4 października 1949 roku, czyli trzy dni po proklamowaniu przez Mao Zedonga z Bramy Niebiańskiego Spokoju (天安门, Tian’an Men) powstania Chińskiej Republiki Ludowej, rząd PRL podjął kroki w celu nawiązania stosunków dyplomatycznych na szczeblu ambasad z nowymi chińskimi władzami.

Odpowiedź Chin w tej sprawie, sygnowana przez premiera Zhou Enlai’a, dotarła do Warszawy 7 października i tę datę przyjęto za datę nawiązania stosunków dyplomatycznych. Polska była drugim (po ZSRR) państwem, który otworzył swoją placówkę dyplomatyczną w ChRL. Początkowo nasze przedstawicielstwo mieściło się w Nankinie (南京, Nanjing – dosłownie „Południowej Stolicy”, w latach 1927-37 i 1945-49 stolicy Chin). Już w lutym 1950 roku zostało jednak przeniesione do Pekinu.

Siedziba pierwszej polskiej ambasady w Pekinie znajdowała się w zachodniej części miasta, między Xidanem (西单, Xidan) a Zhongnanai’em (中南海, Zhongnanhai).Xidan był w starym Pekinie główną ulicą dzielnicy Zachodnie Miasto Wewnętrzne (西城, Xicheng), a dzisiaj to również jedna z głównych ulic handlowych stolicy. Zhongnanhai był z kolei w epoce cesarskiej jednym z kompleksów parków pałacowych, a od czasów Republiki aż do dzisiaj jest siedzibą najwyższych władz państwowych.

Fotografia z archiwum Ambasady RP w Pekinie

Fotografia z archiwum Ambasady RP w Pekinie

Ambasada mieściła się przy Xinjian Hutong (新建胡同) pod numerem 3 (dzisiaj nr 12). Była to piękna posiadłość wybudowana w stylu zachodnim, zajmująca część dawnych terenów Pałacu Qinglin (清林宫, Qinglin Gong), o którym opowiem w kolejnym artykule. Podobno (tak twierdzi pan Luo, który od urodzenia, czyli od około 70 lat, mieszka w bezpośrednim sąsiedztwie dawnej ambasady) pod koniec panowania dynastii Qing (清), gdzieś między 1903 a 1911 rokiem, posiadłość tę kupił pewien Polak, który wzniósł zachowane do dziś budynki, w których założył i prowadził szpital (aż do 1949 roku). Na poparcie swoich słów pan Luo dodał, że właśnie te związki z Polską sprawiły, że budynek pod numerem 12 został przeznaczony na siedzibę naszej placówki.

Chociaż nijak nie mogę znaleźć choćby wzmianki potwierdzającej jego opowieść, postanowiłam ją jednak przytoczyć, bo wydaje mi się fascynująca (a może być prawdziwa). W Pekinie do tej pory funkcjonuje i ma świetnie udokumentowaną historię inny szpital – Peking Union Medical College (北京协和医学院, Beijing Xiehe Yixue Yuan), założony w 1906 roku (czyli mniej więcej w tym samym czasie) przez amerykańskich i brytyjskich misjonarzy, a sponsorowany przez Fundację Rockefellera. Znajduje się on we wschodniej części „Starego Miasta”, niemal idealnie symetrycznie do „naszego” szpitala (o ile w ogóle istniał). Biorąc pod uwagę istotne znaczenie, jakie przez wieki przykładano do symetrycznego układu miasta, można by pokusić się o, co prawda dosyć śmiałą, spekulację, że być może rzeczywiście przy Xinjian Hutong działał kiedyś szpital.

Po powstaniu Nowych Chin (czyli ChRL), aż do objęcia jej przez polską misję w lutym 1950 roku, posiadłość stała pusta. Za to już na zorganizowanym w tym roku przyjęciu z okazji PRL-owskiego święta narodowego (22 lipca) gościła samego Mao Zedonga. Była to pierwsza i jedyna wizyta Przewodniczącego w polskiej ambasadzie. Oprócz Mao, zjawił się tam premier Zhou Enlai, dowódca Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej marszałek Zhu De oraz inni wysocy rangą przywódcy partyjni i państwowi.

Fot. Maciej Gaca

Fot. Maciej Gaca

W 1967 roku, czyli na początku „Rewolucji Kulturalnej”, stosunki polsko-chińskie mocno się ochłodziły, obniżono rangę przedstawicielstw dyplomatycznych i zawieszono współpracę we wszystkich dziedzinach. Polska ambasada opuściła Xinjian Hutong nr 12, by już nigdy tam nie powrócić.

Później mieściła się tu ambasada Ghany, a potem mieszkali różni członkowie kierownictwa partyjno-państwowego, m.in. Chen Boda (陈伯达) – sekretarz Mao Zedonga i kluczowa postać „Rewolucji Kulturalnej” (mieszkał tu do 1971 roku, tzn. do momentu, kiedy popadł w niełaskę i został skazany na 18 lat więzienia).

Fot. Dominik Harrold

Fot. Dominik Harrold

Obecnie swoją siedzibę w tym miejscu ma firma Kaili (中国凯利实业有限公司, Zhongguo Kaili Shiye Youxian Gongsi), która zajmuje się między innymi handlem bronią. Trudno się zatem dziwić, że nawet ustalenie jej tożsamości nie było łatwe. Na bramie nie ma żadnych tabliczek z nazwą, a po jej ustaleniu nie dało się dotrzeć do żadnych szczegółowych informacji na temat działalności tej spółki. Tylko otwartość okolicznych mieszkańców i ich gotowość do podzielenia się swoją wiedzą rzuciła nieco światła na tajemniczą organizację. Sporo czasu zajęło także wejście na teren posesji, żeby zrobić kilka zdjęć (z zewnątrz!). W końcu to się jednak udało. Zamieszczam zatem fotografie autorstwa Macieja Gacy (za których udostępnienie bardzo mu dziękuję!).

Fot. Maciej Gaca

Fot. Maciej Gaca

Wspomniany już pan Luo powiedział, że firma Kaili należy do drugiego syna Ye Jianyinga (叶剑英) (1897-1986), który był wojskowym i politykiem, stronnikiem Deng Xiaopinga. To właśnie Ye zarządził w 1976 roku, jako głównodowodzący armii, aresztowanie „Bandy Czworga”, co uznaje się za zakończenie „Rewolucji Kulturalnej”. W latach 1978-83 był nominalną głową państwa. Jego syn Yu Xuanning (叶选宁), urodzony w roku 1938 i powszechnie uważany za duchowego przywódcę „frakcji książątek” (太子党, taizi dang), był prezesem tejże firmy w latach 1993-1997 roku (w 1997 roku przeszedł na emeryturę).

Wcześniej, jeszcze w czasach Republiki (1911-1949), w omawianej rezydencji mieszkać miał Zhang Xueliang (张学良). Wspominam o tym dopiero teraz, bo mimo wzmianki w jednym z opracowań poświęconych staremu Pekinowi, pan Luo twierdzi, że Zhang nigdy tam nie mieszkał. Tak czy inaczej, warto poświęcić kilka słów tej ważnej dla historii Chin i bardzo ciekawej postaci.

Zhang Xueliang (1901-2001) był jednym z wojskowych watażków epoki republikańskiej (zwanych z angielska warlordami), synem potężnego warlorda Zhang Zuolina (张作霖) – w latach 20. XX w. faktycznego władcy Mandżurii i większej części północnych Chin. Dla rozróżnienia obu Zhangów ojca nazywano „Starym Marszałkiem”, a syna – „Młodym Marszałkiem”. Po śmierci ojca w przygotowanym przez Japończyków zamachu bombowym (czerwiec 1928 r.) Zhang Xueliang przejął schedę po nim. Japończycy liczyli na to, że znany z pociągu do kobiet i opium „Młody Marszałek” będzie marionetką w ich rękach. Bardzo się jednak pomylili. Zhang Xueliang wykazał się niezwykle silną wolą i zaskakującą niezależnością.

Przede wszystkim, przy wsparciu australijskiego dziennikarza, a zarazem swojego doradcy, Williama Henry’ego Donalda, wyszedł z nałogu palenia opium. Aby wyeliminować  ze swego otoczenia wpływy japońskie, rozkazał przeprowadzenie egzekucji na dwóch projapońskich wysokich urzędnikach podczas wydanej przez siebie kolacji. Zginęli na oczach zaproszonych gości.

Innym jego posunięciem było udzielenie poparcia Czang Kai-szekowi (Jiang Jieshi) i opowiedzenie się po stronie Partii Narodowej. Później, kiedy w 1930 roku doszło do próby obalenia Czanga, raz jeszcze otwarcie stanął po jego stronie. Jednak gdy ten uporczywie trzymał się swej strategii walki z komunistami, odmawiając skupienia wysiłków na walce z Japończykami, popierający ideę zawieszenia wojny domowej i utworzenia zjednoczonego (komuniści i nacjonaliści) frontu przeciw Japończykom Zhang Xueliang przeciwstawił się mu i doprowadził do aresztowania Czang Kai-szeka. Miało to miejsce w grudniu 1936 roku w Xi’anie, stąd nazwa „incydent xi’ański”  (西安事变, Xi’an Shibian).

W wyniku podjętych wówczas negocjacji Czang zgodził się na podjęcie wspólnej walki z Japonią, zażądał jednak uwięzienia „Młodego Marszałka” i jego wycofania się z polityki. Tak też się stało. Zhang Xueliang zotał osadzony w areszcie domowym, a w roku 1949 przewieziony na Tajwan, gdzie nadal przebywał w areszcie domowym (aż do roku 1990).

Wygląda na to, że Zhang Xueliang był najdłużej trzymanym pod kluczem więźniem politycznym (albo przynajmniej jednym z „rekordzistów” pod tym względem). Po uwolnieniu wyjechał do Honolulu i tam mieszkał aż do śmierci. Zmarł w wieku 100 lat. Historycy w ChRL uznają go za bohatera, ze względu na jego determinację w dążeniu do jedności Chin i gotowość zapłaty za to bardzo wysokiej ceny.

Pod koniec 1970 roku Polska ponownie otworzyła ambasadę w Pekinie. W tym czasie chińskie władze zaczęły tworzyć pierwszą dzielnicę dyplomatyczną na wschodzie miasta, poza obrębem dawnych murów miejskich. Tam właśnie znalazła swoją (zachowaną do dziś) lokalizację nasza placówka. Warto wspomnieć, że polska ambasada jest drugą pod względem zajmowanej powierzchni placówką dyplomatyczną w Pekinie. Ustępuje pod tym względem jedynie ambasadzie rosyjskiej, która z kolei jako jedna z dwóch (druga to ambasada Luksemburga) nie została objęta zasadą „rejonizacji”.

Pierwsza Dzielnica Dyplomatyczna (w sumie istnieją w Pekinie cztery takie dzielnice), w której znajduje się Ambasada RP, powstała wokół Świątyni Słońca (日坛, Ri Tan). Co było na tych terenach wcześniej? To nie jest do końca jasne. Słyszałam, że mógł tam znajdować się cmentarz lub nieoficjalne miejsce pochówku, ale wzmianek o tym nigdzie nie znalazłam, a na starych mapach oznaczona jest tylko sama Świątynia Słońca.

Po powstaniu dzielnicy dyplomatycznej zaczęto rozbudowę jej infrastruktury. W roku 1976 przeniesiono do niej z ulicy Wangfujing sklep „Przyjaźń” (友谊商店, Youyi Shangdian), w którym dyplomaci i inni cudzoziemcy mogli zaopatrywać się w specjalnie dla nich wytwarzane bądź importowane produkty codziennego użytku, żywność oraz chińskie wyroby (odzież, upominki, jedwabie, porcelanę, meble itp.). Jeszcze na początku lat 90. obywatele chińscy nie mieli do tego sklepu wstępu, podobnie jak do międzynarodowych hoteli czy klubów.

Sklep „Przyjaźń” stał się lokalną atrakcją, miejscem spotkań mieszkających w Pekinie cudzoziemców. Należy dodać, że w latach 80. była to – w porównaniu z dniem dzisiejszym – grupa niezbyt liczna. Powstał też Klub Międzynarodowy (国际俱乐部, Guoji Julebu) oraz wyrósł niewielki bazarek (dosłownie kilka stoliczków), znany dzisiaj jako „Rynek Jedwabny” (秀水, Xiushui – tzw. Silk Market) i działający pod postacią pięciopiętrowego domu handlowego. Mniej więcej w tym samym czasie w Drugiej Dzielnicy Dyplomatycznej (三里屯, Sanlitun) pojawił się bazarek potocznie zwany „bawełnianym” (雅秀, Yaxiu), wśród Polaków znany niegdyś jako „Jaś” lub (nie wiedzieć czemu) „grzebieniasty”. Na południu Pekinu, przy Świątyni Nieba (天坛Tian Tan), pojawił się z kolei bazarek „perłowy”, czyli Hongqiao (红桥).

Od połowy lat 90. Sanlitun stał się mekką dla szukających rozrywki cudzoziemców. Jak grzyby po deszczu zaczęły tam wyrastać bary i restauracje różnej maści. Sam „Jaś”, podobnie jak „jedwabny” i „perłowy”, został przeniesiony do pięciopiętrowego budynku i nadal cieszy się ogromną popularnością.

Wróćmy jednak do okolic naszej ambasady, pozostając w tematyce „bazarkowej”. W połowie lat 80. na uliczce Yabao (雅宝) zaczął działalność maleńki bazarek, nastawiony głównie na hurtową sprzedaż towarów przyjeżdżającym z Polski turystom. Dlatego też nazywano go kiedyś „polskim bazarkiem”. Wkrótce, na początku lat 90., handlujących polskich „turystów” wyparli Rosjanie, którym znacznie ułatwiono wówczas wjazd do Chin. Za ich sprawą ten niewielki bazarek przemienił się w ciągu niespełna piętnastu lat w prawdziwe zagłębie hurtowego handlu z Rosją (i nie tylko). Powstało kilka ogromnych gmachów, w których kwitnie handel na skalę niemal przemysłową, a także rosyjskie restauracje, hotele, fryzjerzy, sklepy spożywcze, firmy logistyczne i przewozowe. Wszystko opatrzone napisami w dwóch obowiązujących w tym rejonie Pekinu językach: chińskim i rosyjskim. Angielski pojawia się tylko od czasu do czasu.

Sklep „Przyjaźń”, tak jak i Klub Międzynarodowy, czasy świetności dawno już mają za sobą. Po Klubie został tylko budynek, a „Przyjaźń” funkcjonuje już tylko w wersji szczątkowej.



Jeden Komentarz

  1. YLK mówi:

    Bardzo sympatyczny i ciekawy artykul. Milo, ze ktos opisuje pekinskie miejsca zwiazane z Polska. Az zakrecila mi sie lezka na wspomnienie Yabao Lu i tych paru lichych zielonych straganow, ktore tam staly w 1990tym. Rynek na Yabao Lu nazywano bawelnianym, bo w tych materiach sie specjalizowal, nastawiony byl na polskich handlowcow, ktorzy przylatywali na tydzien (samoloty LOT kursowaly raz na tydzien) i robili zakupy – glownie odziez – kurtki pikowane, futra z „chinskich wilkow” (tak naprawde z psow), koszule „jedwabne” marki Valentino… To byly piekne czasy, chlonny polski rynek, egzotyczna Azja, fascynujace Chiny.

Skomentuj