swoim chińskim kanale na You Tube (wpisz: Wiesław Pilch). Myślę że jeszcze dużo wody przepłynie przez Cieśninę zanim doczekamy się ….Oby tylko Ich drogi nie zaczęły się rozjeżdżać.

Skomentuj