Czy Polska, jej doświadczenia i dorobek mogą być dla Chin interesujące? Do sytuacji w naszym kraju i zachodzących w nim na przestrzeni ostatnich ponad dwóch dekad przemian mamy nierzadko krytyczny stosunek. Nie powinno to jednak całkowicie przesłonić nam faktu, że po roku 1989 zapisaliśmy na swoim koncie niemałe sukcesy.

Przy okazji oficjalnych spotkań polsko-chińskich padają często porównania dynamiki gospodarczej obu krajów, które postrzegane są jako liderzy rozwoju w skali globalnej (Chiny) i europejskiej (Polska). Pamiętając o wszystkich, bardzo istotnych różnicach, należy stwierdzić, że porównania takie nie są całkowicie bezpodstawne.

W latach 1989-2011 PKB Polski w przeliczeniu na mieszkańca (wg parytetu siły nabywczej) wzrósł prawie 3,5-krotnie. Wynik ten może nie robić wielkiego wrażenia w porównaniu z Chinami (11-krotny wzrost w tym samym okresie), ale należy tu pamiętać, że startowały one ze znacznie niższego poziomu. Nawet teraz, po tak długim okresie bardzo szybkiego wzrostu, ich PKB per capita liczony tą metodą wynosi jedynie nieco ponad 40% polskiego.

W zestawieniu z gospodarkami bardziej „porównywalnymi” Polska wypada jednak bardzo dobrze. W tym latach 1989-2011 PKB na mieszkańca (wg parytetu siły nabywczej) wzrósł dla RPA, Meksyku czy Węgier tylko dwukrotnie, przy czym te dwa pierwsze państwa były w roku 1989 na podobnym poziomie jak Polska, a Węgry o 50% wyżej (dziś są o prawie 10% niżej).

Warto też pamiętać, że Polska osiągnęła swoje gospodarcze sukcesy dokonując, jednocześnie z transformacją ekonomiczną, radykalnej zmiany systemu politycznego, co stworzyło konieczność budowania nowych instytucji w ramach nowego ustroju. Delikatnie rzecz ujmując, nie zawsze ułatwiało to podejmowanie optymalnych decyzji w polityce gospodarczej.

Mamy zatem do czynienia z dwoma przykładami udanego przejścia od gospodarki planowej, słabo zintegrowanej z gospodarką światową, do gospodarki o (dość) wysokim stopniu urynkowienia, mocno wpisanej w międzynarodowy obieg towarów, usług i kapitału. Polska i Chiny wchodziły na tę drogę znajdując się na różnych poziomach zamożności. Mimo niejasnych kryteriów stosowania tego pojęcia, wydaje się, że Polskę można już zaliczyć do państw „wysoko rozwiniętych”, podczas gdy Chiny nadal są państwem „rozwijającym się” – same siebie tak określają i odpowiada to społeczno-gospodarczym realiom.

Nie zapominając o tych różnicach, warto jednak wskazać pewne podobieństwa naszych transformacyjnych doświadczeń. Polskę i Chiny łączy bowiem kierunek transformacji gospodarczej. Rosnąca rola mechanizmów rynkowych (bez całkowitego wycofania się państwa z gospodarki), rozwój sektora prywatnego oraz otwarcie na świat – to pozostaje wspólnym mianownikiem. Co istotne, tego rodzaju zmiany wymagały budowy lub przynajmniej przebudowy instytucji, tworzenia odpowiednich ram prawnych, jak również przemian o charakterze ideologicznym i kulturowym.

Zakładając zbieżność kierunków transformacji gospodarczej, możemy stwierdzić, że Polska zaszła na tej drodze dalej niż Chiny. Wynika to nie tylko z różnicy w „punkcie wyjścia”, ale również przyjętych modeli zmian. W Polsce, jak pamiętamy, zastosowano „terapię szokową” (którą zaaplikowano całej gospodarce), podczas gdy w Chinach reformy gospodarcze wprowadzane były nie tylko stopniowo, ale z reguły najpierw testowane w ograniczonym zakresie, aby potem (o ile się sprawdziły) rozszerzać je na cały kraj.

Czy zatem polskie doświadczenia transformacyjne mogą być dla Chin interesujące? Czy stanowią potencjalnie nowe pole dialogu? Wydaje się, że można odpowiedzieć na te pytania twierdząco, z ważnym zastrzeżeniem, że wchodzi tu w rachubę wyłącznie dialog, a nie prosty „eksport” gotowych rozwiązań czy odpowiedzi na pytania.

Przemiany w Polsce (i całej Europie Środkowo-Wschodniej) były zresztą i są w Chinach przedmiotem studiów i analiz. Na początku największe zainteresowanie budziły przyczyny upadku „realnego socjalizmu” w tym regionie. David Shambaugh pokazuje w swojej książce „China’a Communist party: atrophy and adaptation”, jak intensywnie badano te kwestie w Chinach od początku lat 90.

Z biegiem czasu rosnące zainteresowanie budzić zaczęła jednak transformacja dokonująca się w naszej części świata, czego przykładem są prace takich badaczy jak Kong Tianping, Jin Yan i Zhu Xiaozhong, czy też wydanie w chińskim przekładzie książki Grzegorza Kołodki „Od szoku do terapii. Ekonomia i polityka transformacji”. Prac na ten temat nadal jest jednak w Chinach stosunkowo niewiele, a na pewno znacznie mniej niż tych poświęconych Stanom Zjednoczonym czy państwom Europy Zachodniej, które przecież doświadczeń w przechodzeniu z gospodarki planowej do rynkowej nie mają. Pozostaje zatem spora, niezagospodarowana przestrzeń pobudzania zainteresowania transformacyjnym dorobkiem Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polski.

Przyjrzyjmy się konkretnym kwestiom, jakie – jak można przypuszczać – mogłyby spotkać się w Chinach z zainteresowaniem. Wymienione tutaj obszary są jedynie przykładami, lista ta z pewnością nie jest zamknięta, a jej poszerzanie wymagałoby głębszych analiz i wysondowania partnerów po chińskiej stronie.

Ochrona środowiska: Polska, m.in. ze względu na swoje zobowiązania związane z ubieganiem się o członkostwo w Unii Europejskiej, musiała dość szybko wprowadzić wysokie standardy ochrony środowiska, wraz z odpowiednim prawnym oprzyrządowaniem. W Chinach z kolei intensywny rozwój gospodarczy okupiony został poważną dewastacją środowiska naturalnego, która budzi rosnący niepokój. Jak najszybsze rozwiązywanie tych problemów jest koniecznością, co oznacza potrzebę poszukiwania dobrych wzorców i inspiracji – to z pewnością nie tylko interesujący, ale i niezmiernie ważny obszar potencjalnego dialogu.

Zamówienia publiczne: intensywny rozwój (tak w Polsce, jak i w Chinach) związany jest z szeroko zakrojonymi programami publicznych inwestycji. W Chinach realizowane są one w bardzo szybkim tempie (ale kosztem problemów społecznych, ekologicznych i korupcji), w Polsce powszechne są z kolei narzekania na zbyt niskie tempo (ale nie do pomyślenia są wywłaszczenia bez należytych odszkodowań, inwestycje realizowane bez oglądania się na skutki ekologiczne czy przyznawanie kontraktów bez zachowania rygorystycznych procedur). Można się oczywiście zastanawiać, gdzie znajduje się rozsądny punkt kompromisu między tymi podejściami, ale stosowany aktualnie w Chinach model będzie raczej z biegiem czasu ewoluował w kierunku bardziej zbliżonego do polskiego, co otwiera kolejne pole potencjalnego dialogu, w którym można by pokazywać, jakie rozwiązania warto adaptować, a jakie niekoniecznie.

Władze lokalne: polskie instytucje samorządowe, które są jednym z produktów transformacji, sprawdziły się w swojej (niedługiej przecież) historii całkiem nieźle. W Chinach wprawdzie samorządu jako takiego nie ma (z wyjątkiem ostrożnych eksperymentów na poziomie pojedynczych wsi) i raczej się na jego tworzenie nie zanosi. Władze lokalne, formalnie hierarchicznie podporządkowane władzom centralnym, działają jednak często bardzo niezależnie, co utrudnia realizację wielu reform i polityk formułowanych w Pekinie. Dlatego też przyjęty w Polsce model nadzoru nad legalnością działania samorządu terytorialnego sprawowanego przez administrację rządową mógłby być dla Chin interesującym przykładem tego, jak systemowo radzić sobie z problemem skuteczności ogólnokrajowych kierunków polityki społeczno-gospodarczej „w terenie”. Polska, jako państwo unitarne (w przeciwieństwie do federacji takich jak Stany Zjednoczone czy Niemcy), mogłaby być dla również unitarnych Chin (gdzie samo hasło „federalizm” budzi nieomal grozę) ciekawym modelem, zwłaszcza że zbudowała nieźle funkcjonujący samorząd terytorialny w stosunkowo krótkim czasie.

Procedury administracyjne: narzekamy często w Polsce na przewlekłość i stopień skomplikowania procedur administracyjnych, ale zapominamy przy tym, że mamy bardzo dojrzały model działania organów administracyjnych, oparty na ustandaryzowanym reżimie kodeksu postępowania administracyjnego. I to mogłoby stanowić ciekawy przykład dla Chin, gdzie postępowanie administracyjne nie jest w taki sposób zunifikowane (choć pomysły takie pojawiały się swego czasu w akademickich dyskusjach).

Rynek finansowy i kapitałowy: sektor bankowy w Polsce, mimo dominującej obecności międzynarodowych konglomeratów finansowych, uniknął dramatycznych bankructw i konieczności ratowania go publicznymi pieniędzmi w okresie międzynarodowego kryzysu finansowego. Można to oczywiście próbować tłumaczyć jego „prowincjonalnym” (w porównaniu z bankami na Wall Street czy w londyńskim City) charakterem, ale bardziej przekonujące wydaje się uzasadnienie inne, które przypisuje ten fakt raczej modelowi regulacji jego działalności. Polski rynek kapitałowy też cieszy się raczej dobrą opinią, a przecież (podobnie jak współczesny sektor bankowy) powstał i okrzepł w stosunkowo krótkim czasie. To także jest istotna część dorobku polskiej transformacji i procesu budowania instytucji gospodarki rynkowej, którą warto chyba promować i która – jak się wydaje – mogłaby stanowić dla chińskiej strony interesujący casus.

Myśląc o prezentowaniu powyższych (stanowiących, co warto jeszcze raz podkreślić, jedynie przykłady) polskich doświadczeń w Chinach, trzeba pamiętać o tym, że mamy do czynienia z odmiennym od polskiego systemem prawnym i kulturą prawną. Jednostkowe regulacje nie będą w nim tak samo działać, nie ma więc mowy o mechanicznym „przeszczepianiu” jakichkolwiek rozwiązań na grunt chiński. Chodzi wyłącznie o dialog, stanowiący szansę na pogłębienie dwustronnych relacji.

Można tu postawić pytanie, czy dialog taki mógłby Chińczyków w ogóle zainteresować. Odpowiedź nie jest oczywista, bo zależy w dużym stopniu od sposobu jego prowadzenia. Wchodzi tu w grę wyłącznie autentyczny dialog, a więc wymiana opinii, idei i doświadczeń, a nie jednostronne „oświecanie” kogokolwiek.

Tego rodzaju inicjatywy podejmowane są przez inne państwa – bardzo aktywną działalność na tym polu prowadzą np. Niemcy. Ułatwia to oczywiście długa tradycja recepcji prawa niemieckiego w Chinach. Wschodnie Niemcy mają wprawdzie za sobą doświadczenie „realnego socjalizmu”, ale ich model transformacji był zupełnie inny niż polski, gdyż byłą NRD, pod względem prawno-ustrojowym, w zasadzie włączono do RFN, rozciągając na nią zachodnioniemiecki reżim prawno-ustrojowy.

Polskie doświadczenie transformacyjne jest pod wieloma względami bardziej zbliżone do chińskiego, co czyni je potencjalnie ciekawszym obiektem studiów i analiz. Analiz, które w Chinach i tak się prowadzi. Jedną z charakterystycznych cech chińskiego modelu reform jest bowiem, oprócz praktyki prowadzenia „punktowych” eksperymentów, skłonność do poszukiwania nowych rozwiązań w oparciu o istniejące już gdzie indziej wzorce. Model ten znakomicie opisuje w swoich pracach niemiecki politolog Sebastian Heilmann, który posługuje się pojęciem „autorytaryzmu adaptacyjnego”.

Nie możemy naturalnie oczekiwać, że sugerowany tu dialog przełoży się na jakąś formę „polonizacji” chińskich reform. Nie o to zresztą chodzi. Chodzi o lepsze wzajemne poznanie, które mogłoby być realnym owocem takiego dialogu – tak jak to się dzieje w przypadku dialogu chińsko-niemieckiego, który przekłada się na znacznie wyższy niż w Polsce poziom znajomości Chin u naszego zachodniego sąsiada, co z kolei niewątpliwie ułatwia niemieckim przedsiębiorstwom działanie w Chinach.

Dialog taki, ze swej natury, nie mógłby być ani łatwy, ani spektakularny. Wymagałby znaczącego zaangażowania wielu podmiotów (ze środowiskiem akademickim na czele), silnego i konsekwentnego wsparcia władz publicznych i dyplomacji, a także daleko posuniętej otwartości (aby był dialogiem autentycznym).

Co Polska mogłaby na tym zyskać? Oprócz wspomnianego już lepszego poznania Chin i wypełnienia konkretną treścią politycznych deklaracji o „strategicznym partnerstwie”, mogłaby wzmocnić swój wizerunek w Chinach, (być może) zainspirować jakieś rozwiązania w różnych dziedzinach, a zatem w pewnym sensie budować swoją „miękką siłę” (soft power), co – nie przynosząc oczywiście żadnych natychmiastowych i namacalnych korzyści – mogłoby okazać się w dłuższej perspektywie cennym kapitałem, biorąc pod uwagę fakt, że rola i znaczenie Chin w świecie będzie raczej rosnąć niż maleć.

Czy w takim dialogu Polska mogłaby się czegoś nauczyć? Pytanie to nie jest tak absurdalne, jak się na pierwszy rzut oka wydaje. Wspomniany tu Sebastian Heilmann przekonuje, że warto przyjrzeć się bliżej chińskiemu modelowi wprowadzania reform. Nie chodzi oczywiście o odrzucenie demokratycznych instytucji, ale „filozofię” reformowania.

W Polsce, jak i innych państwach Zachodu, reformuje się (w pewnym sensie) bardziej „radykalnie”, gdyż zmiany wprowadzane są z reguły pod postacią regulacji od początku powszechnie wchodzących w życie. Wprowadzamy np. nowy podatek od razu na terenie całego kraju, starając się przewidzieć jego skutki społeczno-gospodarcze, ale takie przewidywania nie mogą być naturalnie nigdy ścisłe, więc skutki często okazują się zupełnie inne niż prognozowano. Czy nie byłoby zatem bardziej racjonalne testowanie pewnych rozwiązań w ograniczonym zakresie przed ich szerszą implementacją? W wielu przypadkach trudno to sobie wręcz wyobrazić (mówimy zresztą o ogromnych różnicach w skali, które też mają tu niebagatelne znaczenie), bo już same uwarunkowania ustrojowe wykluczają „punktowość” wielu rozwiązań, które mogłyby być potraktowane jako niezgodne z konstytucją nierówne traktowanie.

Może jednak warto, choćby w ramach pewnego intelektualnego ćwiczenia, rzecz rozważyć. Innowacyjność, która jest współcześnie uznawana za motor rozwoju, nie ogranicza się wszak do technicznych wynalazków. Prawo i instytucje też mogą i powinny być innowacyjne, a warunkiem innowacyjności jest myślowa otwartość. W tym otwartość na dialog.



Skomentuj