Kilka dni temu (14 kwietnia) chiński dziennik „Cankao xiaoxi” (《参考消息》) podał dość zaskakującą informację: Hu Deping (胡德平), syn byłego sekretarza generalnego KC KPCh Hu Yaobanga (胡耀邦), odbył spotkania z japońskim premierem Shinzo Abe oraz innymi politykami rządzącej Partii Liberalno-Demokratycznej, w tym byłym premierem Yasuo Fukudą. Wizyta na zaproszenie japońskiego MSZ miała miejsce w dniach 6-13 kwietnia.

Skąd taki pomysł? Zaostrzający się spór terytorialno-historyczny między Pekinem a Tokio uniemożliwia oficjalne kontakty, a takie nieoficjalne spotkania mogą otworzyć alternatywne kanały politycznego dialogu. To żadna nowość. W dyplomacji przyzwyczajeni jesteśmy do działań zakulisowych, a w przypadku Chin to wręcz pewnego rodzaju dogmat. Obok lansowanych oficjalnie zasad chińskiej polityki zagranicznej, takich jak nieingerencja w wewnętrzne (polityczne) sprawy innych państw czy zasada obopólnych korzyści, jest jeszcze jedna, niezwykle ważna: „robimy, ale o tym nie mówimy”. To dlatego Henry Kissinger wizytował Pekin w lipcu 1971 r. potajemnie, a po wydarzeniach na Placu Tian’anmen amerykańska dyplomacja wysłała do Chin Brenta Scowcrofta (podobnie jak Kissinger, doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego).

Dlaczego w tym wypadku wybór padł akurat na syna Hu Yaobanga? Przywołać tu warto wizytę ówczesnego sekretarza generalnego KC Komunistycznej Partii Chin w Japonii (listopad 1983 r.). Hu Yaobang uważał, że Japonia powinna być aktywnym podmiotem w budowaniu pokoju w Azji Wschodniej, a w dalszej perspektywie – pokojowych stosunków globalnych. Prezentował wobec Tokio bardzo koncyliacyjną postawę. Mimo narastających kontrowersji w sprawie treści podręczników do historii, za najważniejszą kwestię uważał on bowiem określenie ram współpracy w oparciu o podstawowe zasady: pokoju i przyjaźni, obopólnych korzyści i zaufania oraz długoterminowej stabilizacji. W odniesieniu do budowy wzajemnego zaufania dyplomacja chińska używała tu pojęcia xinlai (信赖), które oznacza „zaufanie i poleganie na sobie“. Słowo to, używane z reguły w odniesieniu do przyjaciół, obarczone jest pewnym bagażem emocjonalnym, a zatem jego użycie wskazywało na większe poczucie więzi z Japonią niż z innymi partnerami w stosunkach międzynarodowych.

Mało tego, w czasie wizyty Hu Yaobanga dyplomacja chińska otwarcie poparła japońskie roszczenia względem Związku Radzieckiego, domagając się zwrotu Japonii czterech spornych wysp (w południowej części Kuryli). W tym kontekście wizyta Hu Depinga powinna być odczytywana jest zapowiedź przyjęcia przez Pekin w przyszłości postawy koncyliacyjnej.

Powszechnie przyjmuje się, że Hu Deping jest blisko związany z aktualnym najwyższym kierownictwem partyjno-państwowym. Jest to teza o tyle uprawniona, że jego ojciec Hu Yaobang i Xi Zhongxun (ojciec obecnego sekretarza generalnego KC Xi Jinpinga) należeli po 1978 r. do grupy reformatorów. Po usunięciu Hu Yaobanga z zajmowanych stanowisk (w 1987 r.) Xi Zhongxun zrezygnował z pełnionej wówczas funkcji członka Biura Politycznego i resztę życia (zmarł w 2002 r.) spędził w południowochińskim Shenzhen. Ta bardzo wymowna decyzja z pewnością ma wpływ na osobiste relacje synów obu nieżyjących polityków (Hu Yaobang zmarł w 1989 r. – protestowi studenckiemu na Placu Tian’anmen początek dały spontaniczne uroczystości żałobne właśnie na cześć Hu).

Wizyta Hu Depinga w Tokio ma jeszcze tę zaletę, że nie będzie pretekstem do politycznej burzy, ani w Chinach, ani w Japonii. Jest on bowiem w zasadzie osobą prywatną, bo jego członkostwo w Ludowej Politycznej Radzie Konsultatywnej to typowa synekura dla emerytowanych członków aparatu. Mimo że nie znamy szczegółów prowadzonych przez niego w Japonii rozmów, to w trakcie spotkania z Yoshihide Sugą (szefem gabinetu premiera Abe) padły ważne stwierdzenia: mimo pewnych problemów, relacje chińsko-japońskie powinny wrócić na ścieżkę „strategicznej wzajemności”.

Analizując sytuację międzynarodową, nietrudno w koncyliacyjnych działaniach Chin i Japonii dostrzec echa kryzysu ukraińskiego. Jak tłumaczy Jiang Lifeng (蒋立峰) z Chińskiej Akademii Nauk Społecznych, amerykańskie zaangażowanie w Europie służy zbliżeniu Chin z Japonią. Tokio nie czuje bowiem amerykańskiego poparcia i z pewnością to Waszyngton zaapelował do premiera Abe o, być może chwilowe, zakopanie „topora wojennego” w relacjach z Pekinem.

Niemniej jednak wizyta Hu Depinga wpisuje się w ryt chińskiej „dyplomacji ludowej“ (renmin waijiao/人民外交 lub, w nowszej nomenklaturze, minjian waijiao/民间外交). Ponadto pamiętać należy, że politykę, zwłaszcza w Azji, uprawia się przez relacje osobiste i nieformalne, czyli osławione guanxi (关系). Bez względu na teoretyczne ujęcia, te spotkania to wstęp do dalszego porozumienia i wychodzenia z politycznego impasu. Wizyta Hu Depinga to nie koniec politycznych inicjatyw w tym roku. Pod koniec kwietnia ma dojść w Pekinie do spotkania mera Tokio Yōichi Masuzoe z jego pekińskim odpowiednikiem Wang Anshunem. W dalszej perspektywie kluczowy będzie listopadowy szczyt APEC w Pekinie, który ma stać się ważnym elementem normalizacji stosunków chińsko-japońskich. Pierwszym krokiem na tej drodze była kwietniowa wizyta syna Hu Yaobanga w Japonii.



Jeden Komentarz

  1. Wiesław Pilch mówi:

    Ciekawy artykuł. Tyle że mam kilka „ale”.
    1. „w trakcie spotkania z Yoshihide Sugą (szefem gabinetu premiera Abe) padły ważne stwierdzenia:”. To bardzo ważne słowa więc zasadne jest pytanie o źródło.
    2. W kolejnym akapicie jest mowa o azjatyckich reperkusjach kryzysu ukraińskiego. Autor pisze wręcz : „-Tokio nie czuje bowiem amerykańskiego poparcia…” Jak to się ma do ostrej chińskiej krytyki japońsko- amerykańskiego komunikatu po rozmowach Obamy w Tokio w którym jednoznacznie USA poparło działania japońskie?
    3. Ostatni akapit poświęcony jest przyszłości. I tu Autor zapomniał wspomnieć o spotkaniu ministrów SZ APEC w Pekinie pod koniec maja b.r. Zas w przedostatnim zdaniu słowo „ma’ chyba powinno zostać zastąpione słowem „może”. Wówczas sens tego zdania zmienia sie na właściwy. Ukłony.

Skomentuj